Ulubione animacje – podróż sentymentalna
Anna Magdalena Andrzejewska Od lat 90. XX w. przeżywamy istny zalew różnego rodzaju animacjami. Są to obrazy lepsze, gorsze, mądrzejsze i głupsze – dla każdego coś miłego. Do dziś pamiętam, jak…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Od lat 90. XX w. przeżywamy istny zalew różnego rodzaju animacjami. Są to obrazy lepsze, gorsze, mądrzejsze i głupsze – dla każdego coś miłego. Do dziś pamiętam, jak rozpłakałam się w kinie na premierze „Króla Lwa". Pozwolę sobie tutaj na podróż sentymentalną i przywołanie moich ulubionych animacji z wczesnego dzieciństwa, obecnie często niesłusznie zapomnianych.
Anna Magdalena Andrzejewska
Za ojca pełnometrażowej komercyjnej animacji rodzinnej uznaje się Walta Disneya. To jego pomysły ukształtowały animację światową. Sukcesy Disneya w dziedzinie bezpretensjonalnych animacji dla każdego zapoczątkował krótkometrażowy film „Parowiec Willie" (Steamboat Willie, 1928) z Myszką Miki w roli głównej. Pomimo że władze komunistyczne obecność filmów Disneya na polskich ekranach uważały za smutną konieczność, doceniano ich kunszt, co pozwoliło, aby towarzyszyły mi i moim rówieśnikom. Najstarsza pełnometrażowa animacja „Królewna Śnieżka i siedmiu krasnoludków" z 1937 r. była znana i uwielbiana przez wszystkie dzieci, a płyta z nagraniem piosenek z tego filmu, z tekstami Mariana Hemara, stoi na mojej półce z winylami do dziś. Ale akurat animacji Disneya nie trzeba przypominać – nawet te najstarsze cieszą się wciąż popularnością. Do moich ulubionych animacji amerykańskich okresu dzieciństwa należą także „Looney Tunes i Merrie Melodies" z kanarkiem Tweety'm na czele oraz „Tom i Jerry".
Animacje, które ze względów politycznych znacznie częściej pojawiały się najpierw na czarno-białym, a następnie kolorowym ekranie to bajki rosyjskie. Najbardziej popularne, jak „Wilk i zając", były stałym bywalcem polskich domów. Jednak moje ulubione to „Konik Garbusek" z 1947 r. (w nowszej II wersji z 1975 r.) i „Wasylisa Pięknolica" z 1977 r. Rosyjska ludowość, inność, kolory i humor tych animacji sprawiały, że zawsze oglądałam je z wypiekami na twarzy. Z równą fascynacją, nie dalej jak miesiąc temu, oglądałam „Konika Garbuska" wraz z synem.
Wśród ważnych dla mnie animacji, których jednak także nie trzeba przypominać, jest film z 1978 r. „Był sobie człowiek", czyli pierwszy film z wciąż popularnej francuskiej serii „Było sobie…", oraz kolejny z tej serii „Było sobie życie". Skoro już mowa o bajkach francuskich, nie mogę pominąć filmów z serii „Asterix i Obelix". Ciekawe, czy ktoś jeszcze pamięta serial „Biały delfin Um"…
Wśród bajek spoza granicy, ze szczególnym sentymentem wspominam trzy tytuły japońskie. Pierwszy to „Przygody Sindbada żeglarza", który oglądałam jeszcze w przedszkolu, a drugi to moja ukochana dobranocka z okresu szkoły podstawowej „Bajki japońskie" z zielonym smokiem i chłopcem siedzącym na jego grzbiecie w tle. No i trzeci – kultowa „Pszczółka Maja", którą dzieci oglądają do dziś.
Cudownym obrazem był hiszpański serial animowany „Don Kichote" z wpadającą w ucho i pamięć piosenką tytułową wykonaną przez Symfoniczną Orkiestrę RTVE oraz grupę dzieci Botones.
Nie mogę nie wspomnieć animacji węgierskich, z których najbardziej lubiłam „Latającego zajączka" i czechosłowackich, gdzie królowali „Chłopiec z plakatu", „Krecik" i „Sąsiedzi".
Na koniec oczywiście zostawiłam polskie animacje. Przyznam, że nie wszystkie kultowe były moimi ulubionymi. „Reksio", „Miś Uszatek", „Dziwny świat kota Filemona", „Lis Leon" czy „Bolek i Lolek" (poza filmami pełnometrażowymi – „Bolek i Lolek na dzikim zachodzie" oraz „Wielka podróż Bolka i Lolka") były bo były, jak nie było nic innego. Za to takie tytuły jak: „Baltazar Gąbka", „Opowiadania Muminków", „Ferdynand Wspaniały", „Proszę słonia", „Przygody Koziołka Matołka" i „Przygody błękitnego rycerzyka" oglądam z przyjemnością do dziś.
Wszystkich ważnych tytułów po prostu nie da się wymienić. „Rumcajs", „Zaczarowany ołówek", „Pomysłowy Dobromir", „O czym szumią wierzby" – to podróż sentymentalna bez końca, lecz sprawia, że na sercu robi się ciepło. Na dodatek okazuje się, że powrót do tych tytułów jest bardzo atrakcyjny także dla współczesnych dzieci. Można je razem obejrzeć, przeżyć i ożywić wspomnienia.
Zdjęcie ilustracyjne/Pixabay.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.