W jakim języku będziemy rozmawiać z naszymi wnukami?
prof. Jakub Isański Klasyczny problem konfliktu pokoleń i związanych z tym trudności w porozumieniu się z własnymi dziećmi, zyskał w czasach powszechnej migracji kolejną odsłonę. Dotyczy ona kwestii…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
prof. Jakub Isański
Klasyczny problem konfliktu pokoleń i związanych z tym trudności w porozumieniu się z własnymi dziećmi, zyskał w czasach powszechnej migracji kolejną odsłonę. Dotyczy ona kwestii fundamentalnej - chociaż niekoniecznie związanej z konfliktem: w jakim języku będziemy się porozumiewać?
Szybko się przystosować
Z perspektywy migranta, a więc kogoś, kto rok lub więcej spędza poza krajem swojego pochodzenia, używanie języka ojczystego może stawać się coraz bardziej bagażem czy problemem w sytuacji, gdy stara się on zaadaptować do warunków życia w nowym miejscu. Bywa, że ludzie decydujący się na emigrację świadomie starają się odizolować siebie, a co za tym idzie - i swoje dzieci, od nadmiernych kontaktów ze swoimi krajanami. To część strategii, której celem jest jak najszybsze przystosowanie się do warunków pracy, życia społecznego i kulturalnego w nowym środowisku.
Nie oceniając tego zjawiska, chciałbym krótko odnieść się do jednej z jego konsekwencji, jaką jest utrata więzi z krajem pochodzenia. Być może najlepiej, aby oceniały ją same osoby, które, kierowane różnymi motywacjami, decydują się na podjęcie takiej właśnie decyzji - o wyjeździe z kraju.
Nowa tożsamość
Oczywiście, że nie jest ona łatwa i pociąga za sobą wiele kosztów - ekonomicznych, społecznych czy psychologicznych. Można powiedzieć, że wyjeżdżający na emigrację niejako automatycznie muszą zakładać, że zamieszkanie w nowym miejscu pociągnie za sobą nie tylko zmianę miejsca życia, zmianę sieci kontaktów społecznych, ale i zmianę ich tożsamości. Przypomnijmy tylko - tożsamość może być definiowana jako poczucie przynależności to jakiejś grupy, zbiorowości, abstrakcyjnej kategorii, która daje nam poczucie odniesienia.
Żyjąc w globalnych czasach i podróżując po świecie ogromnych możliwości, możemy też czerpać ze wszelkich tego dobrodziejstw, choćby zmieniając dowolnie własne poczucie przynależności grupowej, społecznej czy państwowej. Co to jednak oznacza na najbardziej podstawowym poziomie kontaktów społecznych w gronie naszych najbliższych?
Dwujęzyczność lepsza od porzucenia
Wśród wielu wspomnianych zmian, także zmianę języka, w jakim się porozumiewamy. I znowu, trudno wyobrazić sobie inne rozwiązanie, gdy staramy się rozmawiać z dziećmi w języku, w jakim uczą się one w szkole, choćby po to, aby ułatwić im adaptację do nowego środowiska, znalezienie nowych przyjaciół czy nawiązanie kontaktów z otoczeniem. Oczywiście możliwa jest tutaj dwujęzyczność, która konsekwentnie i świadomie wprowadzana w życiu rodzinnym, może przynieść dobre efekty.
Co jednak wtedy, gdy jedną z najważniejszych konsekwencji jest trwałe zerwanie więzi z krajem pochodzenia, wyrażane choćby porzuceniem języka ojczystego? W przypadku osób dorosłych może to skutkować, powiedzmy, lekką zmianą akcentu czy zapominaniem niektórych słów i posiłkowaniem się językiem kraju nowego zamieszkania. A jak ma się rzecz w przypadku dzieci?
Kolejna bariera
Wyobraźmy sobie tylko spotkania z krewnymi, wcześniejszymi przyjaciółmi czy choćby z dziadkami w sytuacji, gdy do wielu innych barier dochodzi jeszcze bariera językowa. Nie rozstrzygam w tym miejscu, kto i jakich powinien uczyć się języków. Być może są to kwestie indywidualne, zależne od bardzo wielu uwarunkowań. Myślę w tym momencie raczej o naszej historii i całych wiekach rozmaitych niesprzyjających sytuacji, zaborów, wojen i innych kataklizmów, z których wyszliśmy z powszechną znajomością naszej historii, zwyczajów i tradycji, religii czy języka.
Zmiany bez przymusu
Przymioty te w odniesieniu do współczesnej fali migracji wyjazdowej nie są już tak oczywiste i, co ważne, nie odbywają się w warunkach przymusu. Są raczej wspomniane wyżej próby integrowania się z miejscem pochodzenia, traktowane jako racjonalna i bardzo uzasadniona strategia budowania lepszej przyszłości dla kolejnego pokolenia.
Nie wiemy jak na tą sytuację będą patrzeć ludzie po latach. Czy przyznają nam rację za słuszne wysiłki nadgonienia ekonomicznych braków, czy może zganią za masowe porzucanie własnej kultury? Skupmy się lepiej na najbliższych świętach, choćby Bożego Narodzenia. To okazja do spędzenia czasu w gronie rodzinnym, kultywowania zwyczajów i hołdowania tradycji. Może to najlepszy sposób na zachowanie naszej tożsamości niezależnie od własnych i rodzinnych doświadczeń emigracyjnych.
Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.