Odkryj, jak budować pozytywne relacje z teściami. Zrozumienie i empatia mogą pomóc w stworzeniu harmonijnej relacji, która wzmocni Twoją rodzinę.

Jestem mężatką od dwudziestu jeden lat. Coś w życiu już widziałam, słyszałam i przeżyłam. I jeśli chodzi o relacje z teściami, to mam pewne doświadczenie. Nie myślcie, że uważam, że moi rodzice to chodzące ideały, a rodzice mojego męża to dopust. Zdaję sobie sprawę, że idealnie nie jest i nigdy nie było. Ba! Za życia nigdy nie będzie! Moi też mają „swoje za uszami", choć z szacunku nie powinno się mówić źle o zmarłych.

Konflikty z własnymi rodzicami

Wiadomo, że relacji z własnymi rodzicami człowiek się uczy od urodzenia, a z tymi drugimi od jakiegoś czasu. Dlatego kluczem do rozwiązywania konfliktów jest złota zasada: ja rozmawiam ze swoimi rodzicami, ty ze swoimi. Wiadomo – od rodziny łatwiej przyjąć słowa krytyki, a od „synka" to już w ogóle. Więc najlepiej, żeby o trudnych sprawach teściowie dowiadywali się od swoich dzieci.

Jako doradca rodzinny nasłuchałam się tego i owego. A co pojawia się najczęściej?

W większości przypadków – jedno z małżonków „nie odeszło" z własnej rodziny pochodzenia. Fizycznie, psychicznie, mentalnie. Często nie umiało, bo ktoś jej/jemu na to nie pozwolił. Tak, mamusia nie odcięła pępowiny. A przecież jest powiedziane, że „opuści człowiek ojca swego i matkę...". Przyznajmy szczerze: to jest często wina MAMUŚ. Kochane! Macie jeszcze czas, by nad sobą popracować, by w przyszłości nie być taką zaborczą MAMCIĄ dla swoich dorosłych dzieci. Dajcie im odejść z domu! I nie mówię tego tylko do mam synów. Nie brak młodych mężatek, które muszą z mężem i dziećmi co tydzień jechać na obiad do rodziców, bo się „mama obrazi"? Nie tylko mężowie biegają do mamusi, gdy w pracy ktoś ich nie doceni. Córki nie są lepsze... Do mamusi trzeba zadzwonić codziennie – szczególnie, kiedy się wnuczek pojawił. A kupka taka, a w nocy spał tak, a teraz leży, a zmieniłam mu już trzy razy pieluszkę... Popatrzcie na siebie, ale krytycznie. Nie czujecie presji MAMUSI? Że się pogniewa, jak na święta nie przyjedziecie, a wy byście chcieli przeżyć je po swojemu? Trudne to, i bez silnej woli i pomocy współmałżonka nie dacie rady. Czasem jednak trzeba dla dobra WŁASNEJ rodziny powiedzieć NIE. Wasze życie rodzinne jest ważniejsze! Stwórzcie swoje tradycje, swoje zwyczaje. Niech wasze dzieci mają co wspominać. Jedźcie do teściów, kiedy macie na to ochotę. A jeśli macie własny pomysł na spędzenie czasu w swoim gronie, to nie powinniście mieć z tego powodu wyrzutów sumienia. Skoro wzięliście ślub, trzeba się od nich uniezależnić. I nie róbcie tego swoim dzieciom w przyszłości. Złamcie stereotyp wścibskiej, zaborczej teściowej. Wierzę, że wam się uda.

A jeśli musicie mieszkać z teściami? Kluczem do sukcesu są KLUCZE! Tak! Klucze do drzwi. Nawet, jeśli macie tylko jeden pokój wydzielony w domu teściów, a reszta jest wspólna. To już nie liceum, kiedy mama mogła wejść do waszego pokoju i zapytać, czy chcecie herbatkę, soczku, kanapkę. Zaznaczcie swoją odrębność. wstawiając zamek do waszych drzwi. Zawarcie małżeństwa zmieniło coś w waszym życiu! I teściowie też muszą się z tym pogodzić. Ile razy wysłuchiwałam, jak strasznie jest mieszkać z teściami: „Ja nic nie mogę! Nawet pranie w nieodpowiedni dzień tygodnia robię (bo pranie ma być we wtorek). Teściowa mi majtki w szafie układa, ciuchy mężowi kupuje – nic nie mogę mu sama jako żona kupić". I tych historii jest więcej, niektóre naprawdę dramatyczne. A jaki jest sposób na to? Najlepiej, gdyby udało wam się wyprowadzić i to jak najszybciej. Dla waszego i ich dobra. Oni też się nie odnajdą w tej sytuacji, jeśli będziecie ciągle obok nich. Oni też muszą się nauczyć, jak być teściami. A najlepiej to robić z dystansu. Zobaczycie, jak odetchniecie. Pranie w poniedziałek!? A kto wam zabroni? Lepiej ciasne, ale własne, nawet wynajmowane. My po ślubie mieszkaliśmy w akademiku. I żyjemy!

To, co nas bawi w komediach – w życiu już niekoniecznie. Pamiętam swoje początki. Miałam wrażenie, że moja obecność na imprezach u teściowej była zbędna. Ważne, że synuś przyjechał, no i wnuki. Raz nawet wyszłam do toalety i siedziałam tam dość długo. Nikt (czyt. teściowa) nie zainteresował się, gdzie jestem, czy wszystko ok. Myślałam nawet, żeby wsiąść w autobus, wrócić do domu i czekać, kiedy się zorientują, że mnie nie ma. Czy w ogóle by się zorientowali? Nie zdobyłam się na to ze względu na mojego męża – on mnie szukał, wspierał i naprawdę stawał po mojej stronie. Ale gdyby tak nie było – zafundowałabym im wszystkim terapię szokową.

Relacja z teściami nie jest najważniejsza

Bo nic, absolutnie nic, od dnia ślubu nie jest ważniejsze od waszej relacji małżeńskiej! A niech mama płacze, że cię nie widziała już od miesiąca. Dzwonisz raz po raz, opowiadasz co u ciebie. Ale dlatego, że chcesz, a nie dlatego. że mamusia chce, żebyś dzwoniła/dzwonił. I to nie jest brak szacunku. Masz swoje życie, swoje sprawy, swoją pracę, dziecko, męża... Nawet swoje pomysły na wakacje, ferie, święta. A oni powinni mieć swoje. No właśnie... Powinni.

Kiedy myślę o zaborczej teściowej, zastanawiam się, dlaczego ona taka jest? A wniosek z rozmyślań, a też z pracy w poradni: że prawdopodobnie nie miała dobrych relacji ze swoim mężem i całym światem był dla niej syn/córka. Jeśli relacje między małżonkami są dobre, bardzo dobre, cudowne, prawidłowe, to rodzice cieszą się, że dziecko znalazło miłość w życiu, że się usamodzielniło, że wyszło z domu, że żyje własnym życiem, że oni wykonali swoje zadanie na piątkę z plusem. Że wychowali dobrego człowieka. a teraz mogą spijać śmietankę! I cieszą się, że będą mogli teraz robić to, co odkładali na czas, gdy już dzieci wyjdą z domu. Będą – co jasne – tęsknić, dzwonić, czasem odwiedzać, ale ich życie się nie skończy.

Kiedyś mąż leciał do Stanów z jednym pastorem. I pastor opowiadał, jak to wspaniale im się teraz żyje z żoną, bo już ostatnie dziecko wyprowadziło się z domu. A miał ich pięcioro. I tą radością podzielił się z innymi ze swojej wspólnoty, których dzieci również wyprowadziły się z domu. Tamci powiedzieli: Teraz nareszcie mamy więcej czasu, by czytać Biblię. Na co pastor odpowiedział: A my nareszcie możemy nago po domu chodzić!

I to jest kwintesencja dobrych relacji małżeńskich!

Przyznam szczerze, że też trochę na to czekam. Też mamy pięcioro dzieci. Czasem żartuję sobie, że już jedno dziecko udało nam się „wypchnąć" z domu. Bez urazy, Córcia! Życzę im dobrze, dlatego zachęcam ich do wyprowadzki z domu, zamieszkania z dala od rodziców. Niech zatęsknią. Niech dzwonią, bo chcą pogadać, a nie, że mama kazała się codziennie meldować. Takie opuszczenie rodzinnego domu jest terapeutyczne dla wszystkich. Ja też tego potrzebuję. Muszę się nauczyć, jak być mamą dorosłego człowieka, żeby kiedyś być dobrą teściową. Nie chcę w przyszłości porównywać się do tej „drugiej babci", walczyć o względy dzieci.

Kiedyś słuchałam podcastu pewnego mądrego człowieka. Nie był stary, może z dziesięć lat starszy ode mnie. Miał dzieci, które już wyszły z domu i założyły swoje rodziny. Mówił, że synowa albo zięć to nie jest twoje kolejne dziecko. Nie powinieneś mówić po ślubie swojego syna/córki: „Witaj córeczko/synu!" do swojej synowej/zięcia. Bo to nie ma być kolejne twoje dziecko i nie powinieneś jej/go tak traktować. To są dorośli ludzie, którzy w dniu ślubu założyli swoją, NOWĄ rodzinę! Odrębną „jednostkę społeczną"! Jeśli chcesz spędzić z nimi święta, to zaproś ich, ale licz się z tym, że mogą mieć SWOJE plany jako odrębna rodzina!

Co możesz zrobić?

Podsumowując: jest jeszcze czas na „wychowanie" swoich teściów. Nam się udało. Mój mąż swoją pracę już wprawdzie zakończył, bo jego teściowie, czyli moi rodzice nie żyją. ale mamy jeszcze moich teściów.

Po pierwsze: Mówcie NIE, gdy czujecie, że ich decyzje, „dobre rady", telefony, wizyty są dla was trudne, naruszają waszą autonomię jako rodziny. Macie prawo żyć po swojemu. I powinniście powiedzieć, że WSPÓLNIE podjęliście taką decyzję. Tutaj jednak niezbędna jest wasza jednomyślność i wzajemne wsparcie. Będzie ciężko, o tym mogę was zapewnić.

Po drugie: Wasz pomysł na życie jest waszym prawem. Oni mieli czas, by was wychować, zatroszczyć się o was, ale ich czas się skończył. Jesteście dorośli i samodzielni. Jeśli możecie wyprowadzić się od teściów – zróbcie to. Niestety wielopokoleniowe domy to teraz rzadkość. Choć może jesteście wyjątkiem i układa wam się fantastycznie, to nie zmieniajcie tego.

Po trzecie: Wasze dzieci – wasze zasady wychowawcze. Owszem, zawsze dobrze posłuchać kogoś doświadczonego, ale czy wprowadzicie to w życie, to już wasza decyzja.

Po czwarte: Odkąd zostaliście rodzicami – przygotowujecie się do roli teściowej i teścia. Zakładając, że wasze dzieci kiedyś mogą założyć rodzinę – zróbcie wszystko, by dzień ich ślubu nie był dla was najtrudniejszym dniem w życiu, ale czymś naturalnym, na co przygotowywaliście siebie i to dziecko przez dwadzieścia kilka lat. Załóżcie, że będziecie lepszymi rodzicami i teściami, niż wasi rodzice i teściowie i dążcie do tego celu.

Po piąte: konfliktów z teściami nie unikniecie! Będziecie się z nimi widywać, będziecie czasem korzystać z ich pomocy, więc trzeba zainwestować w komunikację. Takie konflikty są dobre dla obu stron i jeśli wyciągniecie z nich wnioski – mogą się przysłużyć całej rodzinie.

Matka Polka kończy na dzisiaj. Zostawiam wam ten tekst. Zróbcie z nim, co chcecie Pomyślcie, przedyskutujcie. Może będziecie musieli skorzystać z pomocy z zewnątrz? Może ty widzisz potrzebę zmiany, a twój mąż niekoniecznie? Nie poddawajcie się. Tu chodzi o waszą najważniejszą relację w życiu. Warto! I o wasze bycie teściową w przyszłości. Dziś decydujesz, jaką teściową będziesz.