Specjaliści od naprawiania dzieci - czy opieka terapeuty lub psychiatry może zastąpić wychowanie?
Kryzys zdrowia psychicznego w młodym pokoleniu jest faktem. Jego korzeni szuka się zarówno w okresie pandemii, a także w silnym rozwoju nowych technologii, głównie mediów społecznościowych. Remedium…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Kryzys zdrowia psychicznego w młodym pokoleniu jest faktem. Jego korzeni szuka się zarówno w okresie pandemii, a także w silnym rozwoju nowych technologii, głównie mediów społecznościowych. Remedium na to groźne zjawisko ma być zwiększona opieka psychologiczna, psychiatryczna i wszelka terapeutyczna. Jednak nawet najlepsi specjaliści nie zastąpią rodziców i wychowawców młodzieży.
Więcej specjalistów remedium na problem?
Tendencje, aby specjalistyczną opiekę terapeuty lub psychiatry traktować jako zamiennik wychowania coraz bardziej rozpowszechniają się w polskim społeczeństwie. Temu rozwiązaniu sprzyjają decyzje w obszarze oświaty, jak i wiele przekazów medialnych. Pedagodzy i psychologowie dziecięcy to bardzo dziś poszukiwani specjaliści, ale jako tacy nie rozwiążą sami problemu, który staje się coraz poważniejszy.
Wyniki kolejnych badań ukazują bardzo pesymistyczną diagnozę młodych osób, szczególnie w obszarze zdrowia psychicznego. Proponowanym rozwiązaniem ma być łatwiejszy dostęp do specjalistów z dziedziny psychologii i psychiatrii dziecięcej.
Ograniczony dostęp do tych specjalistów, brak psychologów i pedagogów z prawdziwego zdarzenia w wielu szkołach jest faktem. Skoro mamy kryzys w obszarze zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży, to proponowanym rozwiązaniem jest zwiększenie liczby specjalistów, którzy rozwiążą ten problem.

Terapia zamiennikiem wychowania
Jednakże prawdziwe źródło problemów leży zupełnie gdzie indziej. W raporcie „Jak wspierać młodzież w niestabilnym świecie?" opracowanym i opublikowanym przez Instytut Profilaktyki Zintegrowanej (IPZIN) znajduje się wniosek:
- Psychiatrów, psychologów i psychoterapeutów jest niewielu. Nie mamy ich pod ręką w codziennym otoczeniu. W sytuacji kryzysów, które obniżają kondycję psychiczną w skali całego społeczeństwa, specjalistów zawsze będzie za mało i zawsze będą trochę za daleko. Natomiast nauczycieli i wychowawców są dziesiątki tysięcy. A rodziców, babć, dziadków oraz życzliwych rówieśników są miliony [...] Im więcej tego typu wsparcia, im więcej osób świadomych jego znaczenia, tym mniej dzieci i młodzieży dojdzie do na tyle złego stanu psychicznego, by konieczna była pomoc profesjonalna.
Natomiast w debacie publicznej pojawiają się coraz silniejsze tendencję, by specjalistyczną opiekę terapeuty lub psychiatry traktować jako zamiennik wychowania. Sami specjaliści zauważają jednak, że dzisiejsze wychowanie bardzo często jest zastępowane przez terapię. Rodzice przychodzą do specjalisty z konkretnymi propozycjami, jak leczyć ich dzieci. Pytają, czy taka lub inna terapia jest już dostępna w Polsce. Nierzadko zdarza się, że rodzic, zamiast skupić się na jednym rodzaju terapii, szybko zawodzi się jej rezultatami i próbuje kolejnej, już po jednej czy dwóch sesjach zmieniając specjalistę. Zamiast zastanowić się, jak realnie pomóc w domu, wozi dziecko z terapii na terapię.

Prośba o „naprawienie" dziecka
Psychologowie dziecięcy zwracają też uwagę, że rodzice, którzy przychodzą ze swoimi dziećmi na terapie, proszą o „naprawienie ich dziecka", tak jakby złożony problem psychiczny lub wychowawczy można było rozwiązać w niemal mechaniczny sposób podczas kilku sesji.
Ale nawet szeroka rzesza terapeutów i psychiatrów nie poradzi sobie z kryzysem zdrowia psychicznego w Polsce. Trzeba wyodrębnić głębokie źródła tego kryzysu i tam upatrywać szansy na zmiany. Więcej zmęczonych, przepracowanych, zabieganych i wypalonych wychowawczo rodziców, skutkuje większą liczbą samotnych dzieci i nieszczęśliwej młodzieży. Im mniej prawdziwych relacji rówieśniczych, a więcej substytutów w postaci wielu godzin na dobę spędzanych w Internecie, tym większa „epidemia" samotności.
Wydaje się więc, że pokładanie zbyt wielkich nadziei w specjalistycznej pomocy psychologicznej to drogą donikąd. Jak pokazują autorzy raportu IPZIN, pierwszą grupą wsparcia są rodzice, przyjaciele, najbliższe nam grupy osób, ale także nauczyciele czy pedagodzy. Aby współczuć, wspierać i opiekować się drugim człowiekiem nie potrzeba mieć wcale specjalistycznego wykształcenia w dziedzinie psychologii. Jeśli bliska osoba mówi nam o swoim problemach, to nie znaczy, że mamy ją natychmiast wysłać na terapię i wierzyć, że to załatwi problem.
Słabszej kondycji psychicznej młodego pokolenia nie da się wytłumaczyć jedynie zgubnym wpływem smartfonów czy wyjątkową nadwrażliwością. Jest ona głównie spowodowana słabością tradycyjnych struktur społecznych, na czele z rodziną. To tam zaczynają się wszelkie problemy.
Nie znaczy to, że niekiedy, w trudniejszych sytuacjach, pomoc specjalistów i terapia jest zbędna. Jednak sami specjaliści nie załatwią wszystkich problemów, jak to utarło się obecnie uważać. Żaden terapeuta nie zastąpi bowiem pracy wychowawczej, życiowego towarzyszenia i potrzebnej nam wszystkim bliskości.

Złudna wiara w cudowną moc terapii
Zbyt często – my dorośli - oczekujemy od terapeuty, że pomoże nam uporać się z depresją czy z innymi poważnymi chorobami lub zaburzeniami psychicznymi i dzięki temu w naszym życiu wszystko się poukłada. Tendencje te przybierają na sile równolegle do pogłębiającego się kryzysu zdrowia psychicznego.
Opisywane powyżej zjawiskom nazywane jest kulturą terapeutyczną. Terapia wchodzi stopniowo w przestrzenie, które pierwotnie były domeną tradycyjnych struktur społecznych, takich jak rodzina, grupa rówieśnicza czy szeroko pojęta sfera duchowa.
Zmiana, jaka dokonała się w terapii, a która najlepiej daje się zaobserwować w popularnych poradnikach, polega na tym, że obietnicę psychicznego wzmocnienia zastępuje obietnica możliwości pomyślnego - i nieomal cudownego rozwiązania wszystkich problemów – zauważają niektórzy eksperci.
Zwrot ku skrajnemu indywidualizmowi źródłem cierpień
Dlaczego zatem współczesne, wysokorozwinięte społeczeństwa tak mocno zaufały pomocy terapeutycznej? Okazuje się, że kultury tradycyjne właśnie w rodzinie, wspólnocie lokalnej czy religijnej upatrywały źródła szczęścia. Zwrot ku skrajnemu indywidualizmowi, jaki już dawno obserwujemy w zachodnich społeczeństwach, tworzy wielką przestrzeń niezaspokojonych potrzeb, które były niegdyś realizowane w naturalnym wspólnotach.
Jednocześnie istnieje wiara w silny podmiot, który jest w stanie w oderwaniu od wspólnoty wieść, zgodnie z duchem ideału samorealizacji, satysfakcjonujące i przyjemne życie. Tylko, że w efekcie kultura ugruntowana na takim założeniu okazuje się źródłem cierpień, ponieważ człowiek bardziej otwarty na indywidualne spełnienie niż na relacje z innymi ostatecznie skazuje się na samotność.

To nie ja czynię zło, ale moja choroba
Zamknięcie w swoim własnym świecie, wewnętrznej rzeczywistości indywidualnych przeżyć i uczuć, utrudnia komunikację, a także właściwe zrozumienie samych siebie. Subiektywne doświadczanie krzywdy stało się podstawowym kryterium identyfikacji traumy (tzw. wokeizm, w myśl którego wszystko może być atakiem na naszą osobę – np. krzywe spojrzenie, dziwna mina, drobny gest i tym podobne; jest identyfikowany jako ideologia tożsamościowa lewicy). W konsekwencji termin trauma zaczął być coraz szerzej wykorzystywany nie tylko przez specjalistów w zakresie zdrowia psychicznego, ale i przez ich klientów – pacjentów. Jeśli ktoś uzna, że jej lub jego przeżycie było traumatyczne, to taka subiektywna ocena staje się wystarczającym dowodem, iż tak było.
Diagnoza specjalisty jest zatem stopniowo zastępowana jest przez autodiagnozę. Większą wagę przywiązuje się do wewnętrznych stanów, a mniejszą do obiektywnych symptomów choroby. W konsekwencji to, co najbardziej indywidualne, co najbardziej nasze, jest utożsamiane z naszymi problemami psychicznymi.
Od takiego nastawienia już tylko krok do tłumaczenia przed samym sobą i innymi, że wszystko, co negatywne we mnie jest w pewnym sensie konsekwencją moich zaburzeń. W ekstremalnej formie można dojść do wniosku, że to nie ja czynię zło, ale czyni je moja choroba.

Kultura terapii ma też dobre strony
Można znaleźć też dobre strony tzw. kultury terapii. Należy do nich np. przełamanie wśród społeczeństwa lęku przed gabinetem specjalisty.
Ludzie przestają wstydzić się własnych dolegliwości - depresji, nerwic, schizofrenii. Przenikanie specjalistycznego języka do kultury popularnej sprawia, że coś, co kiedyś nazywane było dziwactwem lub przygnębieniem, dziś może być określone nerwicą natręctw lub stanem depresyjnym. A to z kolei sprawia, że przestajemy ignorować własne samopoczucie psychiczne i szybciej sięgamy po pomoc.
O skali kryzysu zdrowia psychicznego zwłaszcza wśród młodego pokolenia jest ostatnio dość głośno. Zatem można traktować to wyzwanie jako jeden z priorytetów dla kształtowania polityki zdrowotnej państwa.
W opinii specjalistów nie poradzimy sobie jednak z obecnym kryzysem, jeśli będziemy ignorować ciemne strony kultury terapii. Zwracanie uwagi tylko na pozytywne strony tego zjawiska utrudnia rzetelne zdiagnozowanie źródeł obecnego kryzysu. Bez pogłębionej diagnozy trudno oczekiwać, że zmiany systemowe, jakie już dziś należy wprowadzać, przyniosą pozytywne efekty.
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.