Brak dzieci - brak dobrobytu
Na polskieforumrodzicow.pl znajdziesz wsparcie i porady od innych rodziców z Polski i z zagranicy. Dyskutujemy na tematy związane z wychowaniem dzieci, ciążą, porodem i wieloma innymi kwestiami rodzinnymi.
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Rozmowa z prof. MICHAŁEM A. MICHALSKIM – kulturoznawcą, etykiem gospodarczym, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu
Ekonomista, laureat Nagrody Nobla, Gary Stanley Becker, twierdził, że „podstawą rozwoju ekonomicznego społeczeństwa jest trwałe, monogamiczne, heteroseksualne małżeństwo…". To dość zaskakujące stwierdzenie, szczególnie w czasach politycznej poprawności. Czy nadal jest aktualne?
Oczywiście. Dość łatwo wykazać prawdziwość tej tezy, przyglądając się historii Zachodu, gdzie małżeństwo kobiety i mężczyzny od wieków stanowiło rolę fundamentalnego regulatora porządku społecznego. Zachód był jedną z niewielu cywilizacji, która wybrała ten model, zamiast np. poligamii.
Chce Pan powiedzieć, że cywilizacja zachodnia dlatego się tak szybko i nieprzerwanie rozwijała, bo opierała się na monogamicznym małżeństwie?
Tak. Był to jeden z kluczowych elementów, którego znaczenie jest wciąż rzadko rozumiane i podkreślane. Warto tu zwrócić uwagę na dwie kwestie – pierwsza to monogamia, a druga tzw. rodzina nuklearna, która stanowi formację szczególną dla Zachodu i wprowadza istotną zmianę w wymiarze struktury społecznej. Gdy chodzi o monogamię, to oznacza ona bardzo zasadnicze uporządkowanie stosunków społecznych. Warto tu wspomnieć, że podniesienie małżeństwa do rangi nierozerwalnego ze swej natury sakramentu stanowiło dodatkowe wzmocnienie i podkreślenie tej wyłączności związku jednej kobiety i jednego mężczyzny. Na tle innych kultur oznaczało to w dużej mierze nową jakość i wpłynęło na to, jak kształtowała się dalej nasza cywilizacja. Monogamiczne małżeństwo stanowiło chociażby bardzo istotną instytucję porządkującą i regulującą tak istotny wymiar, jakim jest prokreacja. Co za tym idzie, zyskała na tym socjalizacja, a więc wychowywanie kolejnego pokolenia, gdyż dziecko otrzymywało stabilny i trwały fundament dla swojego wzrostu i rozwoju.
Tam gdzie dominowała poligamia, tam trudniej było o klarowny i jednoznaczny obraz stosunków międzyludzkich, co np. wpływało na pozycję i traktowanie poszczególnych członków rodziny. Trudniej też było np. o demokratyzację życia – w przypadku poligamii siłą rzeczy pojawiała się hierarchia i konkurencja np. w przypadku wielu żon. Za tym musiało iść pytanie o to, które dziecko jest bardziej uprzywilejowane, jak rozwiązywać problemy z dziedziczeniem i z własnością w ogóle.
Jeśli chodzi o rodzinę nuklearną, to stopniowo wypierała ona na Zachodzie niegdyś dominujące struktury plemienne czy klanowe. W ich przypadku na ogół w rękach jednej osoby była skupiona władza a pozostali członkowie wspólnoty pozostawali w związku z tym zależni, w jakimś sensie bierni. A w takich warunkach trudno chociażby o innowacyjność czy rozwój. Tymczasem jeśli społeczeństwo oparte jest na monogamicznym małżeństwie, wówczas mamy o wiele bardziej równomierne rozłożenie własności i bogactwa, większa może być także mobilność społeczna i ekonomiczna. Także praca może być rozłożona bardziej równomiernie. Taka rodzina – a więc mąż, żona i kilkoro dzieci, to optymalnej wielkości podmiot gospodarujący, który sprzyja rozwojowi całej społeczności.
Czyli małżeństwo można opisywać również w kategoriach czysto ekonomicznych jako miniprzedsiębiorstwo pełniące ważną społecznie rolę?
Można, ale nie należy zapominać, że ekonomia nie jest w stanie uchwycić i wyrazić jego pełnej istoty. To kwestia dużo szersza. Małżeństwo to fenomenalny wynalazek, co rozumiano przez wiele wieków. Jeśli małżeństwo przez setki lat historii Zachodu było chronione i wzmacniane, również rangą sakramentu, to właśnie dlatego, że stanowiło (i stanowi) stabilizację ładu społecznego i podstawę rozwoju. Jeden mężczyzna, jedna kobieta na całe życie i „kontrakt" na wspólne wychowanie dzieci. To daje stabilność w wymiarze społeczności oraz na rynku, gdzie najsilniejszą pozycję mają najczęściej te przedsiębiorstwa, które nastawione są na ciągłość i stabilność.
Wspomina Pan o stabilności rynku. Nie wydaje się, że z tej perspektywy mają znaczenie jakiekolwiek więzi rodzinne, uczucia czy ideologia, a to oznaczałoby, że w takim kontekście rodzina jest po prostu biznesem…
To oczywiście nie takie proste, ale można powiedzieć, że małżeństwo to najlepsza inwestycja, o jakiej można by pomyśleć. Nie chodzi tu tylko o wymiar ekonomiczny, choć jak widać o małżeństwie i o rodzinie da się także mówić, posługując się wyłącznie językiem ekonomicznym, udowadniając ich niezbędność dla rozwoju społecznego. Jeśli gospodarka chce się rozwijać, to podstawą jest małżeństwo, które ze swej istoty ma być stabilne z założenia – co przez wieki było oczywiste – chce mieć dzieci.
Dlaczego dzieci są tak ważne z punktu widzenia ekonomii?
Bo to przyszli pracownicy, wynalazcy, twórcy, przedsiębiorcy, którzy będą generować podaż i popyt, a więc także dochody i podatki. To znaczy, że od nich zależy utrzymanie bieżących wydatków budżetowych, ale także - co chyba najważniejsze - systematyczne rozwijanie kapitału ludzkiego, którego nie da się „wytworzyć" w krótkiej perspektywie czasu. Wspomniany już tutaj noblista, Gary Becker, zwracał uwagę, że o rozwoju i konkurencyjności gospodarki decyduje głównie kapitał ludzki. Jeśli zatem spada dzietność, rodzi się mniej dzieci, tworzy się deficyt kapitału ludzkiego i wówczas społeczeństwo nie może się rozwijać.
Czyli brak dzieci, to brak rozwoju kraju…
Tak, i na pewno rozwój społeczeństwa staje pod znakiem zapytania. Nawet jeśli już został osiągnięty jakiś poziom rozwoju cywilizacyjnego, to przecież ktoś musi go przejąć, wziąć za niego odpowiedzialność, troszczyć się o to, aby to dalej dobrze działało. Cywilizacja, którą tak sobie cenimy, np. cała infrastruktura, jest utrzymywana przez nas - gdy będzie mniej osób, to utrzymanie tego wszystkiego (np. dróg, wodociągów, instytucji kultury itp.) będzie o wiele droższe. Mamy dziś dowody z badań na to, że niektóre udogodnienia, rozwiązania techniczne są opłacalne tylko wtedy, kiedy społeczność ma odpowiednie rozmiary. To coś na kształt ekonomii skali.
Innymi słowy inwestowanie w dzieci jest ważne nie tylko z punktu widzenia rodziny?
Oczywiście! Warto jeszcze raz powołać się na Gary'ego Beckera, który twierdził, że z punktu widzenia rozwoju ekonomicznego praca wykonywana w gospodarstwie domowym (często w ogromnym wymiarze przecież przez kobiety – żony i mamy) jest ważniejsza niż to wszystko, co się dzieje na pozostałych stanowiskach pracy, ponieważ jeśli zabraknie kapitału ludzkiego nie da się go „odtworzyć" w krótkim czasie i rozwój zostanie zahamowany. Oczywiście i jedna, i druga praca są potrzebne, niemniej jednak inwestowanie w dzieci, opieka nad nimi jest niezmiernie istotna nie tylko dla rodziny, ale dla całego społeczeństwa. To nasze być, albo nie być.
rozmawiała
Małgorzata Tadrzak-Mazurek
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.