Czy nasze dzieci wyemigrują?
Rozmowa z drem hab. JAKUBEM ISAŃSKIM – socjologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Rozmowa z drem hab. JAKUBEM ISAŃSKIM – socjologiem, pracownikiem naukowym Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu
Jakie jest prawdopodobieństwo, że nasze dzieci kiedy dorosną wyjadą za granicę na stałe?
Prawdopodobieństwo jest niepokojąco duże. Z badań wynika, że 1/5 aktywnych zawodowo Polaków była za granicą w celach zarobkowych. W najmłodszej grupie wiekowej, a więc między 18 a 25 rokiem życia za granicą w celach niezwiązanych z wypoczynkiem było niemal dwukrotnie więcej. Wśród młodych ludzi w tej chwili niezwykła jest sytuacja, w której ktoś nie ma za sobą dłuższego pobytu za granicą. Kiedyś młodzi ludzie wyjeżdżali do większych miast położonych na ogół najbliżej swojej miejscowości. Dziś tym kierunkiem są miasta leżące za granicą.
Wyjechać na trochę, poznać świat, popracować i wrócić nie wydaje się być najgorszym scenariuszem. Może być drogą rozwoju osobistego, nauki życiowej, zdobywania doświadczeń…
Wszystko zależy od czasu trwania wyjazdu. Ponadto z czasem pojawia się tzw. pułapka migracyjna - okazuje się, że z jednej strony jest możliwość zarobienia pieniędzy większych niż w Polsce, z drugiej zaś - ten czas został w pewnym sensie zmarnowany, ponieważ nie nastąpił rozwój kariery, pozycja zawodowa się nie zmieniła, zatem nie ma rozwoju, o którym myśli większość młodych ludzi decydujących się na wyjazd.
I co wtedy? Powrót do kraju czy wręcz przeciwnie?
Wówczas radykalnie spada skala powrotów. Oczywiście nie da się tego policzyć dokładnie, bo nikt tego nie rejestruje, ale takie są dane szacunkowe. Po piątym roku na emigracji bardzo już trudno wrócić na stałe do kraju. Oderwanie od polskiego środowiska jest już tak duże, od polskiej kultury, a nawet religijności, że powroty na stałe są raczej wyjątkiem niż regułą.
Czyli mamy sytuację, że młodzi aktywni ludzie wyjeżdżają za granicę, tam się nie rozwijają, nie wykorzystują swoich możliwości, talentów, a mimo to nie wracają, choć w Polsce mieliby o wiele większe możliwości rozwoju, kariery?
Tak. Powstało nawet takie pojęcie, jak „marnotrawstwo mózgów". Młodzi ludzie z potencjałem albo nie kończą studiów na emigracji, albo nie nostryfikują polskich dyplomów. Wielokrotnie pracują na stanowiskach o wiele niższych niż ich wykształcenie czy kwalifikacje, ponieważ w miejscach, do których wyemigrowali jest głównie zapotrzebowanie na pracowników niższego szczebla. Trudno wtedy o zaspokojenie aspiracji zawodowego awansu i udanej kariery.
Możemy mówić o ich degradacji społecznej?
To z jednej strony degradacja społeczna konkretnych osób, ale z drugiej strony „drenaż mózgów", jeśli chodzi o nasze społeczeństwo. I wszyscy ponosimy tego konsekwencje, bo ci, którzy mogliby mieć wkład w rozwój polskich społeczności lokalnych, na emigracji marnują swoje talenty. Tracimy kapitał ludzki.
A czy nie jest tak, że w ostatnim czasie można jednak zaobserwować, że Polacy mniej chętnie emigrują i że powrotów jest więcej?
Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, choć dane szacunkowe na to wskazują. Na pewno jest tak, że Polacy w Wielkiej Brytanii w związku z brexitem mają poczucie niepewności i braku stabilizacji (coś co zmusiło ich do wyjazdu z Polski może teraz stać się jednym z czynników skłaniających ich do powrotu).
Niewykluczone więc, że niektórzy w związku z tym zdecydują się na powrót, w tym być może rodziny z dziećmi, które już tam się urodziły. Na jakie trudności mogą napotkać po powrocie?
Jeśli dzieci są w wieku szkolnym, to pierwszym problemem będzie szkoła. Z jednej strony nieprzystające systemy edukacji w poszczególnych krajach, z drugiej - bariera językowa (niezbyt dużo dzieci emigrantów włada biegle językiem polskim w mowie i piśmie). Pojawi się też bariera kulturowa.
A tożsamościowa? Czy dzieci emigrantów czują się Polakami?
W wielu przypadkach drugie pokolenie adaptuje się tak dobrze do miejsca, w którym się wychowało, że nie tylko nie chce mówić w języku polskim, ale także nie widzi potrzeby utrzymywania kontaktu z krajem pochodzenia rodziców. Ich tożsamość kulturowa jest już inna, choć często w ogóle nie mają poczucia związku z jakimkolwiek krajem. Szczególnie wówczas, kiedy małżeństwa są mieszane i tylko jedno z rodziców jest Polakiem.
Demografowie i ekonomiści biją na alarm, że w Polsce potrzebujemy więcej dzieci, bo zaczynamy ponosić poważne konsekwencje zapaści demograficznej, także jeśli chodzi o gospodarkę, czy w tym kontekście dzieci emigrantów są dla nas „stracone"?
Z punktu widzenia struktury demograficznej może tak, ale biorąc pod uwagę inne aspekty strata nie musi być aż tak dotkliwa. Jest wiele przypadków, kiedy emigranci w drugim pokoleniu (i kolejnych), stają się prawdziwymi ambasadorami Polski w krajach, w których mieszkają.
rozmawiała
Małgorzata Tadrzak-Mazurek
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.