Planowane na wrzesień 2026 roku zmiany w polskim systemie edukacji, określane jako „Reforma26. Kompas Jutra", budzą coraz większe emocje - i coraz silniejszy sprzeciw środowisk nauczycielskich.

Reforma przez rozporządzenia, mimo prezydenckiego weta

Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę, która miała być fundamentem przyszłych zmian. Nie powstrzymało to jednak Barbary Nowackiej, która planowaną reformę próbuje wdrażać rozporządzeniami. Pierwsze z nich podpisała w połowie marca, zmieniając podstawy programowe oraz wprowadzając korekty do ramowych planów nauczania dla publicznych szkół, a tym samym modyfikując siatkę godzin.

Propozycje przygotowane przez MEN zakładają m.in. istotne przekształcenie nauczania przedmiotów przyrodniczych na poziomie szkoły podstawowej. Kluczową i najbardziej kontrowersyjną zmianą jest tzw. model blokowy - zastąpienie odrębnych przedmiotów, takich jak biologia, geografia, fizyka czy chemia, jednym przedmiotem „przyroda" w klasach IV–VI. O konsekwencjach tych zmian mówił w rozmowie z Hubertem Jachem Krzysztof Wojciechowski, zastępca przewodniczącego Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność".

„Kompas Jutra zupełnie zrewolucjonizuje polską szkołę i wcale nie na lepsze." - Krzysztof Wojciechowski

Edukacja i nowe podstawy programowe - kierunek zmian

Projektowane zmiany w edukacji zakładają modyfikację podstawy programowej oraz planów nauczania dla publicznych szkół. W praktyce oznacza to, że w klasach IV–VI szkoły podstawowej przyroda ma zastąpić w dużej mierze dotychczasowe przedmioty przyrodnicze. Jak wskazują krytycy reformy, taka transformacja programu nauczania może doprowadzić do ograniczenia przekazywanej wiedzy i umiejętności uczniów.

Według założeń Ministerstwa Edukacji Narodowej zmiany mają zwiększyć liczbę godzin zajęć przyrodniczych i poprawić efekty uczenia. Jednak Wojciechowski zwraca uwagę, że rzeczywistość może wyglądać zupełnie inaczej:

„Sumarycznie będzie jedna godzina więcej, ale z pewnością, jeżeli chodzi o te nauki ścisłe […] obcięcie w przypadku biologii 2 godzin, geografii również, fizyki i chemii […] będzie ze szkodą dla uczniów." - Krzysztof Wojciechowski

Przyroda zamiast biologii i geografii - nowy stary pomysł MEN

Nowa podstawa programowa przewiduje wydłużenie nauczania przedmiotu przyroda w klasach IV–VI, co ma charakter interdyscyplinarny. Według założeń ministerstwa takie podejście ma lepiej odpowiadać współczesnym trendom edukacyjnym. Nauczyciele przedmiotów przyrodniczych wskazują jednak na poważne zagrożenia.

Wojciechowski przyznaje, że koncepcja brzmi atrakcyjnie w teorii, lecz w praktyce nauczanie w ramach jednego bloku nie zastąpi specjalistycznych treści przekazywanych dotychczas w ramach odrębnych przedmiotów. Problem dotyczy zarówno głębokości omawianego materiału, jak i kompetencji prowadzących zajęcia:

„Jeżeli taki geograf dostanie lekcję przyrody, podręcznik, on go będzie realizował na poziomie ogólności." - Krzysztof Wojciechowski

Reforma szkoły podstawowej - konsekwencje dla uczniów i nauczycieli

Zmiany programowe dotkną zarówno uczniów, jak i nauczycieli. Wprowadzenie nowego modelu nauczania oznacza konieczność dostosowania metod dydaktycznych, podręczników i całej organizacji pracy szkoły. Kluczowym problemem jest jednak brak odpowiednio przygotowanej kadry.

„To zadziała, jeżeli mamy do tego przygotowanych ludzi, a my ich nie mamy po prostu w takim wymiarze, w jakim ministerstwo sobie wyobraża." - Krzysztof Wojciechowski

Nauczyciele są wyspecjalizowani w swoich dziedzinach, a realizacja tak szerokiej podstawy programowej w ramach jednego przedmiotu może okazać się niemożliwa do wykonania w sposób rzetelny. Reforma promuje interdyscyplinarność i łączenie wiedzy z różnych dziedzin, jednak zdaniem przedstawicieli środowiska nauczycielskiego prowadzi to przede wszystkim do uproszczenia treści, nie zaś do ich pogłębienia.

Bloki godzinowe - organizacyjny kłopot szkół

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów reformy są tzw. bloki godzinowe, które - zgodnie z rozporządzeniem - mają być realizowane w co najmniej dwugodzinnych segmentach. Wojciechowski wskazuje, że w praktyce wiąże się to z poważnymi problemami organizacyjnymi. Trzy tygodniowe godziny przyrody musiałyby być realizowane wyłącznie w jednym bloku trójgodzinnym.

„Wystarczy, że taki uczeń będzie chory przez 2 tygodnie i straci 6 godzin." - Krzysztof Wojciechowski

Podobne ryzyko dotyczy nauczycieli - ich nieobecność oznacza poważne luki w realizacji materiału, których nie da się łatwo uzupełnić ze względu na niedobór specjalistów. Skutki tego modelu dla uczniów mogą być odczuwalne szczególnie dotkliwie:

  • długotrwała absencja ucznia prowadzi do utraty całych bloków materiału naraz,
  • nieobecność nauczyciela-specjalisty jest trudna do zastąpienia z powodu braku wykwalifikowanej kadry,
  • blokowy układ zajęć utrudnia systematyczne przyswajanie wiedzy,
  • dezorganizacja pracy szkoły może pogłębiać chaos dydaktyczny, zamiast zwiększać efektywność nauczania.

Ministerstwo edukacji a polityka zmian w oświacie

Ministerstwo Edukacji Narodowej argumentuje, że reforma ma charakter nowoczesny i wpisuje się w potrzeby ucznia wynikające ze współczesnego rynku pracy oraz tzw. dobrostanu. Nowy model ma być bardziej elastyczny i dostosowany do wyzwań XXI wieku. Krytycy wskazują jednak, że polityka edukacyjna MEN może prowadzić do realnego obniżenia poziomu nauczania.

Wojciechowski podkreśla, że choć siatka godzin dla całego bloku przyrodniczego zyskuje łącznie jedną godzinę więcej, to biologia, geografia i fizyka tracą godziny w stosunku do obecnego stanu - a to bezpośrednio uderzy w wiedzę i kompetencje uczniów. Polska szkoła wymaga - jego zdaniem - przemyślanych zmian, opartych na badaniach i poprzedzonych pilotażami.

Czy przyroda w szkole zastąpi solidne kształcenie?

Debata wokół reformy stawia fundamentalne pytania o kierunek polskiej edukacji: czy interdyscyplinarna przyroda rzeczywiście poprawi jakość nauczania, czy raczej doprowadzi do ograniczenia wiedzy uczniów? W obliczu planowanego wejścia w życie zmian od 1 września 2026 roku środowiska nauczycielskie apelują o ponowną analizę projektów nowych podstaw programowych i rozporządzenia w sprawie ramowych planów nauczania.

Wojciechowski zaznacza wprost, że Barbara Nowacka działa przeciwnie do tego, czego potrzebuje system oświaty i jego uczestnicy. Reforma - wdrażana rozporządzeniami mimo braku ustawowego zaplecza - budzi uzasadniony niepokój tych, którzy codziennie pracują z uczniami i wiedzą, czego polska szkoła naprawdę potrzebuje.