Razem mamy więcej – rozmowa z Mają Mazur
Na polskieforumrodzicow.pl znajdziesz wsparcie i porady od innych rodziców z Polski i z zagranicy. Dyskutujemy na tematy związane z wychowaniem dzieci, ciążą, porodem i wieloma innymi kwestiami rodzinnymi.
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
O przyczynach rywalizacji w związku oraz o tym, że po pół nie znaczy po równo - z Mają MAZUR, mediatorką w Fundacji Każdy Ważny, rozmawia Aleksandra IRLA.
Aleksandra Irla.: - Czego może dotyczyć rywalizacja w związku? Kto jest lepszym rodzicem? Kto lepiej zarabia? Kto częściej ma rację?
Maja Mazur: - Rywalizacja pojawia się, gdy nie zauważamy, że od momentu stworzenia związku małżeńskiego, takie sprawy jak finanse, wychowywanie dzieci, obowiązki domowe są naszym wspólnym dobrem. Gdy zaczynamy przyglądać się i analizować to, kto robi więcej dla rodziny, możemy zacząć myśleć w ten sposób: ja więcej, ja lepiej, ja mocniej, ja dużo - a ty nie. Wtedy widzimy naszego współmałżonka przez pryzmat tego, czego nie robi i możemy nie doceniać tego, co robi. Rywalizacja z mężem czy żoną to często takie nieumiejętne wołanie: współdziałaj ze mną, współtwórz ze mną. Często chodzi o niezaspokojoną potrzebę szacunku, współdzielenia obowiązków, równych szans. Pod rywalizacją zazwyczaj kryje się cicha prośba o współtworzenie związku.

A.I.: - Rywalizacja nie wynika z chęci pokazania, kto jest „lepszy", ale z jego lub jej niezaspokojonych potrzeb?
Maja Mazur: - Z mojego punktu widzenia, z mojego doświadczenia zawodowego wynika, że możemy to tak widzieć. Ktoś chce pokazać, że jest lepszy, bardziej zaangażowany, że robi dla rodziny więcej. Ale to jest pokłosie faktu, że nie rozmawiamy w związku np. o tym, że dochody obu stron są tak samo ważne, że oprócz zagadnień finansowych jest jeszcze wychowywanie dzieci, dbanie o sprawy domu, planowanie.

Jeśli nie patrzymy całościowo, możemy widzieć tylko: ja, moje, ja bardziej. Wtedy łatwo wpaść w pułapkę rywalizacji. Gdy, dla przykładu, widzimy, że nasza potrzeba bliskości jest mniej realizowana, możemy zacząć myśleć w ten sposób - ja ci już tyle bliskości dałam, że teraz będę ją dawała bardziej dzieciom niż tobie. To może wręcz przybierać formę zachowań ostentacyjnych, na zasadzie: zobacz, mnie one kochają trochę bardziej. Tak naprawdę chodzi o chęć pokazania, że ty mnie nie przytulasz, ale one mnie przytulają. Ja sobie tę potrzebną bliskość jakoś zorganizuję.
A.I.: - Czy rywalizacja pomiędzy współmałżonkami może działać na związek wyłącznie źle?
Maja Mazur: - Nie wiem czy wyłącznie źle. Przychodzą mi na myśl takie sytuacje w małżeństwie, gdy możemy się wspólnie motywować, wzajemnie napędzać do działania po to, by nasze małżeństwo lepiej funkcjonowało. To źle, jeśli któreś z nas uważa, że jego działania mają większy wkład w kształt wspólnego małżeństwa. Wtedy męża lub żonę postrzegamy jako rywala i w takim trybie działamy.

A.I.: - Co zrobić, jeśli zauważymy, u siebie lub u współmałżonka, skłonność do rywalizacji? Jak sobie z tym poradzić?
Maja Mazur: - Nie walczyć. Zatrzymać się. W takich momentach dochodzi do wielu dodatkowych konfliktów. Często rywalizacji o to, jaki będzie kształt naszego związku towarzyszy poczucie, że jeśli nie będzie po mojemu, to nic nie będzie. Jeśli nie wydarzy się tak, jak ja zaplanowałem, jak ja chcę - na pewno się nie uda. Jedynie, jeśli ja przyniosę do domu więcej pieniędzy, pozwoli nam to na zrealizowanie jakiś naszych wspólnych celów.

Nie widzimy przy tym, że być może ja do naszego małżeństwa wnoszę więcej środków finansowych, ale mój współmałżonek wnosi inne wartości, dzięki którym ja mogę realizować swoje cele dla rodziny. Kiedy patrzymy wyłącznie ze swojej perspektywy możemy nie zauważyć, że współmałżonek też działa. Choć być może w innych obszarach bardziej niż ja sam.
W porozumieniu, bez przemocy, mówi się o tym, że po równo nie znaczy po pół. Równo znaczy według potrzeb. Jeżeli mój współmałżonek świetnie realizuje się poprzez pracę i dzięki temu wnosi do naszej rodziny więcej środków finansowych, to warto widzieć, że druga strona być może wnosi więcej, jeśli chodzi o ciepło rodzinne, piękno w domu, o to by nasze dzieci mogły cieszyć się jednym i drugim rodzicem. Zauważenie, że ktoś z nas robi w jednym obszarze dużo więcej po to, żeby druga strona mogła zrobić więcej w swoim obszarze, pomaga zauważyć, że to jest nasze wspólne dzieło. Dzięki takiemu podejściu, że ja robię więcej w jednej dziedzinie, a mój małżonek w drugiej, razem mamy jeszcze więcej!
A.I.: - Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Aleksandra IRLA
Zdjęcia: Pixabay.com, Pexels.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.