Kryzys demograficzny w Polsce. Liczba urodzeń drastycznie spada
Kryzys demograficzny jest jednym z największych wyzwań współczesnego państwa polskiego. Liczba urodzeń i liczba ludności spada. Dane Głównego Urzędu Statystycznego są bezwzględne. Jak problemy demograficzne wpływają na gospodarkę i stan finansów państwa? Dlaczego demografia jest tak ważna? Ile powin
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Kryzys demograficzny w Polsce jest jednym z największych wyzwań państwa w XXI wieku. Dane Głównego Urzędu Statystycznego są bezwzględne. GUS podaje, że liczba urodzeń i liczba ludności spada. Dlaczego demografia jest tak ważna? Jak problemy demograficzne i starzejące się społeczeństwo wpływają na gospodarkę i stan finansów państwa? O tym w rozmowie Hubert Jacha z dr. Krzysztofem Szwarcem, demografem i ekspertem Instytutu Wiedzy o Rodzinie i Społeczeństwie.

Dane GUS: najniższa liczba urodzeń od II wojny światowej
O tym, jak złe są dane demograficzne w Polsce, mówi się od dawna. Dzieci rodzi się coraz mniej, a społeczeństwo jest coraz starsze. Różnica między liczbą urodzeń, a liczbą zgonów rośnie z roku na rok na naszą niekorzyść. Oznacza to, że przyrost naturalny w Polsce jest ujemny. Główny Urząd Statystyczny opublikował dane, dotyczące dzietności w Polsce w latach 2022-2023 r. Pojawiają się też pierwsze szacunki dotyczące bieżącego roku. Wiemy, że liczba ludności Polski wyniosła w końcówce 2023 roku 37,635 mln osób. To o 131 tys. osób mniej, niż rok wcześniej. GUS zaprezentował również parametr stopy ubytku rzeczywistego ludności, który w ubiegłym roku wyniósł -0,35 proc. Oznacza to, że na każde 10 tys. Polaków ubyło nas aż 35 - podaje GUS. Tendencja większej liczby zgonów niż urodzeń rocznie utrzymuje się od 2013 roku. Wyjątkiem był rok 2017, kiedy bilans zgonów i urodzeń w Polsce przechyliły się na korzyść narodzin o 1000, choć nie odwróciło to ogólnej tendencji spadku liczby ludności nad Wisłą.
Tragiczna sytuacja polskiej demografii w 2024 roku
Z najnowszych danych urzędu statystycznego wynika, że kryzys demograficzny trwa, a w grudniu 2023 roku urodziło się mniej niż 20 tys. dzieci. Od kiedy w Polsce jest ten wskaźnik badany, tak złego wyniku jeszcze nie odnotowano. W marcu 2024 urodziło się zaledwie 20 tys. nowych obywateli.
Dr Krzysztof Szwarc, demograf i ekspert Instytutu Wiedzy o Rodzinie i Społeczeństwie, zauważa, że tak mała liczba urodzeń miesięcznie oznacza, że w Polsce na świat przychodzi mniej niż 1000 dzieci.
W skali takiego kraju, jakim jest Polska, to jest bardzo, bardzo mało. W pierwszych trzech miesiącach 2024 roku urodziło się mniej dzieci niż w tym samym okresie roku poprzedniego, a rok 2023 zakończył się najniższą liczbą urodzeń w całej powojennej historii Polski
– mówi dr Krzysztof Szwarc.
Ekspert zauważa, że w zaledwie 6 lat dzietność roczna spadła z ponad 400 tys. w 2017 roku do 272 tys. w 2023 r.
Dlaczego przyrost naturalny spada?
Dr Krzysztof Szwarc podkreśla, że spadek dzietności w Polsce wpłynąć mogła pandemia Covid-19.
Mimo, że ludzie siedzieli w domach, bali się prokreacji. Bali się o zdrowie swoje i bliskich. Z danych, w ujęciu miesięcznym, widać spadek liczby osób, które przyszły na świat, 9 miesięcy po kolejnych falach koronawirusa w porównaniu do analogicznych okresów, gdy nie było pandemii.
- mówi Krzysztof Szwarc
Czynnikiem korzystnym dla polskiej demografii była natomiast wojna na Ukrainie, która rozpoczęła się w 2022 roku.
Kobiety, które przyjechały do Polski z Ukrainy w związku z rosyjską inwazją, rodziły dzieci u nas, co stanowiło ok. 10 proc. wszystkich porodów. Gdyby nie m.in Ukrainki one, dane byłoby w Polsce jeszcze mniej urodzeń.
Ekspert przewiduje kolejne spadki, większą liczbę osób w wieku emerytalnym i wciąż więcej zgonów niż narodzin.

Jednym z ważniejszych, a często bagatelizowanym czynnikiem, wypływającym na demografię, jest to, że mamy coraz mniej potencjalnych rodziców.
– mówi Krzysztof Szwarc.
Obecni potencjalni rodzice, urodzili się w niżu demograficznym, który przypadał na lata '90 ubiegłego wieku. Oznacza to, że rodzicami stają się osoby, które same rodziły się w okresie, gdy na świat przychodziło mniej dzieci.
Dziś nie jest jeszcze najgorzej, bo malejąca liczba urodzeń z lat '90 swoje dno osiągnęła w latach 2002-2003
– podkreśla dr Szwarc.
W związku z tym w następnych latach przewiduje się kolejne pogorszenie sytuacji demograficznej w Polsce, jako echo niżu z końcówki ubiegłego wieku. Niska dzietność wynika więc między innymi z tego, że spada liczba kobiet w wieku rozrodczym w porównaniu do poprzednich lat.
Kolejnymi czynnikami, negatywnie wpływającymi na strukturę naszego społeczeństwa, są te związane z kulturą. Przesuwa się granica wieku, w którym ludzie decydują się na potomstw. Nie ma też mody na dzieci, które w mediach głównego nurtu przedstawiane są, jako obciążenie blokujące rozwój osobisty, karierę i osiągnięcie szczęścia w życiu.\
Kryzys demograficzny a gospodarka i rynek pracy
Wskaźnik dzietności w 2023 roku wyniósł 1,16 (zaokrąglając do dwóch miejsc po przecinku). Oznacza to, że jedna kobieta w Polsce, w ciągu swojego życia urodziła średnio nieco ponad jedno dziecko. Do zastępowalności pokoleń, czyli by liczba ludności się utrzymała, wymagany jest wskaźnik dzietności na poziomie 2,1. Wtedy ojciec i matka jest w gospodarce zastępowany przez dwoje dzieci. Ułamek 0,1 przez demografów dodawany jest ze względu na przedwczesne zgony młodych ludzi. By poprawić tę sytuację każde 100 kobiet w wieku rozrodczym powinno urodzić jeszcze 100 dzieci.
Dr Krzysztof Szwarc podkreśla, że w Polsce wskaźnik dzietności jest obecnie jednym z najniższych na świecie.

Zaznacza jednak, że liczba ludności naszego kraju, choć ważna, nie jest tak istotna jak struktura społeczeństwa. W Polsce mamy starzejące się społeczeństwo, co jest skrajnie niekorzystne.
W okresie powojennym rodziło się ok. 800 tys. dzieci rocznie, co w ujęciu 10-letnim, daje nam 8 mln ludzi. Rośnie więc odsetek osób w wieku 65 lat i więcej, czyli tych, które są w wieku emerytalnym. System emerytalny w Polsce jest tak skonstruowany, że emerytów utrzymują osoby pracujące i odprowadzające składki do ZUS. Prognozy mówią, że będzie wzrastać liczba emerytów, a kurcząca się populacja osób w wieku produkcyjnym na rynku pracy, może nie być w stanie zapewnić odpowiednich wpływów do systemu. Zatem jeśli nie nastąpi wzrost liczby urodzeń, zapewniając gospodarce w przyszłości ludzi w wieku produkcyjnym, mogą nas czekać problemy, związane z płynnością finansów państwa.
Ucierpieć może też sama gospodarka, ponieważ w pewnym momencie zabraknie w Polsce rąk do pracy, jeśli ujemny przyrost naturalny nie zostanie powstrzymany, a liczba dzieci nie zacznie rosnąć. Gdy nie będzie miał kto pracować, firmy będą przenosić produkcję w inne miejsca na świecie, co spowoduje kolejne spadki wpływów do budżetów państwa i samorządów terytorialnych.
Demografia a "500 plus"
Zdaniem dr. Szwarca skok liczby urodzonych dzieci w 2017 roku (niecałe 370 tys. w 2015 r. i ponad 400 tys. w 2017 r.) byłe efektem wprowadzenia przez rząd programu "500 plus". Świadczenie było przyznawane dopiero od drugiego dziecka. Dr Szwarc uważa, że zmiany w programie, wprowadzone w 2019 roku, uprawniające do pobierania 500 zł na każde dziecko, zniwelowały pro demograficzny aspekt tego świadczenia.
Z demograficznego punktu widzenia lepiej jest, gdy świadczenie tego typu przyznawane jest od drugiego dziecka. Jest to wtedy motywacja do posiadania więcej niż jednego dziecka, czyli po prostu, żeby częściej rodziły się dzieci.
- mówi demograf
Jest jeszcze natomiast zbyt wcześnie, by mówić o wpływie na problemy demograficzne w Polsce podniesienia kwoty przyznawanej w ramach świadczenia do 800 złotych.
Cała rozmowa z dr. Krzysztofem Szwarcem, demografem i ekspertem Instytutu Wiedzy o Rodzinie i Społeczeństwie, dostępna na naszym kanale YouTube --> Kliknij, aby obejrzeć
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.