Polityka społeczna a energetyka – co je łączy
Co ma wspólnego polityka społeczna z energetyką? Łączy je ekonomia – twierdzi publicysta „Dziennika Polskiego” i Polska Press Grupy Zbigniew Bartuś. Jak będzie wyglądała tegoroczna jesień i zima…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Co ma wspólnego polityka społeczna z energetyką? Łączy je ekonomia – twierdzi publicysta „Dziennika Polskiego" i Polska Press Grupy Zbigniew Bartuś.
Jak będzie wyglądała tegoroczna jesień i zima
Szalejące ceny paliw i surowców energetycznych zmuszają polskie rodziny do wielkich oszczędności, wpływając na obniżenie standardów życia, a czasem zagrażają ich materialnemu bytowi. W większości domów zastanawiamy się, jak będzie wyglądała tegoroczna jesień i zima, kiedy mieszkania i domy wymagają ciepła, a ceny gazu, węgla opałowego i paliw płynnych osiągają zawrotne ceny, powodując zagrożenie, że wiele rodzin nie będzie w stanie dostatecznie ogrzać swoich lokali mieszkalnych. Do tego dochodzą coraz większe problemy z dostępnością np. węgla na rynku.

Władze zapewniają, że surowców energetycznych nie zabraknie, wprowadzają systemy dopłat i ochrony najbardziej zagrożonych obywateli, jednak tak naprawdę trudno przewidzieć, ile wkrótce będzie kosztował gaz, węgiel i paliwa. Do tego wzrost cen tych produktów wpływa na podwyżki praktycznie w każdej dziedzinie, a obecna inflacja jest największa od lat 90. XX w. (zresztą nie tylko w Polsce, ale to małe pocieszenie dla konsumentów).
O zależności cen energii i polityki społecznej pisze krakowski dziennikarz i felietonista Zbigniew Bartuś.
Rosnące ceny energii elektrycznej zagrażają rodzinom
Zauważa, że w 2016 r., kiedy wprowadzono w Polsce przełomowy i potrzebny program „Rodzina 500 plus", megawatogodzina energii elektrycznej kosztowała w hurcie 165 zł, a dziś świadczenie prorodzinne wynosi nadal 500 zł, natomiast ceny prądu na TGE (giełdzie energii) osiągnęły pułap 1375 zł, a bywają dni, że przebijają kwotę 1500 zł za MWh.

Biorąc za przykład Wodociągów Miasta Krakowa dziennikarz podaje, jak wzrosły koszty energii elektrycznej potrzebnej do uzdatnienia wody. I tak na potrzeby uzdatnienia wody z podkrakowskich zbiorników potrzeba rocznie 90 gigawatogodzin energii elektrycznej. W zeszłym roku Wodociągi zapłaciły za ten prąd 26 mln zł, na 2022 r. zaplanowały 44 mln (o 69 proc. więcej), ale już wiadomo, że będzie to… 81 mln zł (ponad trzy razy więcej!). Kontrakt na 2023 r. opiewa na 92 mln zł. Publicysta wylicza, że jest to 354 proc. tego, co w roku 2021. Przy inflacji sięgającej 15,5 proc.
Strach pomyśleć, co by było, gdyby firma przerzuciła ten wzrost na ceny wody dla odbiorców – komentuje Zbigniew Bartuś.
Skąd się biorą tak wysokie ceny prądu?
Powołując się na rozmowę z jednym z przedsiębiorców, publicysta podaje, że w jego firmie rachunki za prąd stanowią nie 300, lecz 712 proc. tych z 2021 r. Przedsiębiorca zastanawia się: skąd się wziął tak szalony wzrost cen prądu w Polsce, skoro sprzedają nam go państwowi dystrybutorzy, a produkują państwowe koncerny – w 80 proc. z węgla z państwowych kopalń?

Skoro mamy „swoje" kopalnie, „swój" węgiel, „swoje" elektrownie, „swój" prąd, „swoje" sieci przesyłowe, a wszystkim tym zarządzają wyłącznie „swojacy" – to dlaczego jest tak drogo? - pyta w ślad za swoim rozmówcą dziennikarz.
Odpowiedź nie jest prosta. Niektórzy wskazują jako przyczynę agresję Rosji na Ukrainę i szantaż energetyczny moskiewskiego satrapy, inni dodają do tego politykę klimatyczną UE, twierdząc przy tym, że trzeba było „trzymać się" węgla".
W Polsce kurczą się zapasy węgla
Publicysta ma jednak odmienne zdanie. Wspomina, że z przyczyn geologicznych kurczą się w Polsce zasoby węgla, który opłacałoby się wydobywać. Tłumaczy, że to dlatego obecny rząd kontynuował likwidację wyeksploatowanych kopalń i pozwolił na import o połowę większej ilości węgla z Rosji w odniesieniu do okresu sprzed 2015 r.

- Zaryzykuję przy tym tezę, że ów import byłby w ogóle niepotrzebny, gdyby rządzący nie zastopowali energetyki wiatrowej – ocenia dziennikarz. Podaje, że podczas jednej doby 20 procent prądu wytworzyliśmy w Polsce z fotowoltaiki i wiatru. Dzięki dwóm kluczowym OZE oszczędzamy miliony ton węgla i zyskujemy energię o połowę tańszą niż z tradycyjnej energetyki – z korzyścią dla wszystkich Polaków – stwierdził Z. Bartuś.
Przyszłość to fotowoltaika i pompy ciepła, ale potrzeba modernizacji
Niestety, zdaniem publicysty, w tym roku rząd zatrzymał rozwój fotowoltaiki. Pod znakiem zapytania stoi też rozwój pomp ciepła, które pozwoliłyby nam radykalnie ograniczyć zużycie importowanego gazu. Jako powód podaje: tragiczny stan polskich sieci energetycznych, kompletnie niedostosowanych do kolejnych przyłączeń instalacji OZE.
Niezliczone istniejące instalacje fotowoltaiczne są przez to notorycznie wyłączane w momencie, gdy produkują najwięcej energii i powinny przynosić swym właścicielom największe korzyści. Ludzie, którzy zainwestowali w nie - przy wsparciu państwa - własne pieniądze, codziennie tracą.
Do Urzędu Regulacji Energetyki trafia w tej sprawie tysiące skarg na operatorów sieci.
Dziennikarz podkreśla, że dzięki milionowi prosumentów wytwarzających prąd w domach głównie z fotowoltaiki nie potrzebujemy milionów ton węgla. Ale przyłączenie kolejnych domowych instalacji do niewydolnej sieci jest niemożliwe. Szef państwowego Urzędu Regulacji Energetyki szacuje, że na modernizację państwowych sieci potrzeba 100 mld złotych.

Na co przeznaczyć środki z ETS – na wydatki socjalne czy na modernizację
Wracając do polityki klimatycznej UE, a konkretnie do systemu ETS (Europejski System Handlu Emisjami), dziennikarz przypomina, że w jego ramach opłaty za emisję CO2 towarzyszącą produkcji energii z węgla trafiają do budżetu państwa polskiego i powinny służyć m.in. modernizacji sieci przesyłowych. I podaje, że z tego tytułu wpłynęło dotąd do kasy państwa około… 100 mld zł.
Widzą Państwo związek? – pyta Z. Bartuś.
Według publicysty rządzący stoją przed decyzją czy przeznaczyć pieniądze na transfery socjalne, w tym dodatkowe emerytury dla grupy wyborców, czy też raczej na modernizację sieci energetycznych, od której zależy cena prądu dla wszystkich domów i firm. To jest decyzją o charakterze ekonomicznym i zarazem społecznym, stwierdza Z. Bartuś.
Zauważa, że wspieranie rodzin oraz najuboższych i innych potrzebujących jest obowiązkiem państwa. Ale takim samym obowiązkiem jest prowadzenie odpowiedzialnej polityki gospodarczej.
Bez niej polscy przedsiębiorcy muszą płacić za prąd produkowany przez „swojaków" ze „swojskiego" paliwa siedem razy więcej niż dotąd, co dla eksporterów oznacza śmierć – podsumowuje Z. Bartuś, twierdząc, że „zarazem pomoc udzielana ludziom w najprostszej z możliwych form - w gotówce – staje się szybko mniej warta niż papier, na którym wydrukowano banknoty".
Oprac. wit
Źródło: plus.dzienniklodzki.pl
Zdjęcia: Pixabay.com, Pexels.com
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.