Jednym z ważniejszych przedmiotów w samochodach naszych rodziców był Atlas Dróg Polski, leżący w schowku lub w przegródce bocznych drzwi. W drogę wyruszało się po wcześniejszym przygotowaniu. Co jakiś czas kupować trzeba było nowy atlas, żeby znaleźć nowe drogi i oznaczenia.

Gdy kierowca jechał sam, musiał polegać na swojej pamięci i przygotowaniu trasy, mógł też zjechać na pobocze i sprawdzić, jak dalej jechać. Był wtedy bardziej skupiony, a na końcu drogi bardziej zmęczony. Inaczej rzecz się miała, kiedy wyruszało się z pasażerem. Zasiadał on obok kierowcy i był pilotem. Pilnował na bieżąco mapy, szukał alternatywnych dróg, gdy natrafiło się na kolizję lub objazd, uprzedzał przed zjazdem na obwodnicę, by omijać centra dużych miast. Rozpierała nas duma, gdy dorastaliśmy do roli pilota na trasie. Obecnie któż z nas nie korzysta z aplikacji, która wybiera najszybszą/najkrótszą/najtańszą trasę. Komfort bycia prowadzonym i pewność, że dotrzemy do celu pokazuje, jak potrzebny jest mistrz na drogach naszego życia.

Wszystko zaczyna się od rodzica

Z początku rolą mamy i taty jest zapewnienie bezpieczeństwa nowonarodzonemu dziecku. Nakarmienie go, przewijanie, dbanie o zdrowie i spokojny sen. Szybko przychodzi moment, w którym rozpoczyna się proces wychowania. Dalej – myśląc o bezpieczeństwie malucha nakładamy na niego ograniczenia, by nie zrobił sobie krzywdy, stawiając chociażby pierwsze kroki. Te ramy, w których funkcjonuje rodzina, mają zapewnić wszystkim członkom rozwój, komfort i zdrowie. Nauczycielem zasad obowiązujących w świecie w pierwszej kolejności jest zawsze rodzic. Dziecko od niego czerpie wiedzę nie tylko jak powinno zachowywać się w sklepie, jak przejść przez ulicę czy przygotować posiłek. Wychodząc z domu dziecko ma już w podświadomości wiele doświadczeń i informacji od rodzica: co jest w życiu ważne, czy jest kochane, co myśli samo o sobie i czego może się po świecie spodziewać. Podczas sond ulicznych, w których przechodnie odpowiadali na pytanie: kto jest twoim autorytetem? najczęściej pojawiała się odpowiedź – „mama, tata, dziadek". Dlaczego? Bo zawsze byli dla mnie, słuchali mnie, rozmawiali, swoim życiem pokazali, co jest ważne i piękne. Dziecko musi odnaleźć w nas prawdę. Musi nam wierzyć. Obserwując nas latami zna nas bardzo dobrze i wyczuwa, w których momentach jesteśmy autentyczni, a kiedy przekazujemy dobre rady, sami w nie nie wierząc i co gorsza, samemu ich nie przestrzegając. Za rodzicem musi stać autentyczność i świadectwo własnego życia. To nie oznacza, że nie może on popełniać błędów, mieć słabości lub nie mieć wystarczającej wiedzy i wykształcenia. Ważne, by umiał to przyznać, ocenić sam siebie, umiał opowiadać o poszukiwaniach swojej drogi i doświadczeniach, które pomogły mu być tym, kim jest teraz. Sami uciekamy od osób, w których wyczuwamy podstęp, fałsz lub które niosą hasła jedynie na sztandarach, a nie w postępowaniu. Świadectwo autentyczności będzie zawsze najbardziej przekonujące.

family-2972226_1280.jpg

Upadek autorytetów, a może schyłek ich ery?

Celebryci, gwiazdy kina, youtuberzy, sportowcy, piosenkarze, pisarki i blogerki. Jest z czego wybierać, prawda? Ale gdy przyjrzymy się bliżej osobom z wielotysięcznymi zasięgami, często wielomilionowymi obserwującymi, co znajdziemy? Kogo algorytmy i biznes pcha na szczyt sławy? W wywiadach z nimi często padają pytania: „Czy zdaje sobie pani/pan sprawę, że jest idolem dla tysięcy młodych ludzi? Czy wpływa to na decyzje, które pani/pan podejmuje?" I często słychać odpowiedź: „Idę po swoje. Nie zastanawiam się. Nie wiem, czy jestem właściwą osobą do naśladowania". Prawdziwym problemem jest brak wzięcia odpowiedzialności za bycie autorytetem. Boimy się po pierwsze konsekwencji, a po drugie pracy nad drugim człowiekiem i samym sobą. Dziecku trudno jest dostrzec cienką granicę między autorytetem a autorytarnością. Ktoś, kto narzuca trendy, zdanie i wartości wprowadzając podział, wymuszając pewne zachowania czy wygląd, staje się jak nieznoszący sprzeciwu guru. Młodzież poszukuje sensu życia, swojej tożsamości, i niekiedy złudnie lokuje czas i uwagę na osobach, o których jest głośno, które są „sławne i bogate". Ufa, że stając się takie same, ono również będzie lubiane i szczęśliwe, jak na filmikach w Internecie. Warto porozmawiać z młodym człowiekiem, pytając: jakie cechy ma twój idol, które ty również chciałbyś mieć? Do czego mają one cię doprowadzić? Czy pomogą ci osiągnąć cel, czy od niego oddalą lub sprawią, że się pogubisz? Rolą prawdziwego mistrza jest pomoc w odnalezieniu prawdziwego siebie i wydobycie talentów, które każdy ma przecież tak różne! Rolą rodzica jest wychowywać do wolności, przygotowywać na nią tak, by dziecko umiało korzystać z niej w dorosłym życiu, dokonując wyborów zgodnych ze sobą. Pierwsze lata dzieciństwa powinny być odkrywaniem wartości, które autentycznie funkcjonując w domu rodzinnym zakorzeniają się głęboko w dziecku. Kiedy przychodzi moment fascynacji, poszukiwań, nastolatek jest gotowy, by umiał sam odróżnić mistrzów od cwanych lisów. Nie da się oszukiwać, a poszukiwać będzie kogoś, kto go ubogaca, kto podaje rękę i pomaga spełniać pasje i marzenia.

Gdzie szukać autorytetu lidera?

Dziecko musi mieć możliwość doświadczania i próbowania się w przeróżnych zadaniach. To je rozwija i pomaga w naturalny sposób obrać sobie mistrza, który pociąga charyzmą, wiedzą i umiejętnościami. Ogromnym szczęściem jest, gdy pomiędzy dzieckiem, a nauczycielem/ trenerem/drużynowym/zastępowym/prowadzącym koło zainteresowań buduje się wzajemna więź i zaufanie. Dziecko, otrzymując uwagę, czas, będąc wspieranym, znajdując miejsce, gdzie dostrzega osiągnięty postęp, odnajduje motywację i determinację do dalszej pracy nad sobą. Starszy, bardziej doświadczony przyjaciel pomaga uwierzyć, że dziecko jest w stanie osiągnąć cel i wspiera go w tym. Ponieważ bierze odpowiedzialność za drogę, na którą wspólnie wyruszyli, jego podopieczny też się jej uczy i wie, że nie zostanie zawiedziony. Zaufajmy sobie jako rodzicom! Naprawdę jesteśmy wystarczającymi osobami, by dziecko widziało w nas autorytet i nie wstydziło się tego. Kiedyś mawiano: „czas to pieniądz", dziś jest coś znacznie cenniejszego: „czas to miłość". A ta, pielęgnowana, zawsze się w porę obroni. Nie bójmy się rozmawiać i pokazywać młodym naszych wyborów oraz tłumaczyć im, jak uczyliśmy się siebie poprzez innych, kto miał wpływ na nasze życie i dlaczego. Ze wsparciem rodzica, a potem samodzielnie, dzieci zaczną odróżniać i patrzeć krytycznie, kto inspiruje do rozwoju, a kto wpaja tymczasowe rozwiązania, które są jedynie ucieczką, maskowaniem braków.

„Dążenie do znalezienia w życiu sensu jest u człowieka najpotężniejszą siłą motywującą" (V. Frankl) – to ona może popchnąć dziecko na wyżyny jego możliwości lub wręcz przeciwnie, w mroki destrukcji, gdy pozostanie samo, a jego pilot wysiądzie i w dodatku zabierze ze sobą jedyną mapę… Gdy zaopatrzymy dziecko w atlas i nauczymy z niego korzystać, będzie mógł podróżować z wieloma idolami, robić przystanki, odpoczynki, objazdy, a prędzej czy później dotrze szczęśliwy do celu.

fot. Pixabay