Czy edukacja zdrowotna zastąpi wychowanie do życia w rodzinie? Nie ma na to naszej zgody – deklarują tysiące polskich rodziców. Do końca grudnia MEN zdecyduje o tym, co znajdzie się w programie nowego przedmiotu edukacja zdrowotna, który od 1 września 2025 r. ma zastąpić wychowanie do życia w rodzinie. Projekt podstawy programowej wzbudził społeczne oburzenie. Polacy dali temu wyraz podpisując petycje, wysyłając skargi i uczestnicząc w manifestacjach „Tak dla edukacji, nie dla deprawacji". Czy resort Barbary Nowackiej zmieni zapisy rozporządzenia? Czy wbrew tysiącom polskich rodziców nowy przedmiot pojawi się w szkołach?

„Co złego jest w edukacji zdrowotnej, o co ten cały hałas?", „Chyba dobrze, że dziecko dowie się wszystkiego o seksie w szkole, zamiast z Internetu" – takie komentarze pojawiają się w dyskusjach o nowym, obowiązkowym przedmiocie, który minister edukacji Barbara Nowacka zamierza wprowadzić od przyszłego roku szkolnego do szkół podstawowych i ponadpodstawowych. MEN tłumaczy, że trudno o lepszy czas na wyrobienie zdrowych nawyków niż czas w szkole, a profilaktyka to priorytet, więc szkoła musi uczyć, jak zadbać o własne zdrowie.

Takie wyjaśnienia ministerstwa mogą dla wielu być przekonujące. Któż nie chce zdrowia własnego dziecka? Jednak przekaz rządu na temat edukacji zdrowotnej ukrywa kwestię wprowadzenia tam istotnego obszaru – edukacji seksualnej według standardów WHO i Federalnego Centrum Edukacji Zdrowotnej z Kolonii. W dodatku przekaz ten nie pokrywa się z faktami – wyniki ekspertyz i badań statystycznych pokazują, że w państwach, gdzie funkcjonuje tego typu edukacja seksualna, uczniowie nie cieszą się lepszym zdrowiem. Przeciwnie – nie spadła liczba nieplanowanych ciąż i aborcji w grupie wiekowej 15 -19 lat, a dodatkowo wzrosła liczba chorób wenerycznych wśród nastolatków. Prof. Zbigniew Izdebski i jego zespół, tworzący podstawę programową edukacji zdrowotnej dla polskiej szkoły, inspirował się właśnie wytycznymi Światowej Organizacji Zdrowia.

Pojawia się pytanie o cel wprowadzenia nowych treści do polskiej szkoły, skoro kształcenie w duchu WHO, odrywające kontekst seksualności od rodziny i miłości, a przenoszące ją do sfery przyjemności, ma negatywny wpływ na zdrowie uczniów.

Nowy przedmiot z ukrytym przekazem ma zastąpić 25-letni WDŻ

Jak mówią protestujący rodzice i pedagodzy: „Ministerstwo Edukacji Narodowej ukryło edukację seksualną wśród 9 innych modułów przedmiotu edukacja zdrowotna, który według twórców ma promować zdrowie jako wartość nadrzędną. Pozostałe bloki tematyczne to: wartości i postawy, zdrowie fizyczne, aktywność fizyczna, odżywianie, zdrowie psychiczne, zdrowie społeczne, dojrzewanie, zdrowie środowiskowe, Internet i profilaktyka uzależnień.

Eksperci z Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły w liście otwartym do Prezydenta Polski Andrzeja Dudy w całości odrzucają program Barbary Nowackiej, który według nich ma tylko pozór kształcenia prozdrowotnego. Podkreślają, że jedyną nowością, którą edukacja zdrowotna ma wprowadzić, jest antyrodzinna edukacja seksualna.

Rzeczywiście, gdy przyjrzymy się proponowanym działom nowego przedmiotu – tematyka w nich zawarta jest obecna w całym procesie kształcenia i tam może być realizowana i uzupełniana. Treści, związane ze zdrowiem i aktywnością fizyczną, ze zdrowiem społecznym i środowiskowym, z wartościami czy dojrzewaniem są realizowane na lekcjach biologii, chemii, religii, etyki, wychowania fizycznego, WDŻ czy poprzez programy promocji zdrowia, profilaktyki uzależnień oraz innych zachowań ryzykownych dzieci i młodzieży.

Wychowanie do życia w rodzinie przeszkadzało MEN

Apelując do prezydenta o sprzeciwienie się projektowi MEN, niezgodnemu z konstytucją i prawami rodziców, autorzy listu podkreślają, że dotychczasowa edukacja seksualna, która odbywała się podczas przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie, uczyła budowania trwałych i odpowiedzialnych relacji, wskazując na wartość rodziny i małżeństwa. Taki przekaz wpływał skutecznie na niskie wskaźniki w Polsce, jeśli chodzi o choroby weneryczne, nastoletnie ciąże czy przemoc seksualną wobec kobiet i dziewcząt.

Sygnatariusze listu podkreślają, że model edukacji seksualnej, proponowany przez MEN, w szeregu państw europejskich doprowadził do skutków katastrofalnych dla zdrowia, szczęścia indywidualnego i sytuacji społecznej.

Edukacja zdrowotna w szkołach przyniosła tragiczne skutki

Eksperci biją na alarm, wskazując na wzrost wśród młodych ludzi liczby chorób przenoszonych drogą płciową, zaburzeń tożsamości płciowej, nastoletnich ciąż i aborcji, depresji, prób samobójczych czy przemocy seksualnej wobec coraz młodszych ofiar, dokonywanej przez coraz młodszych sprawców. Badania i raporty, m.in. Eurostatu pokazują, z jak ogromnymi problemami borykają się uczniowie z krajów, w których od lat funkcjonuje szkolna edukacja seksualna, pozbawiona kontekstu rodzinnego. W USA młodzi ludzie odpowiadają za 25% nowych chorób przenoszonych drogą płciową, a liczba młodzieży zakażonych wirusem HIV podwaja się co 14 miesięcy.

Mentalność „płynności płci", którą promują współtwórcy podstawy programowej z zespołu powołanego przez MEN, ma tak przerażające skutki, że niekiedy trudno w nie uwierzyć.

W brytyjskich szkołach można spotkać dzieci, które identyfikują się jako zwierzęta – przychodzą na lekcje w futrzastych strojach, miauczą, a nauczyciele wyczuleni na kwestię identyfikacji w imię niewykluczania pozwalają uczniom na takie zachowania.

– ostrzegał Tony Rucinski z brytyjskiej organizacji Coalition for Marriage, uczestnik warszawskiej manifestacji „Tak – dla edukacji, nie – dla deprawacji", która 1 grudnia zgromadziła w Warszawie wiele tysięcy osób, niezgadzających się na seksualizację dzieci w szkołach.

Nowy przedmiot w szkołach zrujnuje zdrowie psychiczne

Zastanawiające jest, dlaczego rządzący, wiedząc o pogarszających się wskaźnikach zdrowia dzieci na Zachodzie, chcą wzorować się na rozwiązaniach, które się nie sprawdzają, a niechętnie podchodzą do pomysłów, które są rzeczywiście skuteczne.

Jeśli MEN naprawdę interesuje zdrowie naszych dzieci, to pierwszym skutecznym i celowym instrumentem jest wprowadzenie zakazu używania telefonów na terenie szkoły. Kolejny obowiązkowy przedmiot to kolejna godzina w ławce szkolnej, być może związania też z wyszukiwaniem treści w Internecie, czyli kolejny czas przed ekranem. Jak ma się to przyczynić do poprawy zdrowia dzieci? W wielu krajach, np. w Grecji, Holandii, Francji, a nawet w Chinach w szkołach obowiązuje zakaz używania smartfonów.

– zauważa Barbara Szelejewska, mama 5 dzieci, uczestniczka warszawskiej manifestacji.

O życiu intymnym trzeba rozmawiać z dziećmi w sposób dopasowany do wrażliwości, wieku i etapu rozwoju oraz w zgodzie z naszymi wartościami. Może nie każdy rodzic ma taką odwagę, nie każdy potrafi, ale w szkołach był właśnie przedmiot WDŻ, na którym tematy intymne pojawiały się w kontekście bliskości rodziców i ich miłości.

dodaje.

WDŻ to za mało – potrzebne kolejne studia podyplomowe

O tym, że MEN zdaje się ignorować 25-letni okres funkcjonowania zajęć WDŻ oraz 30-letni dorobek polskiego systemu profilaktyki problemów i zachowań ryzykownych dzieci i młodzieży, możemy przeczytać w ekspertyzie Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej, przygotowanej w ramach konsultacji społecznych, dotyczących edukacji zdrowotnej. Jej autorzy uważają, że pomysł MEN, by zlikwidować WDŻ i wprowadzić edukację seksualną obniży skuteczność działań wychowawczych i profilaktycznych, zamiast je poprawić. Podobnie, jak wprowadzenie bloków tematycznych „Zdrowie psychiczne" oraz „Internet i profilaktyka uzależnień", które pokrywają się z zadaniami istniejącego w Polsce systemu profilaktyki problemów i zachowań ryzykownych.

Konsekwencją wprowadzenia edukacji zdrowotnej w obecnym kształcie może być wytworzenie „pustki profilaktycznej" dla całego pokolenia dzieci i młodzieży. Aby uzyskać konkretne efekty potrzeba dobrego przeszkolenia, dobrych materiałów i nabrania praktycznych doświadczeń w ich używaniu, co z reguły wymaga kilku lat.

– ostrzega dr Szymon Grzelak, prezes IPZIN.

Czego naprawdę chce minister od 1 września 2025?

Gdyby rzeczywiście chodziło o zdrowie, program położyłby większy nacisk na profilaktykę.

– zauważa dr Zbigniew Barciński, prezes Stowarzyszenia Pedagogów NATAN.

Tymczasem na przykład temat chorób przenoszonych drogą płciową jest określony w podstawie programowej jako dodatkowy, a nie obowiązkowy. W propozycji Barbary Nowackiej nie ma też słowa o wpływie na zdrowie antykoncepcji, stosowania blokerów hormonalnych, hamujących dojrzewanie płciowe czy o syndromie poaborcyjnym.

Hasło „zdrowie" to tylko kamuflaż, w rzeczywistości są to działania antyrodzinne. Do tej pory ramą edukacji seksualnej w polskiej szkole była rodzina. Wskazuje na to sama nazwa przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie – rodzina, małżeństwo, dzieci to podstawowy kontekst i kryterium decyzji w podejmowaniu decyzji seksualnych. Proponowane przez MEN przeniesienie tematyki seksualności z koszyka rodzina do koszyka zdrowia niesie podwójny przekaz: „kluczowe w sferze seksualności jest zdrowie" i „rodzina w sferze seksualności się nie liczy, nie ma znaczenia"

– tłumaczy ekspert.

Przekaz, że rodzina nie ma wartości, że się nie liczy, nie jest powiedziany wprost, ale przez przemilczenie, pominięcie, usunięcie z pola widzenia. Taki przekaz jest trudniejszy do zidentyfikowania przez rodziców i uczniów, stąd być może ich nieświadomość co do prawdziwych zamiarów resortu Nowackiej. Chodzi o przekonanie dzieci i młodzieży, że seksualność i rodzina nie mają ze sobą nic wspólnego – podkreśla dr Zbigniew Barciński.

Nowa podstawa programowa w szkołach od 2025 roku jest dla wielu nie do przyjęcia

Dla protestujących rodziców nie do przyjęcia jest sposób przedstawiania seksualności w oderwaniu od relacji małżeńskiej.

Dla mnie jako katoliczki seksualność jest formą wyrazu bliskości, głębokości tych relacji, dlatego nie chcę, by to było omawiane w szkole jako osobna jednostka medyczna, niezależna zupełnie od relacyjności

– tłumaczy Barbara Szelejewska.

Rodziców o podobnych przekonaniach, niezgadzających się, by ich dzieci były zmuszone do udziału w lekcjach promujących seksualność jako przyjemność, bez kontekstu miłości małżeńskiej i prokreacji – minister edukacji nazwała z sejmowej mównicy „pornolobby".

Panie marszałku, panie premierze, Wysoka Izbo, kto jest przeciwko rzetelnej edukacji zdrowotnej, reprezentuje pornolobby, dziękuję.

– grzmiała Barbara Nowacka na posiedzeniu Sejmu 21 listopada, w dniu zakończenia konsultacji społecznych.

Polityk Koalicji Obywatelskiej, najwyraźniej dumna ze swojego wystąpienia, udostępniła je w swoich mediach społecznościowych.

Resort naśladuje kraje, w których skutki edukacji seksualnej są tragiczne

W jaki sposób udało się uśpić czujność rodziców na Zachodzie, gdzie antyrodzinna edukacja seksualna jest realizowana? Przez celowy wybór narracji, która zmusza do obrony, czyli np. grając kartą ochrony zdrowia i bezpieczeństwa młodzieży. Tą właśnie drogą próbuje iść MEN.

Edukacja zdrowotna w szkołach ma zabezpieczyć dzieci przed niebezpieczeństwem

– to słowa wiceminister edukacji Katarzyny Lubnauer z Koalicji Obywatelskiej.

Chodzi o wzrost świadomości zagrożeń wśród młodych ludzi

– zapewnia posłanka Nowej Lewicy Paulina Piechna-Więckiewicz, wiceszefowa MEN.

Jednak świadomość polskich rodziców co do prawdziwych zamiarów rządzących stale rośnie.

Za przedmiotem szkolnym kryją się ideologie

Wiele idei, które obserwujemy szczególnie przez ostatnie 3 lata, jest nam podawanych w pięknym opakowaniu, ale musimy zaglądać głębiej! Musimy patrzeć na zewnętrzne inspiracje! Musimy patrzeć na owoce!

– mówiła na warszawskiej manifestacji Agnieszka Pawlik-Regulska, prezes Stowarzyszenia Nauczycieli i Pracowników Oświaty „Nauczyciele dla Wolności".

Trudno uwierzyć w dobre intencje pani minister Nowackiej, znając konsekwencje antyrodzinnej edukacji seksualnej na Zachodzie i obserwując brak dialogu społecznego oraz kpiny, ośmieszanie i obrażanie myślących inaczej. Lekceważenie sprzeciwu tysięcy rodziców przez ministerstwo, które w mediach stwierdza, że i tak wprowadzi nowy przedmiot obowiązkowy, bez względu na opinie, które zostały wyrażone w konsultacjach społecznych, nie budzi zaufania.

Jak się dowiedzieliśmy, resort edukacji kończy prace nad projektem podstawy programowej. Do końca roku ma pojawić się ostateczny dokument. Na razie nie wiadomo przez kogo przedmiot będzie nauczany, nie ma nauczycieli edukacji zdrowotnej, nie ma też podręczników. Wiadomo za to – jak zapowiedziała minister– że zrealizuje swój cel bez względu na to „że to się nie podoba jednej czy drugiej organizacji".

Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.

Co dokładnie się zmienia?

Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.

„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."

— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski

Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.

Prawa rodziców – co możesz zrobić?

Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.

Twoje prawa jako rodzica:
  • Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
  • Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
  • Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
  • Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)

Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.

Harmonogram wdrożenia reformy

Marzec 2026

Publikacja nowej podstawy programowej

MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.

Kwiecień 2026

Konsultacje społeczne

Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.

Maj–Czerwiec 2026

Szkolenia nauczycieli

Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.

Wrzesień 2026

Wejście w życie reformy

Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.

Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich

Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.

Uwaga – termin składania uwag mija 15 maja 2026!

Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.

Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.

Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.