Czy obowiązki domowe to tylko sposób na utrzymanie porządku w domu? Okazuje się, że to jedno z najpotężniejszych - i najtańszych - narzędzi wychowawczych, jakie mamy pod ręką.

Po co właściwie angażować dzieci w prace domowe?

Jako mama czwórki dzieci mam wiele marzeń, ale jedno ostatnio jest wyjątkowo intensywne. Marzę o tym, żeby istniały proste i skuteczne sposoby zachęcenia dzieci do wykonywania obowiązków domowych. Chciałabym umieć inspirować, wymagać, motywować - nieważne, jak to nazwę. Ważne, by osiągnąć cel. No właśnie, ale co jest właściwie moim celem? Co jest celem obowiązków domowych?

Porządek w domu, zdjęcie części zadań z rodziców - na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że temu służy angażowanie dzieci w obowiązki. Spróbujmy jednak poszukać trochę głębiej. Zagadnieniu prac domowych i ich podziału między rodzicami a dziećmi przyglądam się z uwagą od dłuższego czasu. Publikacji nie brakuje - temat jest gorący i wiecznie żywy, bo dotyczy każdej rodziny i dla każdej stanowi wyzwanie. Nawet jeśli wierzymy w sens angażowania dzieci w obowiązki, pojawiają się kolejne pytania: jak rozdzielić zadania, jak je egzekwować, jak radzić sobie z frustracją, gdy nie są właściwie wykonywane. Ale po kolei. Najpierw zastanówmy się - po co? Refleksja nad celem wiele porządkuje.

Naukowcy potwierdzają: obowiązki to inwestycja w przyszłość dziecka

Słuchając doświadczonych rodziców i ekspertów, nie mam najmniejszych wątpliwości, że angażowanie dzieci w prace domowe jest dla nich dobre. To nie tylko sposób na przygotowanie naszych pociech do samodzielnego życia i wyposażenie ich w konkretne umiejętności. Naukowcy odkryli wiele ciekawych korelacji - na szczególną uwagę zasługuje badanie Granta i Gluecka, prowadzone na wydziale medycznym amerykańskiego Uniwersytetu Harvarda, jedno z najdłuższych badań społecznych na świecie. Przez ponad 85 lat naukowcy obserwowali dwie populacje: 456 biednych mężczyzn żyjących w Bostonie w latach 1939–2014 oraz 268 męskich absolwentów Harvardu z roczników 1939–1944 (wśród nich był m.in. John F. Kennedy, późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych).

Kilka pokoleń badaczy śledziło i opisywało fizyczne oraz emocjonalne samopoczucie tych dwóch grup - od okresu młodzieńczego aż po starość. Naukowcy korzystali ze wszelkich możliwych metod obserwacji: eksperymentów psychologicznych, ankiet, okresowych wywiadów z uczestnikami i ich rodzinami, nagrywania rozmów. Wszyscy uczestnicy poddawani byli również badaniom diagnostycznym - od morfologii po skanowanie mózgu. Celem było przeanalizowanie rozwoju człowieka i odkrycie, co wpływa na jego poczucie szczęścia.

Badanie przyniosło wiele zaskakujących wniosków, które zrewolucjonizowały współczesną psychiatrię. Jeden z nich dotyczy właśnie obowiązków domowych. Według badaczy z Harvardu dzieci, które od wczesnego dzieciństwa były angażowane w prace w domu, wyrosły na szczęśliwszych dorosłych z wyższym poczuciem własnej wartości niż ich rówieśnicy, którzy obowiązków domowych nie mieli. Badania pokazały, że osoby dorastające ze świadomością, iż są częścią większej całości, mają konkretną rolę do odegrania i swoim zachowaniem wpływają na życie rodziny - w dorosłości wykazują się większą odpowiedzialnością, sprawczością i pewnością siebie. Chętniej przyjmują role liderów w życiu zawodowym i osiągają sukces. Z badań wynika też, że dzieci pomagające w domu uczą się zauważać potrzeby innych i jako dorośli potrafią budować zdrowe oraz satysfakcjonujące relacje z bliskimi.

Czy nie tego właśnie chcemy dla naszych dzieci? Choć dziś nie wyglądają na najszczęśliwszych podczas rozładowywania zmywarki, przed nimi świetlana przyszłość. Obowiązki domowe - dostępne od ręki, za darmo, w każdym domu - są zdecydowanie za mało docenianą metodą wychowawczą. Rozumiem dlaczego.

Mama - czarny charakter w domu?

Obowiązki - już samo to słowo wywołuje negatywne skojarzenia. Budzi mieszankę napięcia, oporu i przytłoczenia. Wąskie usta, ciasny kok, okulary i zimny głos przypominający długą listę prac do wykonania - nigdy nie chciałam być taką mamą dla moich dzieci. Nie chciałam zostać w ich wspomnieniach czarnym charakterem, niczym z książek o biednych sierotach wyzyskiwanych przez bezwzględne opiekunki. Taki mix macochy Kopciuszka, panny Minchin z Małej Księżniczki i Maryli z Ani z Zielonego Wzgórza - ona co prawda okazała się cudowną osobą, ale dopiero gdy porzuciła pancerz, a właśnie o ten pancerz mi chodzi. Żeby go nie mieć, nie występować w zimnej zbroi przy dzieciach.

Kto nie miał obowiązków, bywa trudnym współlokatorem

Równie przerażająca jak ja w zbroi przy kuchence jest dla mnie wizja moich dorosłych już latorośli, w których domu lepi się podłoga, w lodówce są tylko kabanosy i chleb tostowy, a moja synowa i zięciowie składają do mnie reklamacje z powodu wypuszczenia z domu egoistów nieprzystosowanych do wspólnego życia na własnym. Bo ten, kto nie miał w domu obowiązków, to ciężki współlokator - niewiele umie wykonać, a co gorsza, nawet nie uważa, że powinien. Wiedzą o tym na przykład studenci wynajmujący wspólne mieszkanie - szybko okazuje się, w czyim domu obowiązki wykonywała zatrudniona pani. Podobno takie osoby mają wysoki poziom oczekiwań estetycznych przy zerowych umiejętnościach wykonawczych.

Kiedy nauka zastępuje wszystko inne

Sama byłam wychowana w domu z obowiązkami domowymi okrojonymi do minimum, ponieważ rodzice wyznawali zasadę, że mam jedno najważniejsze zadanie - pilnie się uczyć, czyli zdobywać wykształcenie. Takie to były czasy; ogromną nadzieję pokładało się w edukacji szkolnej. Współcześni rodzice mają inne powody nieangażowania dzieci w obowiązki - najczęściej sami ich nie wykonują, zatrudniając kogoś do pomocy w domu, albo dzieci są tak zajęte „ważniejszymi sprawami", że na domowe życie nie starcza już czasu.

Niezależnie od powodu - efekt może być taki jak u mnie. Z większości prac w domu zostałam zwolniona w imię nauki. Moi rodzice mieli dobre intencje: chcieli mi ułatwić życie i pomóc zdobyć wykształcenie. Tyle że w dorosłości takie rozwiązanie przyniosło więcej szkód niż pożytku. Dużo czasu zajęło mi odkręcanie złych nawyków, a zdziwienie, że tyle rzeczy w domu nie robi się samo, pamiętam do dziś. A pierwsze samodzielne próby kulinarne? Niemal nuklearne. Moja dzisiejsza pewność siebie w prowadzeniu domu jest efektem setek prób i błędów, przeplatanych wieloma lekturami, rozmowami, a nawet kursami. Czego Jaś się nie nauczy…

Obowiązki kształtują charakter - nie tylko dom

Wyposażenie dzieci w umiejętności manualne to tylko jeden aspekt. Drugi ma związek z ich osobowością, która rozwija się także dzięki wywiązywaniu się ze zwyczajnych, codziennych obowiązków. Rutynowe zadania pomagają wzrastać w wartościach takich jak:

  • uczynność - dostrzeganie potrzeb innych i reagowanie na nie,
  • odpowiedzialność - świadomość, że moje działania mają znaczenie dla całej rodziny,
  • pracowitość i wytrwałość - gotowość do regularnego podejmowania zadań, nawet gdy nie mamy ochoty,
  • służba drugiemu - głębsze rozumienie wspólnoty i troski o bliskich.

I tutaj pojawia się pytanie, które wydaje mi się kluczowe i na które każdy rodzic powinien sobie spokojnie odpowiedzieć: jaki jest cel angażowania dzieci w obowiązki domowe? Warto zadawać je sobie regularnie, zwłaszcza w słabszych momentach, gdy frustracja sięga zenitu. Patrząc krótkowzrocznie, możemy zatrzymać się na celach takich jak porządek w domu czy więcej odpoczynku dla mamy. Ale jeśli sięgnąć dalej - na horyzoncie pojawiają się piękne, przyszłe cechy, które chcemy pomóc dziecku rozwinąć.

Moja odpowiedź na pytanie „po co w ogóle te obowiązki" brzmi: chcę pomóc moim dzieciom stać się uczynnymi ludźmi. Gdy to sobie przypominam, czasem nawet na głos - czuję, jak napięcie opada. Wdech, wydech. Uczynność, nie perfekcja. Uczynność - nie porządek. Dziś może nie jest idealnie, ale krok po kroku, z cierpliwością i szacunkiem dla starań, ze zrozumieniem dla niemocy, idziemy w dobrym kierunku. A jaka jest Wasza odpowiedź?