Matka Polka dba o zdrowie
Zaczęłam chodzić po lekarzach. Wiadomo – profilaktyka lepsza od leczenia, a przecież trzeba dbać o zdrowie. Cytując kabaretową Mariolkę – wzięłam się za siebie! Ciągle jeszcze „wiszą" nade mną…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Zaczęłam chodzić po lekarzach. Wiadomo – profilaktyka lepsza od leczenia, a przecież trzeba dbać o zdrowie. Cytując kabaretową Mariolkę – wzięłam się za siebie!

Ciągle jeszcze „wiszą" nade mną badania profilaktyczne, szumnie nazwane 40+, ale i na nie się zapiszę. Może odsuwam tę myśl, bo jednak 40+ brzmi tak staro? Przecież myśląc o sobie mam wrażenie, jakbym nadal miała 20 lat. Cóż... Peselu nie oszukam. Moja najstarsza córka skończy za chwilę 21, więc pora stawić czoła wiekowi średniemu. Czy mi się to podoba, czy nie.
Nie cierpię tego umawiania się, stania w kolejkach, poczekalni i zapachu ośrodków zdrowia. Ale wiem też, że o co zadbam dziś, o to jutro nie będę się martwić. Doszłam do tego wniosku sama, bo moi rodzice byli z tych, którzy wolą nie wiedzieć, że coś im jest i „żyć spokojnie". No i zmarli, nie dożywając nawet 75 urodzin. Ja chciałabym trochę na emeryturze pożyć i to pożyć komfortowo – nie narzekając ciągle na jakiś ból.
Dość sentymentów, trzeba się było przebadać, to się przebadałam.
Szlachetne zdrowie...
Na pierwszy ogień poszła wizyta u ginekologa. Robię badania regularnie, ale „strzeżonego Pan Bóg strzeże", więc coroczną cytologię, usg piersi i badania hormonalne trzeba było zaliczyć. Mój lekarz, poza wieloletnim doświadczeniem, ogromną wiedzą i spokojnym usposobieniem, ma również poczucie humoru. Na moje słowa, że „Mąż zabronił mi mieć menopauzę" odpowiedział tylko „Szanuję, ale peselu nie oszukasz". Cóż zrobić? Pozostaje się śmiać. Dalej nie było już tak zabawnie, bo okazało się, że muszę mieć zabieg. Nie było jednak tak źle, miałam naprawdę świetny czas w szpitalu. Przeczytałam książkę, pośmiałam się z innymi paniami z sali, pożartowałam z pielęgniarkami i następnego dnia byłam już w domu. Poszło gładko i na rok mam na pewno spokojny sen w tej kwestii.
Jeszcze jedno, wcześniejsze zdarzenie: myśląc o bezpiecznych wakacjach zaszczepiliśmy się całą rodziną przeciwko pokleszczowemu zapaleniu mózgu. Teraz kleszcza można złapać w centrum miasta, mąż złapał w parku w Krakowie i miał objawy zapalenia mózgu, stąd nasza decyzja. Wiadomo – obozy dzieci w lesie, wyjazdy nad morze i droga na plażę przez las... Decyzja była jedna: lekarz rodzinny, szczepionki i kilka miesięcy wcześniej byliśmy już gotowi na bezpieczne wakacje.
Na drugi ogień poszła wizyta u okulisty. Jak się nietrudno domyśleć – również prywatnie. Ale stan zdrowia ważniejszy niż finanse, więc się wykosztowałam. I tu również niespodzianka: nie jest tak różowo, jak myślałam. Lekarz zaproponował mi badanie za bagatela 4000 zł, więc odmówiłam. Skonsultowałam to z emerytowaną okulistką, okazało się, że mam czas, więc teraz szukam miejsca, w którym to badanie miałabym w ramach NFZ. Po coś jednak te składki płacę! Ale przez kilka dni po wizycie byłam załamana. Już się żegnałam ze swoim wzrokiem, z najbliższymi i przyjaciółmi. Okulista nie był tak empatyczny, jak mój ginekolog.
Kolejna wizyta to wizyta u dentysty. Wakacje pod hasłem „dbaj o siebie" trzeba godnie zagospodarować. Nie wiem, czego bardziej nie lubię: wizyty u dentysty, czy u ginekologa? Generalnie zęby mam zdrowe, jedynie kamień na nich szybko się zbiera, ale to raczej kosmetyka. Jednak tym razem było „na grubo": do usunięcia górna ósemka. Jedną dolną miałam usuwaną chirurgicznie w zeszłym roku. Siedziałam więc w fotelu, gotowa na tortury. Miałam wrażenie, jakby pół szczęki mi miało wyjść razem z tym jednym zębem. Miał zakrzywione korzenie i nie chciał puścić. Ale przeżyłam, chociaż pół głowy bolało mnie przez tydzień. Dobrze, że człowiek ma tylko cztery ósemki. Dwóch już się pozbyłam, więc jestem na półmetku.
Zaczęłam się zdrowo odżywiać
Jest jeszcze dieta. Pisałam już kiedyś, że się za to wezmę. Ale praktycznie, nie tylko teoretycznie. No to się wzięłam. I czuję się lepiej i nawet trochę schudłam. Coś drgnęło. Więcej się ruszam, nie jem słodyczy, ograniczam prawie do zera węglowodany. Kontroluję ilość spożywanych produktów. Jestem z siebie duma.
Na tym na razie koniec. Nie ma więcej historii. Będą wizyty kontrolne, ale tym już was nie będę zanudzała. Na liście jeszcze te nieszczęsne badania 40+, może wizyta u kardiologa, oby nie u neurochirurga! Mam nadzieję, że ból kręgosłupa już nigdy nie wróci i nie będę musiała mieć kolejnej operacji.
Nie jestem tą, która czerpie przyjemność z opowiadania o swoich dolegliwościach. To po co o tym piszę? Bo to ważne! Ważne, by korzystać z pomocy lekarskiej, zanim posypie nam się zdrowie. Niektórym chorobom da się zapobiec, a wcześnie wykryte dają duże szanse na wyzdrowienie. Mamy dla kogo żyć, mamy plany na przyszłość, mamy marzenia do spełnienia – więc zadbajmy o to, by dożyć tych chwil.
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.