Szalone weekendowe wakacje z córką
Wakacje mamy z córką Obiecałam mojej córce wyjazd do Paryża jako prezent za zdaną maturę. Minął prawie rok więc musiałam szybko coś wymyśleć. Tanie loty są moim wybawieniem. No i znajomi, którzy tam…
- Od września 2026 r. biologia i geografia zostaną połączone w nowy przedmiot „Przyroda"
- Obowiązkowa edukacja zdrowotna zastąpi dotychczasowe WDŻ – rodzice mają prawo do wglądu w program
- Zmiany obejmą szkoły podstawowe (klasy 4–8) oraz licea i technika
- Rodzice mogą złożyć pisemny sprzeciw wobec wybranych treści – wzór pisma w artykule
Wakacje mamy z córką
Obiecałam mojej córce wyjazd do Paryża jako prezent za zdaną maturę. Minął prawie rok więc musiałam szybko coś wymyśleć. Tanie loty są moim wybawieniem. No i znajomi, którzy tam mieszkają. Dzięki ich pomocy nocleg miałyśmy za free.
Ale... Nieważne, czy złożyłyście jakąś obietnicę, czy nie - warto zabrać córkę na weekend lub kilka dni może nie od razu do spa z jacuzzi i innymi bajerami ale po prostu sam na sam. Takie klimaty trochę jak w liceum, czy na studiach. Wspólny pokój, pogaduchy, chwila relaksu, zero obowiązków, zwiedzanie okolicy albo pudełko lodów i dobry film wieczorem. Grunt, że razem. Na pewno będziecie miały mnóstwo czasu, by porozmawiać w spokoju, bez "maluchów" na wszystkie te tematy, na które na co dzień nie ma czasu. Określasz cel podróży (ale taki, żeby był fajny także dla córki :) i żeby robił wrażenie), uruchamiasz rodzinny fundraising (czyt. mąż plus dziadkowie) lub organizujesz zbiórkę charytatywną i budujesz wspomnienia z dzieciństwa swojej córki! Bo na budowanie wspomnień z dzieciństwa syna to najlepiej nadaje się oczywiście ojciec. Powiedzmy sobie szczerze! Zabrałabyś syna na mecz do Anglii i wybierała z nim koszulki w sklepie klubowym? No właśnie! Zaraz byś mu doradzała - wybierz tę - jest z bardziej praktycznego materiału, nie będzie się tak brudzić... Ale dziś ma być o wyjeździe z córką.
My się spakowałyśmy w małe walizki (błąd, bo nie mogłyśmy kupić tyle ile byśmy chciały. A może nas to uratowało przed katastrofą finansową?) a mąż odwiózł nas na lotnisko. Ten czas, gdy się czeka na odprawę dłużył mi się niemiłosiernie. Z nudów zaczęłyśmy się zastanawiać, jak to możliwe (na tak maleńkich lotniskach, jakie mamy w Polsce, bo Nowy Jork to zupełnie inna bajka podejrzewam), że nie zdążysz na odprawę i przez głośniki wywołują cię po nazwisku, żebyś się ogarnął, bo reszta już czeka, żeby ruszyć. Czy coś w tym stylu. Siedzimy sobie więc spokojnie pod tablicą odlotów tuż przy bramce, która wyświetlała się jako nasza. Dwadzieścia minut do zamknięcia bramki a tu nawet jej nie otworzyli? No spokój to mają na tym naszym lotnisku. Nie powiem. Dla pewności zerknęłyśmy raz jeszcze na tablicę. W międzyczasie zmieniono bramkę i okazało się, że siedzimy jak jakieś guły pod niewłaściwą. Pędem pognałyśmy przez cały hol do bramki na samym końcu. Dobrze, że to jednak nie był Nowy Jork! "Teraz już wiesz, jak to możliwe, że wywołują kogoś przez głośniki?" zaśmiała się moja najstarsza. Zdyszane, bez sił weszłyśmy prawie na ostatnią chwilę.

Samo miasto to była ogromna atrakcja
Kto był w Paryżu, ten wie, że tam się nudzić nie da. Muzea, galerie, parki, restauracje, sklepy... Szał. Pod warunkiem, że największe atrakcje zarezerwujesz sobie pół roku wcześniej. My oczywiście tego nie zrobiłyśmy. Lata świetlne temu byliśmy z dziećmi w Paryżu i w pierwszą niedzielę miesiąca wejście do Luwru było za darmo. Z tą wiedzą, na luzaku niczego nie rezerwowałyśmy wcześniej. Znałyśmy wejście, którego turyści nie znają więc wszystko miało pójść gładko. Lipa... Chyba Francja ubożeje, bo darmowe zwiedzanie jest w pierwszy piątek miesiąca na dwie godziny przed zamknięciem muzeum czyli jakieś dwie godziny przed naszym lądowaniem. Ale może nam się poszczęści i kupimy bilet online? Bez szans! Kolejka do kas jak nie przymierzając przed sklepem Społem w latach siedemdziesiątych, gdy "rzucili" wołowinę albo kawę. Lekcja dla wszystkich: planuj z głową i przeryj wszystkie portale! Mam nadzieję, że Luwr będzie stał jeszcze długo w nienaruszonym stanie i wrócimy tam kiedyś. Co innego Katedra Notre Damme. Stoisz i niedowierzasz własnym oczom.
Jednego dnia w metrze poznałyśmy dwie przemiłe polki ze Starogardu, które podobnie jak my zrobiły sobie wyjazd z córkami (pozdrawiamy je serdecznie, jeśli to czytają). W kilku słowach opowiedziały nam o swoich przygodach. O hotelu w podejrzanej dzielnicy, gdzie przed wejściem na dzień dobry przywitała ich banda szczurów, o karze, jaką musiały zapłacić za brak zdjęcia na kilkudniowym bilecie komunikacji paryskiej i o szałowych sweterkach z kaszmiru, które kupiły na jakimś tureckim bazarze. Tych sweterków to im trochę pozazdrościłam. Choć i my wracałyśmy z niezłymi "łupami" do domu.
Kilka dni minęło nam tak szybko, że zanim się obejrzałyśmy byłyśmy już w drodze na lotnisko na końcu świata. Bo jeśli myślisz, że lotnisko, które ma w nazwie miasto jest w tym mieście, to się grubo mylisz. Niestety z Poznania samoloty latają tylko tam, gdzie we Francji wróble zawracają, a co szumnie nazywa się Paryż Beauwais. I tu znowu nudy nie było. Kiedy odstałyśmy już nasze czterdzieści minut w kolejce do bramki, okazało się, że to nie tyle nie nasza bramka, co w ogóle nie ten terminal! Ten, z którego odlatywał nasz samolot był w zupełnie innym budynku! Jednak dobrze, że to lotnisko było na końcu świata - wszędzie blisko! Gnałyśmy jak na Wielkiej Pardubickiej, bo do zamknięcia bramek zostało nam zaledwie kilka minut. Wychodzi teraz, jak często latamy samolotami, że takie kuchy popełniamy!
W kolejce do nowej bramki, na nowym terminalu musiałyśmy znosić narzekania jakiegoś pana, który z synem komentowali wszystko, co im się nie podoba. A to że miejsc do siedzenia za mało a to że autobus, który ich tu przywiózł był jakiś dziwny... Modliłyśmy się tylko, żeby nie siedzieli obok nas! Ufff. Na szczęście nie. Mogłyśmy w spokoju zdrzemnąć się chwilkę. W Poznaniu byłyśmy grubo po północy.
Majowy wspólny wyjazd mamy i córki uważam za udany
Warto było pojechać! Naprawdę warto było! I nie tylko dlatego, że to był wyjazd do Paryża! Dokądkolwiek byśmy pojechały - byłoby cudownie. Bez stresów, bez presji, bez marudzenia... Jak ja się cieszę, że mam pięcioro dzieci! Teraz pozostałe też chcą, bym je dokądś zabrała! Ile jeszcze wspaniałych wypraw przede mną!? Już się nie mogę doczekać. Idą wakacje - będzie okazja.
Trzeba skorzystać, póki jeszcze chcą z nami dokądś wyjeżdżać! Przejrzyjcie oferty, dostępne terminy, pakujcie walizki i fruuu. Samolotem, samochodem, rowerem, pieszo... Obojętnie jak! Grunt, że razem. To jest inwestycja w wasze relacje do końca życia! Serio!
Ministerstwo Edukacji Narodowej ogłosiło pakiet zmian, który wejdzie w życie już od nowego roku szkolnego 2026/2027. Reforma jest najszersza od ponad dekady i dotyczy zarówno podstawy programowej, jak i struktury przedmiotów oraz systemu oceniania. Dla wielu rodziców zmiany te są zaskoczeniem – tym bardziej, że konsultacje społeczne trwały zaledwie kilka tygodni.
Co dokładnie się zmienia?
Najgłośniejszą zmianą jest połączenie biologii i geografii w jeden przedmiot o nazwie „Przyroda i środowisko". Ministerstwo argumentuje, że takie podejście pozwoli na bardziej holistyczne nauczanie o świecie naturalnym. Środowisko nauczycielskie jest jednak podzielone – część pedagogów uważa, że reforma pozbawi uczniów pogłębionej wiedzy z obu dziedzin.
„Połączenie biologii z geografią to krok wstecz. Uczniowie będą uczyć się wszystkiego po trochu, ale niczego dogłębnie. To przepis na powierzchowność."
— dr Marek Wiśniewski, biolog, Uniwersytet Warszawski
Drugą, równie kontrowersyjną zmianą jest wprowadzenie obowiązkowej edukacji zdrowotnej, która zastąpi dotychczasowe Wychowanie do Życia w Rodzinie. Nowy przedmiot ma obejmować zagadnienia zdrowia fizycznego, psychicznego oraz – co budzi największe kontrowersje – edukację seksualną według standardów WHO.
Prawa rodziców – co możesz zrobić?
Wielu rodziców pyta, czy mają jakiekolwiek narzędzia, by wpłynąć na to, czego uczy się ich dziecko. Odpowiedź brzmi: tak. Polskie prawo oświatowe daje rodzicom kilka konkretnych możliwości działania.
- Prawo do wglądu w materiały dydaktyczne i podręczniki
- Prawo do złożenia pisemnego sprzeciwu wobec wybranych treści
- Prawo do uczestnictwa w radzie rodziców i wpływu na szkolny program wychowawczy
- Prawo do wnioskowania o zwolnienie dziecka z konkretnych zajęć (za zgodą dyrektora)
Warto pamiętać, że rada rodziców ma prawo opiniować szkolny program wychowawczo-profilaktyczny. Jeśli program ten jest niezgodny z Waszymi wartościami, możecie złożyć oficjalną opinię negatywną. Choć dyrektor nie jest nią związany, stanowi ona ważny głos w dyskusji.
Harmonogram wdrożenia reformy
Publikacja nowej podstawy programowej
MEN opublikowało projekt nowej podstawy programowej w Dzienniku Ustaw.
Konsultacje społeczne
Trwały zaledwie 3 tygodnie. Wpłynęło ponad 12 000 uwag od rodziców i nauczycieli.
Szkolenia nauczycieli
Obowiązkowe szkolenia dla pedagogów z nowych przedmiotów i metod oceniania.
Wejście w życie reformy
Nowe przedmioty i programy nauczania obowiązują we wszystkich szkołach publicznych.
Opinie ekspertów i organizacji rodzicielskich
Koalicja Rodziców i Organizacji Społecznych (KROPS) wydała oficjalne stanowisko, w którym sprzeciwia się wprowadzeniu edukacji zdrowotnej w proponowanym kształcie. Organizacja zgromadziła ponad 85 000 podpisów pod petycją do Ministerstwa.
Jeśli chcesz wyrazić swoje zdanie na temat reformy, masz czas do 15 maja 2026 r. Uwagi możesz składać przez platformę konsultacji MEN lub bezpośrednio do rady rodziców w swojej szkole.
Reforma budzi emocje po obu stronach. Zwolennicy wskazują na potrzebę modernizacji polskiej edukacji i dostosowania jej do wyzwań XXI wieku. Przeciwnicy obawiają się ideologizacji szkoły i naruszenia praw rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnymi wartościami.
Jedno jest pewne – wrzesień 2026 przyniesie polskim szkołom zmiany, których skutki będziemy odczuwać przez lata. Warto być świadomym rodzicem i aktywnie uczestniczyć w życiu szkoły swojego dziecka.


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.