Szalone weekendowe wakacje z córką
Wakacje mamy z córką Obiecałam mojej córce wyjazd do Paryża jako prezent za zdaną maturę. Minął prawie rok więc musiałam szybko coś wymyśleć. Tanie loty są moim wybawieniem. No i znajomi, którzy tam…
Wakacje mamy z córką
Obiecałam mojej córce wyjazd do Paryża jako prezent za zdaną maturę. Minął prawie rok więc musiałam szybko coś wymyśleć. Tanie loty są moim wybawieniem. No i znajomi, którzy tam mieszkają. Dzięki ich pomocy nocleg miałyśmy za free.
Ale... Nieważne, czy złożyłyście jakąś obietnicę, czy nie - warto zabrać córkę na weekend lub kilka dni może nie od razu do spa z jacuzzi i innymi bajerami ale po prostu sam na sam. Takie klimaty trochę jak w liceum, czy na studiach. Wspólny pokój, pogaduchy, chwila relaksu, zero obowiązków, zwiedzanie okolicy albo pudełko lodów i dobry film wieczorem. Grunt, że razem. Na pewno będziecie miały mnóstwo czasu, by porozmawiać w spokoju, bez "maluchów" na wszystkie te tematy, na które na co dzień nie ma czasu. Określasz cel podróży (ale taki, żeby był fajny także dla córki :) i żeby robił wrażenie), uruchamiasz rodzinny fundraising (czyt. mąż plus dziadkowie) lub organizujesz zbiórkę charytatywną i budujesz wspomnienia z dzieciństwa swojej córki! Bo na budowanie wspomnień z dzieciństwa syna to najlepiej nadaje się oczywiście ojciec. Powiedzmy sobie szczerze! Zabrałabyś syna na mecz do Anglii i wybierała z nim koszulki w sklepie klubowym? No właśnie! Zaraz byś mu doradzała - wybierz tę - jest z bardziej praktycznego materiału, nie będzie się tak brudzić... Ale dziś ma być o wyjeździe z córką.
My się spakowałyśmy w małe walizki (błąd, bo nie mogłyśmy kupić tyle ile byśmy chciały. A może nas to uratowało przed katastrofą finansową?) a mąż odwiózł nas na lotnisko. Ten czas, gdy się czeka na odprawę dłużył mi się niemiłosiernie. Z nudów zaczęłyśmy się zastanawiać, jak to możliwe (na tak maleńkich lotniskach, jakie mamy w Polsce, bo Nowy Jork to zupełnie inna bajka podejrzewam), że nie zdążysz na odprawę i przez głośniki wywołują cię po nazwisku, żebyś się ogarnął, bo reszta już czeka, żeby ruszyć. Czy coś w tym stylu. Siedzimy sobie więc spokojnie pod tablicą odlotów tuż przy bramce, która wyświetlała się jako nasza. Dwadzieścia minut do zamknięcia bramki a tu nawet jej nie otworzyli? No spokój to mają na tym naszym lotnisku. Nie powiem. Dla pewności zerknęłyśmy raz jeszcze na tablicę. W międzyczasie zmieniono bramkę i okazało się, że siedzimy jak jakieś guły pod niewłaściwą. Pędem pognałyśmy przez cały hol do bramki na samym końcu. Dobrze, że to jednak nie był Nowy Jork! "Teraz już wiesz, jak to możliwe, że wywołują kogoś przez głośniki?" zaśmiała się moja najstarsza. Zdyszane, bez sił weszłyśmy prawie na ostatnią chwilę.

Samo miasto to była ogromna atrakcja
Kto był w Paryżu, ten wie, że tam się nudzić nie da. Muzea, galerie, parki, restauracje, sklepy... Szał. Pod warunkiem, że największe atrakcje zarezerwujesz sobie pół roku wcześniej. My oczywiście tego nie zrobiłyśmy. Lata świetlne temu byliśmy z dziećmi w Paryżu i w pierwszą niedzielę miesiąca wejście do Luwru było za darmo. Z tą wiedzą, na luzaku niczego nie rezerwowałyśmy wcześniej. Znałyśmy wejście, którego turyści nie znają więc wszystko miało pójść gładko. Lipa... Chyba Francja ubożeje, bo darmowe zwiedzanie jest w pierwszy piątek miesiąca na dwie godziny przed zamknięciem muzeum czyli jakieś dwie godziny przed naszym lądowaniem. Ale może nam się poszczęści i kupimy bilet online? Bez szans! Kolejka do kas jak nie przymierzając przed sklepem Społem w latach siedemdziesiątych, gdy "rzucili" wołowinę albo kawę. Lekcja dla wszystkich: planuj z głową i przeryj wszystkie portale! Mam nadzieję, że Luwr będzie stał jeszcze długo w nienaruszonym stanie i wrócimy tam kiedyś. Co innego Katedra Notre Damme. Stoisz i niedowierzasz własnym oczom.
Jednego dnia w metrze poznałyśmy dwie przemiłe polki ze Starogardu, które podobnie jak my zrobiły sobie wyjazd z córkami (pozdrawiamy je serdecznie, jeśli to czytają). W kilku słowach opowiedziały nam o swoich przygodach. O hotelu w podejrzanej dzielnicy, gdzie przed wejściem na dzień dobry przywitała ich banda szczurów, o karze, jaką musiały zapłacić za brak zdjęcia na kilkudniowym bilecie komunikacji paryskiej i o szałowych sweterkach z kaszmiru, które kupiły na jakimś tureckim bazarze. Tych sweterków to im trochę pozazdrościłam. Choć i my wracałyśmy z niezłymi "łupami" do domu.
Kilka dni minęło nam tak szybko, że zanim się obejrzałyśmy byłyśmy już w drodze na lotnisko na końcu świata. Bo jeśli myślisz, że lotnisko, które ma w nazwie miasto jest w tym mieście, to się grubo mylisz. Niestety z Poznania samoloty latają tylko tam, gdzie we Francji wróble zawracają, a co szumnie nazywa się Paryż Beauwais. I tu znowu nudy nie było. Kiedy odstałyśmy już nasze czterdzieści minut w kolejce do bramki, okazało się, że to nie tyle nie nasza bramka, co w ogóle nie ten terminal! Ten, z którego odlatywał nasz samolot był w zupełnie innym budynku! Jednak dobrze, że to lotnisko było na końcu świata - wszędzie blisko! Gnałyśmy jak na Wielkiej Pardubickiej, bo do zamknięcia bramek zostało nam zaledwie kilka minut. Wychodzi teraz, jak często latamy samolotami, że takie kuchy popełniamy!
W kolejce do nowej bramki, na nowym terminalu musiałyśmy znosić narzekania jakiegoś pana, który z synem komentowali wszystko, co im się nie podoba. A to że miejsc do siedzenia za mało a to że autobus, który ich tu przywiózł był jakiś dziwny... Modliłyśmy się tylko, żeby nie siedzieli obok nas! Ufff. Na szczęście nie. Mogłyśmy w spokoju zdrzemnąć się chwilkę. W Poznaniu byłyśmy grubo po północy.
Majowy wspólny wyjazd mamy i córki uważam za udany
Warto było pojechać! Naprawdę warto było! I nie tylko dlatego, że to był wyjazd do Paryża! Dokądkolwiek byśmy pojechały - byłoby cudownie. Bez stresów, bez presji, bez marudzenia... Jak ja się cieszę, że mam pięcioro dzieci! Teraz pozostałe też chcą, bym je dokądś zabrała! Ile jeszcze wspaniałych wypraw przede mną!? Już się nie mogę doczekać. Idą wakacje - będzie okazja.
Trzeba skorzystać, póki jeszcze chcą z nami dokądś wyjeżdżać! Przejrzyjcie oferty, dostępne terminy, pakujcie walizki i fruuu. Samolotem, samochodem, rowerem, pieszo... Obojętnie jak! Grunt, że razem. To jest inwestycja w wasze relacje do końca życia! Serio!


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.