"Obowiązkowy konstrukt zmieniający szkołę w dom publiczny" - List do redakcji ws. edukacji zdrowotnej
Otrzymaliśmy list do redakcji, napisany przez naszą czytelniczkę w sprawie projektownych zmian w szkole. Edukacja zdrowotna z elementami deprawującej edukacji seksualnej ma wejść w życie od…
Otrzymaliśmy list do redakcji, napisany przez naszą czytelniczkę w sprawie projektownych zmian w szkole. Edukacja zdrowotna z elementami deprawującej edukacji seksualnej ma wejść w życie od przyszłego roku szkolnego. Zaniepokojona mama postanowiła wyrazić swój sprzeciw i przekazała nam napisany przez siebie list, który zdecydowaliśmy się opublikować.

List od zaniepokojonej mamy "Mama pyta."
Jakim prawem trwa obecnie próba narzucenia społeczeństwu specyficznego programu nauczania zdrowotnego skupiającego w dużej części uwagę na przedwczesnej inicjacji seksualnej? Czy Ministerstwo Edukacji Narodowej zostało przypadkiem zarzucone stosami protestów rodziców, wychowujących obecnie swoje dzieci, skargami na obowiązujący model fakultatywnego przedmiotu "Wychowanie do życia w rodzinie", zwanego skrótowo Wdż-tem? Czy może związki rodzin wielodzietnych, reprezentujące te rodzin, które podejmują największy wysiłek wychowawczo-opiekuńczy w stosunku do rosnącego pokolenia i mają ogromne doświadczenie w zakresie wychowania i kształcenia dzieci i młodzieży podniosły jakieś ważne argumenty, skłaniające rządzących ku istotnym zmianom aktualnego programu Wdż?
Nie posiadam psa ani kota, choć lubię zwierzęta, ale wychowując piątkę dzieci, w tym jedno niepełnosprawne, nie jestem w stanie podjąć takiej odpowiedzialności. Nie wypowiadam się w kwestiach regulacji prawnych dotyczących zwierząt, gdyż nie mam stosownego doświadczenia, natomiast jeśli chodzi o wychowanie dzieci, czuję się w obowiązku, by zabrać głos. Odnoszę nieodparte wrażenie, że forsowany program edukacji zdrowotnej sprowadza osobę ludzką, moje dzieci, dzieci moich sąsiadów, braci, kuzynów, znajomych, w wielu aspektach właśnie do zwierząt. Czym różni się człowiek od zwierzęcia? Posiada rozum, niezwykły intelekt, dzięki któremu powstały niezliczone ilości wynalazków i wielkie cywilizacje, ma cudowne zdolności psychiczne i pedagogiczne nawiązywania głębokich, wieloletnich relacji, wysoki poziom empatii połączony ze zdolnością do ofiary, tworzy rozbudowane struktury społeczne, kulturę afirmującą wysiłek pracy i tworzenia, potrafi czytać i pisać, liczyć i analizować. Wobec tak ogromnego potencjału, proponowane treści, których celem jest legitymizacja prymitywnego postrzegania seksualności w duchu egoizmu i hedonizmu, przymusowe wprowadzanie małych dzieci w świat erotyki, który zgodnie z naturalnym rozwojem biologicznym i społeczną dojrzałością do samostanowienia i podejmowania odpowiedzialności za życiowe decyzje, przynależy młodym dorosłym, wydają się być kiepskim żartem.
Dzieci w sposób naturalny interesują się swoją płciowością i potrzebują nazwania rzeczy po imieniu, a przede wszystkim przekazu opartego na miłości. Bo to jest wspaniałe, gdy tatuś tuli mocno mamusię i nieraz nawet poczynają się dzieci. Nasze pociechy popełniają też czasem błędy w tej dziedzinie, potrafią się zaczepiać z ciekawości, a nawet kogoś zranić głupim zachowaniem, lecz to wszystko wyjaśniane i tłumaczone w domu, pozwala na stopniowy rozwój wewnętrzny, uszanowanie godności drugiej osoby, nabieranie zdolności do tworzenia trwałych więzi międzyludzkich. Naśladowanie zachowań najbliższych, rodziców i dziadków, w tych kwestiach jest kluczowe.
To nie zwierzęta płacą podatki, to nie zwierzęta tworzą kulturę, nie zwierzęta czuwają przy chorych i tych, co ulegli wszelkim nieszczęśliwym wypadkom, tylko ludzie o sercach gotowych do dawania z siebie. Dlaczego mielibyśmy ulegać pomysłowi zmiany dobrego programu, podkreślającego wartość odpowiedzialnego podejścia do wartości osoby i rodziny oraz zdolności kochania?
Nie zgadzam się na to, by moje dzieci były zarzucane treściami dotyczącym życia intymnego, które rozgrywa się w domu, w sposób prezentowany w nowo proponowanym programie ministerstwa, czyli jako obowiązkowy przedmiot. Dlaczego religia, jako przedmiot nieobowiązkowy, dla niezainteresowanych, ma alternatywną etykę, a sprawdzony, dobry program Wdż miałby nagle ni stąd ni zowąd zostać zastąpiony jakimś konstruktem obowiązkowym, który de facto zmienia szkołę w dom publiczny? Twarde słowa, ale rzeczywistość jest właśnie taka. Miliony rodzin wychowuje dzieci i kształci we wszelkich kierunkach nie po, żeby sprowadzić je zgodą na nieograniczone podążanie za wszelkimi popędami płciowymi do emocjonalnego i psychicznego poziomu zwierząt niepotrafiących stawiać sobie granic, nie ceniących trwałych związków jako podstawy budowania społeczeństwa, niegotowych do odmawiania sobie różnych chwilowych przyjemności w imię dbania o tzw. dobra wyższe. Chcemy uczyć dzieci przedsiębiorczości, by tworzyły kapitał własny i narodowy, ale jeśli nie nauczymy je postawy miłości zdolnej do wykraczania ponad swój interes, również w zakresie seksualności, to nikt nie poda nam na starość przysłowiowego kubka wody, gdyż wszyscy będą zajęci wyłącznie egoistycznym zaspokajaniem swoich potrzeb.
Dlatego czuję się zmuszona do aktywnego protestowania wobec planowanej zmiany podstaw edukacyjnej dla moich dzieci.
---------------
Zachęcamy do zapoznania się z artykułem, w którym szeroko opisujemy projekt podstawy programowej do nowego ministerialnego przedmiotu "Edukacja zdrowotna" [kliknij, aby przeczytać].
Zachęcamy do kontaktu na naszą redakcyjną skrzynkę mailową redakcja@polskieforumrodzicow.pl

Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.