Edukacja włączająca, inkluzja, równość szans. Co naprawdę kryje się pod tymi pojęciami?
Pojęcia takie jak inkluzja, równość szans czy edukacja włączająca są nam dzisiaj serwowane pod różnymi postaciami i przedstawiane jako osiągnięcie nowoczesnego społeczeństwa, do którego pełnej…
Pojęcia takie jak inkluzja, równość szans czy edukacja włączająca są nam dzisiaj serwowane pod różnymi postaciami i przedstawiane jako osiągnięcie nowoczesnego społeczeństwa, do którego pełnej realizacji powinniśmy dążyć. Jaka jednak jest prawda o tej idei?
W Polsce często podkreśla się w tym kontekście włączanie w życie społeczeństwa dzieci niepełnosprawnych, które mają czuć się lepiej w tradycyjnej, państwowej szkole, niż szkole specjalnej, która ma kadrę wykwalifikowaną w radzeniu sobie z konkretnymi trudnościami. To jednak nie wszystko, co powinniśmy wiedzieć o inkluzji; jedna z dostępnych definicji mówi o niej m.in. tak: „Społeczeństwo inkluzywne to takie, które przekracza różnice rasowe, płciowe, klasowe, pokoleniowe i geograficzne oraz zapewnia włączenie, równość szans". Takie inkluzywne społeczeństwo ma zostać ukształtowane poprzez szkołę, która musi zostać odpowiednio „zreformowana".
Wybuchowa mieszanka kultur i narodowości
Widać więc jasno, że nie chodzi tu tylko o niepełnosprawność. „Różnice rasowe" oraz „różnice geograficzne" to nic innego, jak tylko obecna od dawna na Zachodzie idea multi-kulti. Jest to koncepcja, która jest dzisiaj krytykowana, bo zupełnie nie zdała egzaminu, jednak nadal niesiona jest na sztandarach przez budowniczych nowej szkoły.
Jak miałoby to wyglądać w przypadku Polski?
W 2017 roku utworzono Europejski Obszar Edukacyjny. W ramach tej inicjatywy uczniowie i nauczyciele uzyskali możliwość wyjazdów do innych krajów i propozycje międzynarodowej współpracy. W dalszej perspektywie prowadzi to jednak do bardzo niebezpiecznego celu: rezygnacji z edukacji narodowej. Programy nauczania mają być ujednolicone na obszarach współpracujących krajów, co oznacza wyrzucanie z nich tego, co buduje narodową tożsamość: historii, która musi być nauczana w wersji akceptowanej przez wszystkie kraje, oraz kultury. Widzieliśmy to już wiosną ubiegłego roku, kiedy to okrojono program nauczania, rezygnowano z lektur; podstawa programowa ma być maksymalnie ogólna i pasować do wszystkich krajów. Plany jednak sięgają jeszcze dalej, słychać nawet o pomysłach połączenia systemu edukacji Polski i Ukrainy.
Co gorsza, inkluzja narodowościowa w praktyce obowiązuje tylko nas, mieszkańców Europy; w zachodnich, inkluzywych szkołach funkcjonują na co dzień getta arabskie, tureckie czy chińskie ze swoimi systemami wartości. Przybysze nie mają tam bowiem obowiązku wejścia w inkluzję, choć korzystają w szkołach ze wszelkich praw.

Szkoły specjalne czy ogólne?
Oprócz różnych narodowości inkluzja próbuje łączyć dzieci niepełnosprawne, których niestety jest dziś coraz więcej, z dziećmi zdrowymi. W pierwszym odruchu pomysł ten może wydawać się dobry, bo przecież niepełnosprawność nie świadczy o wartości człowieka, jednak dokładniejsze przyjrzenie się tej kwestii rzuca na nią inne światło. Dzieci niepełnosprawne dotychczas kierowało się do placówki dla nich dedykowanej, w której wyspecjalizowana na dany rodzaj niepełnosprawności kadra – a mamy na przykład szkoły dla uczniów niewidomych czy głuchoniemych – przygotowywała te dzieci do życia w społeczeństwie w zakresie, w jakim było to możliwe w ich konkretnym przypadku. Inkluzja pozbawia dzieci – jak to się obecnie określa – „ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi" nauczania naprawdę do nich dopasowanego, szytego na miarę, zarówno jeśli chodzi o praktyczne przystosowanie do życia, jak i samo zdobywanie wiedzy.
Na takiej sytuacji tracą również zdrowe dzieci, czego doświadczają już dzisiejsi uczniowie. Często wystarczy jedno dziecko niepełnosprawne w klasie, które nie jest w stanie – z powodu swojej przypadłości, którą mogą być np. zaburzenia nerwicowe czy niepełnosprawność intelektualna średnia, a nawet ciężka – wpasować się w reguły panujące w szkole, podjąć się właściwych zachowań społecznych, i w ten sposób dominuje ono całą klasę zmieniając jej charakter. W takiej sytuacji nauczyciel zmuszony jest dostosować wymagania szkolne do poziomu najsłabszego ucznia, a cała reszta jest przez to poszkodzowana. Pozornie rozsądnie brzmiąca reguła, że każdy powinien uczyć się na swoim poziomie, jest w warunkach szkolnej klasy nie do zrealizowania. W dalszej perspektywie prowadzi to więc do tego, że nauczyciel nie jest w stanie prowadzić zajęć, nikt niczego się nie uczy, a cała szkoła staje się de facto szkołą specjalną. Jest to też powód odejść nauczycieli z zawodu, którzy trafiają na klasy, których po prostu nie da się uczyć.
Podobne doświadczenia mają nauczyciele z Niemiec, Francji, Włoch czy Węgier, którzy edukację włączającą określili jako porażkę. Z kolei nauczyciele ze Szwajcarii w ubiegłym roku zastrajkowali – jako pracownicy szkół ogólnodostępnych nie wyrabiali się ze zmienianiem pampersów uczniom niepełnosprawnym… a gdzie w ogóle mowa o realizacji programu?
To wszystko jest idealną receptą na chaos w szkole, na którym lekarstwem ma być m.in. rezygnacja z oceniania uczniów – bo skoro nie można uczniów niepełnosprawnych intelektualnie oceniać zwykłymi ocenami, to nie można tak oceniać nikogo – i w ten sposób przechodzimy od tradycyjnych ocen do ocen funkcjonalnych, opisowych.

Już teraz niektórzy polscy rodzice, widząc co się dzieje, nie chcą zapisywać dzieci w normie intelektualnej do szkół integracyjnych. Nie mniej tracą na tym dzieci ze specjalnymi potrzebami, niepełnosprawne; w szkołach ogólnych brakuje np. sal do terapii, brakuje nauczycieli wspomagających… organizacje zajmujące się tematem przytaczają konkretne historie, których bohaterami są niepełnosprawne dzieci, spędzające trudny czas w szkole ogólnej, nim wreszcie trafią na nauczanie domowe czy jednak do szkoły specjalnej.
Mimo wszystko te pomysły są mocno forsowane przez Unię Europejską; szkoły specjalne w unijnych dokumentach nazywane są „dyskryminującymi", jest nakaz, by te placówki stygmatyzować. W planach jest nawet likwidacjia orzeczeń o niepełnosprawności.
Jakby tego było mało, idea inkluzji nakazuje dodać do tego chaosu jeszcze wszystkie „tożsamości seksualne" i co gorsza, jakość edukacji mierzy się dzisiaj tym, jak bardzo jest ona „inkluzywna". Im bardziej różnorodna, włączająca szkoła, tym lepsza, choć nie ma to nic wspólnego z realnym poziomem nauczania i tym, jak ukształtowane są charaktery absolwentów takiej placówki.
Polska szkoła jest atakowana z wielu stron i na różne sposoby, a rządzący obecnie Polską przykładają do tego rękę. Obrona edukacji i przyszłości naszych dzieci pozostaje więc w rękach rodziców: ostrzegajmy innych o zagrożeniach, bo razem możemy więcej!
źródła:
Wywiad Elżbiety Lachman, red. nacz. portalu PolskieForumRodzicow.pl z Jolantą Dobrzyńską, ekspertem oświatowym z Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły. Wywiad w całości dostępny jest tutaj: „Rozmowy o edukacji; Reforma edukacji: Co się dzieje z nasza szkołą?" (link: https://www.youtube.com/watch?v=ITxNjfqNF4U&list=PL6FAEoLZCOwYJw7z9a3jNG0qBotIVYPOJ&index=2)
Wywiad Hanny Dobrowolskiej, ekspertem oświatowym z Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, dla tysol.pl https://www.tysol.pl/a129593-hanna-dobrowolska-z-ruchu-ochrony-szkoly-edukacja-wlaczajaca-to-ideologia#google_vignette
Materiały organizacji "Nauczyciele dla wolności" https://nauczycieledlawolnosci.pl/edukacja-wlaczajaca/



Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.