– Nie chodziłam do przedszkola i nigdy nie zrobię takiej krzywdy swoim dzieciom – stwierdziła kiedyś koleżanka ze szkolnej ławy. – Jeszcze koledzy na studiach wspominali przedszkole, a ja nigdy nie miałam nic do powiedzenia!

Kameralnie, choć bez placu zabaw

No cóż, nam los nie poskąpił kontaktów z tą szacowną instytucją. I muszę przyznać, że wszyscy wspominamy ją mile. Ja sama chodziłam do takiego awaryjnego przedszkola zorganizowanego w kilku mieszkaniach w bloku po tym, jak nasze liczne roczniki zapełniły wszystkie miejsca w stosownych budynkach. Grupy były kameralne, ze względu na mniejszy metraż. Nie mieliśmy podwórka ani placu zabaw, ale za to chodziliśmy na spacery po całym osiedlu i jeździliśmy na wyjątkowe wycieczki, w czasie których panie wychowawczynie siedziały z tyłu autokaru. Jedna z nich grała na akordeonie, a reszta śpiewała „A ja nie chcę czekolady…"

Nasze dzieci oczywiście odbywały wychowanie przedszkolne w zupełnie innych warunkach, ale też chętnie wracają do tamtych czasów. Czasem z zazdrością spoglądają na Pannę H., która wciąż jeszcze zażywa tej przyjemności. Bo przedszkole to miejsce miłe i bezpieczne, gdzie panie uśmiechają się i sypią fantastycznymi pomysłami. Nie trzeba siedzieć w ławkach ani odrabiać zadań domowych, za to można się bawić i hasać na podwórku. Każdy chciałby od czasu do czasu pobyć trochę przedszkolakiem…

Byle nie do żłobka

Dużo większe mam wątpliwości, gdy chodzi o młodsze dzieci. Wiem wprawdzie, że czasem nie ma innego wyjścia i muszą udawać się do żłobka (sama chodziłam…). Swoim dzieciom nie chciałabym tego robić, ponieważ zwyczajnie uważam, że nie byłoby im tam dobrze oraz że żłobek ma niekorzystny wpływ na zdrowie i rozwój dziecka. Pozostaje oczywiście jeszcze opcja opieki sprawowanej przez babcię albo przyszywaną ciocię – co zawsze jest lepszym rozwiązaniem niż opieka zbiorowa. Ja sama jednak mocno wsparłam się na twierdzeniu, że do trzeciego-czwartego roku życia dziecko powinno przebywać w domu, z mamą. I udało mi się ten model zrealizować, za co zawsze już będą wdzięczna, zarówno losowi jak i mężowi.

Mama wychowuje i pracuje

Jednak po trzech czy czterech latach przebywania non stop z maluchem u boku, nawet bardzo zaangażowana matka chętnie odsapnie. Zwłaszcza, jeśli przed odesłaniem malucha do placówki pojawia się kolejny, a potem następny… Ja w ten sposób spędziłam w domu osiemnaście lat z dziećmi młodszymi niż przedszkolne, próbując jednocześnie pracować zawodowo. Trochę to było karkołomne, ale w tamtym czasie nie widzieliśmy innej możliwości. Teraz zaś, gdy wszystkie dzieci znajdą się bezpiecznie w szkołach i przedszkolu, mogę przed południem w spokoju popracować, posprzątać czy ugotować, bez ciągłego odwracania uwagi. Po prostu w ciszy i skupieniu. Jako matka wielodzietna bardzo już tego potrzebuję.

Decyzje podjęte z ostrożnością

Jednak celem edukacji przedszkolnej jest przede wszystkim dobro dziecka. To ono staje w centrum naszych działań i jemu mamy zapewnić optymalne warunki. Optymalne, czyli takie, które dany przedszkolak jest w stanie przyjąć i z których będzie czerpał najwięcej korzyści. Dziecko jest delikatnym człowiekiem, łatwo je zrazić czy zniechęcić. Szkoda by było.

Generalnie więc wysłanie dziecka do przedszkola cechowało się u nas pewną ostrożnością. Żeby nie musiało iść zbyt wcześnie, żeby mogło tam przebywać tylko kilka godzin, a nie cały dzień.

Elastyczny model zadziałał

Starałam się unikać takiej presji, że ono musi iść, bo nie mam co z nim zrobić. Jeśli było chore, zmęczone, czy przeżywało trudny czas – po prostu zostawało w domu. Gdy jedno z dzieci nie odnajdywało się w grupie i miało problemy z przystosowaniem się, mogłam podjąć decyzję, że będę je odbierać wcześniej, tak aby więcej czasu spędzało z nami. I ten model zadziałał, ograniczona liczba godzin okazała się wystarczającą. Wiedząc, że chłopcy trochę później dojrzewają emocjonalnie do wejścia w dużą grupę, mogłam ich troszkę jeszcze w domu przetrzymać, tak aby poszli do przedszkola pewni, że chcą tam być. Tak się również składało, że zerówkę mogli odbywać w tym samym budynku i na przedszkolnych zasadach, więc do szkoły szli dopiero, gdy naprawdę do niej dorośli.

Chciałabym, żeby przedszkole wspominało się mile, jako wspaniały czas dobrej zabawy, a nie przymus i obowiązek, bo mama nie ma innego wyjścia. Dobrze byłoby przejść przez ten etap tak, żeby naprawdę wspominać go potem pozytywnie, a najbardziej wstrząsającym odkryciem dziecka w tym czasie okazało się to, że panie wychowawczynie nie lubią czekolady…

20 września przypada Ogólnopolski Dzień Przedszkolaka.

Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay.com

Baner790x105 Zakonczenie artykułu WERSJA 4