Nie przyjmują pokarmów, żeby wysłać jasny sygnał, że są przeciwko demoralizacji i wynarodowieniu polskiej szkoły oraz że stają w obronie polskich dzieci. Od 8 września 2026 roku w siedzibie  NSZZ „Solidarność” w Częstochowie protest głodowy prowadzą dwaj opozycjoniści z czasów PRL-u - Jan Karandziej oraz Stanisław Oroń.

Zaangażowani w walkę o to, żeby Polska była Polską

Obaj głodujący w Częstochowie zapisali piękne karty w walce o wolną Polskę.

71-letni Jan Karandziej był członkiem komitetu założycielskiego Wolnych Związków Zawodowych w Gdańsku. Następnie był uczestnikiem strajków Sierpnia'80 w Trójmieście, należał do „Solidarności”, a po wprowadzeniu stanu wojennego był internowany. Po opuszczenie zakładu odosobnienia został zmuszony do wyjazdu z Polski, do której powrócił w 1989 roku. Nadal jest zaangażowany w ważne społecznie sprawy, czego dał dowód między innymi w kwietniu i w maju 2012 roku, gdy wziął udział w ogólnopolskim proteście głodowym w obronie lekcji historii w szkołach. Przed niespełna dwoma laty, także w Częstochowie, podjął kolejną głodówkę, tym razem jako wyraz sprzewiwu wobec niesprawiedliwego i bezprawnego traktowania ks. Michała Olszewskiego oraz urzędniczek Ministerstwa Sprawiedliwości.

Jan Karandziej i Stanisław Oroń, opozycjoniści, w obronie polskich dzieci i przyszłych pokoleń


69-letni Stanisław Oroń w lipcu 1980 roku był członkiem Komitetu Strajkowego w Lokomotywowni Lublin i w tamtejszym węźle PKP. Był działaczem „Solidarności”, a po wprowadzeniu stanu wojennego był zaangażowany w podziemną działalność opozycyjną za co został zwolniony z pracy na kolei. Od kilkunastu lat należy do Organizacji Terenowej NSZZ „Solidarność” Emerytów i Rencistów Kolejowych w Lublinie, której dużą grupę stanowią uczestnicy strajku z 1980 roku. W 2024 roku głodował w Lublinie, stając po stronie przetrzymywanych w areszcie - ks. Michała Olszewskiego i pracowniczek resortu sprawiedliwości.

Głodówka w obronie polskiej szkoły i polskich dzieci

Obaj opozycjoniści z czasów PRL nie godzą się z działaniami Ministerstwa Edukacji Narodowej pod kierownictem Barbary Nowackiej.

Jan Karandziej tak napisał w odezwie, którą opublikował 8 września br, czyli w dniu rozpoczęcia akcji:  „Protest głodowy, który zdecydowałem się podjąć w obronie dzieci i młodzieży przed wprowadzanymi przez obecny rząd zmianami systemowymi w polskiej edukacji, jest moim sprzeciwem wobec świadomie podjętej, prawnie usankcjonowanej ich demoralizacji i wynarodowianiu. Wołające o pomstę do Nieba działania rządzącej koalicji godzą w tożsamość narodową, moralną i duchową młodego pokolenia Polaków, które w swym narodowym genotypie zakodowane ma wartości chrześcijańskie i patriotyczne... Moja głodówka jest krzykiem, którym mam nadzieję poruszyć polskie sumienia. Wołaniem o działanie. Tak rozumiem swój obowiązek, wobec przeszłych i przyszłych pokoleń, który podjąłem w latach 70 angażując się w działalność Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża. Obowiązek wobec Ojczyzny, przyjaciół z tamtych lat i moich wnuków. Brak sprzeciwu wobec zła jest na nie przyzwoleniem. Każdemu z nas dał Pan Bóg jakiś talent i siły, by go wykorzystać w dobrej sprawie. Czas sobie o tym przypomnieć.”.

Protest głodowy w obronie polskich dzieci

Głodujący w siedzibie częstochowskiej „Solidarności” przedstawili powody swojego protestu widzom telewizji wPolsce24.

- Nasz protest skierowany jest do Polaków, do tych od których zależy to, co się dzieje w Polsce. My próbujemy być tym głosem, który obudzi te sumienia i nie pozwoli na niszczenie Polski. Polska jest w takim stanie, że niestety musimy podjąć tą głodówkę, żeby cokolwiek zmienić. Rząd doprowadził do tego, że Polska zanika. Skoro się uderza w najmłodszych, w uczniów, w dzieci to nie wolno milczeć. Trzeba mówić, trzeba bronić, bo to jest taka potrzeba serca i konieczność - mówił Jan Karandziej.

A takie spojrzenie na kwestię protestu ma Stanisław Oroń: - Trzeba działać, trzeba dbać, walczyć o polskie dzieci, o nasze wnuki. Rząd nie rozumie chyba nic z tego, co ludzie mówią, nie słucha rodziców. Wszystko ustala rząd, zamiast rodzice ustalać z rodzicami. Trzeba coś z tym zrobić, więc postanowiliśmy z panem Janem, zaprotestować przeciwko temu. Może to się rozniesie dalej, może ktoś zobaczy, że są tacy ludzie i społeczeństwo. I Polska cała, która się nie godzi na takie traktowanie naszych dzieci - stwierdził.

Jak długo potrwa protest. Tyle ile będzie potrzeba - przyznał Jan Karandziej. - Będziemy walczyć do skutku. Nie sądzę, że dotrze to do tego rządu, bo wszystko wskazuje na to, że pomimo działań różnych organizacji i rodziców, którzy chcą dobra swoich dzieci, niestety przez tyle czasu nic z tym się nie stało. Oczywiście pewna presja była tego warta, bo zawieszono możliwość wychowania seksualnego, że nie jest obowiązkowe. Ale edukacja zdrowotna nadal funkcjonuje i tam są przekazywane szkodliwe kwestie. Zresztą sama edukacja idzie w złym kierunku, ten kurs wycinania lektur, wycinania wszystkiego, co polskie, co dobre, co katolickie. A protest niestety nie dociera do pani Nowackiej. Myślę, że ludzie wymuszą to, żeby pani Nowacka podała się do dymisji. A najlepiej cały rząd - zakończył inicjator protestu głodowego.

Obaj protestujący po kilku dniach nie przyjmowania pokarmów czują się dobrze, są pod stałą opieką i spożywają wodę w dowolnej ilości. Jan Karandziej i Stanisław Oroń zamierzają protestować aż do skutku.

Autor: Piotr Wojtowicz