Szczepienia dzieci to temat, który w ostatnim czasie rozgrzewa opinię publiczną do czerwoności. Głosy płynące zza oceanu, zapowiadające m.in. badanie szczepionek względem obojętnego placebo, czy kontrowersyjne decyzje polskich władz, dotyczące sztucznego uodpornienia na gruźlicę w pierwszej dobie życia – pomimo braku wykluczenia do tego momentu ciężkiego złożonego wrodzonego niedoboru odporności – sprawiają, że rodzice mają coraz więcej wątpliwości. Tymczasem za nami Europejski Tydzień Szczepień, w który włączyły się także niektóre polskie szkoły.

Europejski Tydzień Szczepień – profilaktyka zdrowotna czy darmowa reklama szczepienia przeciwko HPV i innych szczepień ochronnych?

Europejski Tydzień Szczepień obchodzony jest z inicjatywy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w europejskich krajach, należących do organizacji i w tym roku odbył się po raz 20 pod hasłem „Szczepienia chronią – zaufaj nauce!” od 19 do 25 kwietnia. Jak czytamy na rządowej podstronie Głównego Inspektoratu Sanitarnego, wydarzenie „Koncentruje się nie tylko na odporności biologicznej, ale również na odporności informacyjnej, czyli umiejętności rozpoznawania fałszywych informacji dotyczących zdrowia”. Możemy również dowiedzieć się stamtąd, że „Szczepienia ochronne są najskuteczniejszym sposobem zapobiegania chorobom zakaźnym i jednym z najważniejszych osiągnięć zdrowia publicznego”, a także, że „Z danych Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB oraz analiz międzynarodowych wynika, że w ciągu ostatnich 50 lat szczepienia uratowały ponad 154 miliony istnień ludzkich”.

Ta robiąca wrażenie liczba, która pojawia się również na plakatach reklamujących tegoroczny ETS, pochodzi z artykułu przygotowanego na zlecenie WHO i opublikowanego w prestiżowym czasopiśmie medycznym „The Lancet” w maju 2024 r. Autorzy pracy sięgnęli po narzędzia matematyczne i statystyczne, by oszacować wpływ 50 lat prowadzenia sztucznej immunizacji na 14 różnych chorób i wyliczyć liczbę zachorowań i zgonów, które miałyby miejsce, gdyby nie istniały i nie były stosowane uwzględnione w analizie szczepionki.

Promocja szczepionki HPV w ramach edukacji zdrowotnej

Kontrowersje wokół szczepionek. Czy Ministerstwo Zdrowia wie, co robi?

Szczepionki są produktami leczniczymi, które przed wprowadzeniem na rynek muszą uzyskać pozwolenie na dopuszczenie do obrotu. W Polsce zajmuje się tym Prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL), który decyzję podejmuje po ocenie stosunku korzyści do ryzyka i analizie dokumentacji danej szczepionki. Jednocześnie każdy preparat ma swoją charakterystykę produktu leczniczego (chpl), w której zapisane są zarówno wskazania, jak i przeciwwskazania do jego zastosowania, a ostateczną decyzję o możliwości zastosowania szczepionki u konkretnej osoby podejmuje lekarz po stosownym badaniu i wykluczeniu przeciwwskazań.

„Poza szczepionką przeciwko COVID, żadna ze szczepionek z zalecanego przez CDC harmonogramu szczepień dla dzieci nie została przetestowana w porównaniu z obojętnym placebo, co oznacza, że wiemy bardzo niewiele o rzeczywistych profilach ryzyka tych produktów” – brzmi fragment oświadczenia amerykańskiego HHS, czyli odpowiednika naszego Ministerstwa Zdrowia, pod zarządem Roberta F. Kennediego Jr. , który w 2025 r. ogłosił plany wprowadzenia takich badań.

W samej Polsce jednak również pojawiają się wątpliwości w kwestiach związanych ze sztuczną immunizacją. Zgłaszają je np. posłowie, tacy jak Grzegorz Płaczek, który dopytywał w Ministerstwie Zdrowia, czy posiada ono pełną dokumentację badań klinicznych szczepionek przeciwko HPV (wirusom brodawczaka ludzkiego odpowiedzialnym m.in. za zachorowania na raka szyjki macicy), skoro planuje wprowadzić je jako obowiązkowe w ramach programu szczepień. MZ odesłało posła do URPL, jednak okazało się, że ten urząd również rzeczonej dokumentacji nie posiada. Płaczek zwrócił się więc do Europejskiej Agencji Leków (EMA) z pytaniami o wakcynę przeciwko wirusowi HPV o nazwie Gardasil – jedną z dwóch stosowanych obecnie w Polsce. Jak podane jest w chpl produktu, w badaniach preparatu wzięło udział ponad 15 000 osób, co innego jednak wynika z odpowiedzi, jaką poseł otrzymał z EMA: „15 776 osób otrzymało jedynie co najmniej jedną dawkę (a nie wszystkie dawki), nie wszyscy ukończyli badania, nie wszyscy trafili do końcowych analiz skuteczności, a część uczestników wypadła w trakcie badań. W momencie dopuszczenia szczepionki do obrotu główne badania wciąż trwały, a na dzień dopuszczenia szczepionki do obrotu badania ukończyło nie ponad 15 tysięcy osób, ale... 1701”, napisał Grzegorz Płaczek na swojej stronie na portalu Facebook.

Tego rodzaju budzących wątpliwości sytuacji można przytoczyć znacznie więcej, więc trudno się dziwić, że społeczeństwo podchodzi do tematu sztucznego uodpornienia z rosnącym dystansem. 

Dieta planetarna w polskich szkołach już od 1 września.  Zwolennicy przekonują, że jest „dobra dla zdrowia i środowiska”
POLECAMY · ZdrowieDieta planetarna w polskich szkołach już od 1 września. Zwolennicy przekonują, że jest „dobra dla zdrowia i środowiska”

Od 1 września 2026 r. wchodzą w życie nowe zasady żywienia dzieci i młodzieży w szkołach i przedszkolach. W ramach wprowadzanej „diety planetarnej” przynajmniej raz w tygodniu na o

Czytaj dalej →

Promocja szczepionek w szkołach: edukacja zdrowotna i Europejski Tydzień Szczepień

Kontrowersje dotyczące szczepionek nie są proste do rozstrzygnięcia dla przeciętnego rodzica, jednak okazuje się, że próbuje się wciągnąć w nie także i dzieci. Tematyka szczepień w szkole podnoszona jest w ramach edukacji zdrowotnej, która – wprowadzona przez MEN pod rządami Barbary Nowackiej – ma być obowiązkowa już od 1 września 2026 r.; w rozporządzeniu ministra edukacji w sprawie podstawy programowej nowego przedmiotu (Dz. U. z 2025 r. poz. 378), w rozdziale KLASY IV–VI Dział II. Zdrowie fizyczne, mamy „Wymagania szczegółowe dotyczące wiedzy i umiejętności. Uczeń:” i dalej pkt. 7: „wyjaśnia, czym są szczepienia; wyjaśnia, dlaczego warto się szczepić”. Jest tu więc z góry założona teza, że warto się zaszczepić, czy jednak uwzględniono w tym podejściu np. osoby, które mają przeciwwskazania do szczepienia? Czy nauczyciele przekażą uczniom wiedzę, jak powinno wyglądać prawidłowe przeprowadzenie kwalifikacji do szczepienia u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej? Na te pytania – dotyczące konkretniej realizacji szczepień – w oparciu o samą tylko podstawę programową odpowiedzieć nie sposób.

Polskie Forum Rodziców

Europejski Tydzień Szczepień zawitał również do niektórych szkół. Spośród 15 placówek, które odpowiedziały na nasze zapytanie, 12 zamieszczało na swoich stronach internetowych i niekiedy w social mediach materiały dotyczące Europejskiego Tygodnia Szczepień; część szkół przyznała, że materiały otrzymała od lokalnego oddziału Sanepidu. Oprócz tego w jednej z placówek były broszury dla rodziców, inna przesłała rodzicom materiały przez dziennik elektroniczny; w kolejnej była tematyczna gazetka ścienna czy plakat na ścianie, a w jednej ze szkół nauczyciele otrzymali materiały z możliwością wykorzystania ich podczas lekcji. Inna z placówek zdecydowała się Europejski Tydzień Szczepień z rozmachem, bo odbyły się tam prelekcje i rozmowy z zaproszonymi specjalistami, a uczniowie mieli do dyspozycji także stoisko z materiałami edukacyjnymi na temat szczepień, czym szkoła pochwaliła się także na swojej stronie internetowej. Zorganizowane przez szkołę wydarzenia nie były dla uczniów obowiązkowe, a ich uczestnicy zostali poinformowani, że szczepienie to zabieg medyczny, mający swoje wskazania i przeciwwskazania i niosący ze sobą określone ryzyko powikłań. Szkoła nie uprzedziła jednak wcześniej rodziców uczniów, że takie wydarzenie jest planowane.

Jeszcze inna placówka wykorzystała materiały o ETS otrzymane od lokalnego Sanepidu podczas lekcji biologii; jak przekazała nam dyrekcja, rodzice uczniów otrzymali materiały, z których korzystał nauczyciel, i nikt z nich nie zgłosił sprzeciwu. Uczniowie podczas zajęć zostali poinformowani, że szczepienie to zabieg medyczny, mający swoje wskazania i przeciwwskazania i niosący ze sobą określone ryzyko powikłań.

Kolejną szkołę odwiedził przedstawiciel lokalnego Sanepidu, który przeprowadził pogadankę z jedną z klas podczas lekcji wychowawczej. Uczniowie podczas tych zajęć zostali poinformowani, że szczepienie to zabieg medyczny, mający swoje wskazania i przeciwwskazania i niosący ze sobą określone ryzyko powikłań; rodzice uczniów nie zostali poinformowani, że takie zajęcia są w szkole planowane.

szczepienie dzieci

Co z prawem i wolnością rodziców?

O komentarz do tej sytuacji poprosiliśmy radcę prawnego Marka Puzio, starszego analityka Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. Zwrócił on uwagę na to, że zgodnie z prawem oświatowym działalności informacyjnej na temat szczepień nie powinni prowadzić w szkołach przedstawiciele producentów szczepionek; jeśli chce to robić inna organizacja, np. fundacja, musi ona posiadać odpowiednie cele statutowe, a także otrzymać pozytywną opinię rady szkoły (lub placówki) i rady rodziców.
Ratio legis tego przepisu – które należy upatrywać w poszanowaniu praw rodziców oraz zapewnieniu spójności każdej aktywności zewnętrznej z programem wychowawczo-profilaktycznym szkoły, uchwalanym przecież przez radę rodziców w porozumieniu z radą pedagogiczną szkoły – przemawia za tym, aby objąć nim wszelkie podmioty spoza szkoły, w tym również organy władzy publicznej, do których należą organy Państwowej Inspekcji
Sanitarnej", wyjaśnił prawnik.
Jednocześnie prawo farmaceutyczne zakazuje kierowania reklamy produktów leczniczych do dzieci; Marek Puzio zaznacza, że przepis ten (art. 53 ust. 3) ma pierwszeństwo przed wyjątkiem, który pozwala na reklamowanie szczepień ochronnych (art. 57 ust. 2).

To wszystko prowadzi do pytania o definicję „reklamy”, gdyż w tego rodzaju sytuacjach pojawia się często argument, że kampanie proszczepionkowe mają charakter tylko informacyjny. „Nie uważam, aby warunkiem
sine qua non zakwalifikowania danego działania jako reklamy musiało być podanie wprost nazwy konkretnego produktu, szczególnie gdy na rynku dostępna jest ograniczona liczba producentów danego rodzaju produktu" – ocenił Marek Puzio. Zdaniem prawnika z prawa farmaceutycznego wynika, że kluczowy jest „zamiar (cel) i skutek, jaki ma wywołać dany komunikat, a nie obecność konkretnej nazwy handlowej. Ponadto art. 52 ust. 3 pkt 5 ustawy wyraźnie stanowi, że za reklamę nie uważa się informacji o zdrowiu lub chorobach, ale tylko pod warunkiem, że nie odnoszą się one 'nawet pośrednio do produktów leczniczych'. Wynika z tego, że jeśli komunikat o chorobie jest skonstruowany tak, aby nasunąć odbiorcy na myśl konkretne rozwiązanie farmaceutyczne (mimo braku podania jego nazwy), może on zostać zakwalifikowany jako reklama".

Ważne jest tu także rozstrzygnięcie Naczelnego Sądu Administracyjnego (wyrok z dnia 9 stycznia 2025 r. II GSK 1420/21), na które zwraca uwagę specjalista Ordo Iuris. „Każda reklama jest jednocześnie informacją, ale nie każda informacja jest reklamą", brzmi fragment wyroku przytoczony przez Marka Puzio. „O ile
informacja stanowi prosty i obojętny w swej treści oraz formie przekaz, który jest pozbawiony cech oddziaływania mającego nakłaniać do dokonania zakupu i z tego punktu widzenia jest neutralny, albowiem ma on dostarczać (wyłącznie) danych o towarze czy też usłudze, to reklama – także będąca, jak wskazano, źródłem informacji – zawiera już jednak element perswazji, a więc element ukierunkowany na realizację określonego celu, a mianowicie wywołania zachęty do nabycia towaru lub usługi. O jego istnieniu można i należy wnioskować na podstawie treści przekazu, jego języka oraz formy, wykorzystywanego nośnika, a także, co jest nie mniej istotne, kontekstu danego przekazu".
„Niezależnie od tego należy jednak zadać pytanie, czy nawet w sytuacji, w której kampania informacyjna na temat szczepień nie byłaby zakwalifikowana jako reklama produktu leczniczego, ale działanie o charakterze wyłącznie informacyjnym – to w kontekście tego, że poddanie dziecka szczepieniom (poprzedzonym lekarskim badaniem wykluczającym
przeciwwskazania) zależy od zgody rodzica – słusznym jest kierowanie do dziecka przekazu o potrzebie i zasadności szczepień" – tłumaczy prawnik. „W moim przekonaniu wszelkie materiały, nie tylko reklamowe, ale również informacyjne o szczepionkach powinny być adresowane wyłącznie do rodziców lub opiekunów prawnych, jako że to oni są odpowiedzialni za decyzję co do poddania dziecka szczepieniu, ewentualnie do małoletnich, którzy ukończyli 16 lat", podkreśla Marek Puzio dodając, że granica 16 lat, w kontekście prawa do uzyskania informacji lub wyrażenia zgody na udzielenie świadczeń zdrowotnych, występuje
m.in. w ustawie o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta.


***

W polskich szkołach jest więc, jak się okazuje, miejsce na promocję szczepień. Czy jednak jest tam jeszcze miejsce na przekazywanie wiedzy, czy jest miejsce na przestrzeganie prawa?

Fotografie: Canva.com

Polskie Forum Rodziców