Czego dzieci nauczą się na języku polskim w klasie 4? Rodzicielska recenzja „kompasowego” podręcznika
Od 1 września 2026 r. m.in. w klasach 4 szkół podstawowych obowiązują nowe podstawy programowe w ramach Reformy26. Kompas Jutra. W szkole mojego czwartoklasisty wybór padł m.in. na podręcznik do języka polskiego zatytułowany „Moim zdaniem”. Jest to nowa książka, używana w tym roku po raz pierwszy, i zgodna z nową podstawą programową. Co znajdziemy w jej wnętrzu?
- Od września 2026 roku obowiązują nowe podstawy programowe Reformy26, w tym dla klasy 4.
- Podręcznik 'Moim zdaniem' GWO pomija naukę słowników i zmienia treści historyczne.
- Autorka krytykuje infantylizację: wycinanie, wklejanie oraz zadania psychologiczne zamiast wiedzy.
- Podręcznik akcentuje 'moje zdanie' dzieci zamiast kultury języka i gramatyki.
- Brakuje omawiania obowiązków dziecka, podkreślane są tylko jego prawa.
Od 1 września 2026 r. m.in. w klasach 4 szkół podstawowych obowiązują nowe podstawy programowe w ramach Reformy26. Kompas Jutra. W szkole mojego czwartoklasisty wybór padł m.in. na podręcznik do języka polskiego zatytułowany „Moim zdaniem”. Jest to nowa książka, używana w tym roku po raz pierwszy, i zgodna z nową podstawą programową. Co znajdziemy w jej wnętrzu?
Teoria i praktyka, czyli jak okrojona podstawa programowa przekłada się na podręcznik
O okrojeniu podstaw programowych, w tym tej do języka polskiego, pisaliśmy na naszych łamach wielokrotnie. Podstawa programowa to jednak tylko pewnego rodzaju trzon, w oparciu o który układa się już konkretny program nauczania i tworzy do niego podręczniki. „Moim zdaniem. Język polski 4. Podręcznik dla klasy czwartej szkoły podstawowej” wydany przez Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe (GWO), to książka napisana do pasującego programu o tym samym tytule. Autorkami podręcznika i dołączonego do nich zeszytu ćwiczeń są Ewa Kędzior, Małgorzata Solarska i Irmina Żarska; jest to jeden z pięciu podręczników dopuszczonych dla zreformowanej klasy 4 i jeden z dwóch wydanych przez GWO.
Jeśli porównać go chociażby z podręcznikiem z 2017 r., napisanym przez Hannę Dobrowolską, ekspertkę KROPS, i jej córkę Urszulę Dobrowolską „Jutro pójdę w świat”, można zauważyć, że kompasowy podręcznik pomija np. naukę stosownego przedstawiania się czy korzystania z różnego rodzaju słowników, inaczej brzmi też legenda o Piaście i Ziemowicie zaprezentowana w obu podręcznikach. W „Jutro pójdę w świat” obcy przybysze, którzy trafili na postrzyżyny Ziemowita, pobłogosławili chłopca w imię Boga, udzielając mu chrztu w wierze chrześcijańskiej; w nowej książce legenda jest przedstawiona w postaci komiksu, w którym znajdziemy tylko informację, że „Jeden z wędrowców wykonał tajemniczy znak nad głową chłopca”.
W podręczniku z 2017 roku panie Dobrowolskie piszą także o Adamie Mickiewiczu czy Julianie Tuwimie, krótko przedstawiając ich życiorysy i wyliczając najważniejsze utwory; w nowym podręczniku przytaczane są inne opowiadania, często osób szerzej nieznanych, z Polski i zagranicy, także opatrzone każdorazowo krótką notką o ich autorze.
W „Jutro pójdę w świat” znajdziemy także m.in. rozdziały o rodzinie czy o kalendarzu, a w nim informacje o świętach takich, jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc, Święto Konstytucji 3 Maja i Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. W nowej książce dowiemy się zamiast tego, jak Chińczycy obchodzą urodziny i jak urządzona jest japońska szkoła.
Ideologia na kartach podręcznika, czyli co jest, a czego być nie powinno
Czerwone światło zapaliło się mi już w chwili, w której podręcznik wzięłam do ręki po raz pierwszy. „Moim zdaniem”. Czy to „moje zdanie” jest najważniejszą rzeczą, którą dzieci powinny wynieść ze szkolnej nauki języka polskiego? Jakie „swoje zdanie” mogą mieć 10-latkowie na temat klasyków polskiej literatury omawianej podczas lekcji? A nie, przepraszam, wróć - tego się już praktycznie nie omawia. Więc może „swoje zdanie” na temat ortografii albo gramatyki? Kultury języka? Ktoś powie - to tylko tytuł. Każdy jednak, kto ma z książkami trochę więcej do czynienia wie, jak ważny jest właśnie tytuł. To pewna synteza treści książki, nastawiająca na odpowiedni odbiór, i pierwsze hasło reklamowe publikacji. A więc - „Moim zdaniem”. Zdaniem dziesięciolatka. To ma nas prowadzić przez lekcje języka polskiego, jednego z najważniejszych przedmiotów szkolnych.
Idźmy jednak dalej. Już w pierwszych dniach zajęć otrzymaliśmy wiadomość od polonisty. Prosił, aby dzieci korzystały z zeszytu A4, czyli wielkości bloku rysunkowego. Zeszyt normalny formatu A5 się nie sprawdzi, bo… w ćwiczeniach jest dużo zadań, które polegają na wycinaniu i wklejaniu do zeszytu. Na języku polskim w klasie 4 - na początku drugiego etapu edukacyjnego, gdy miało być już poważnie i na serio. A tu znowu - infantylizacja i wieczna zabawa.
Od pierwszego rozdziału dzieciom towarzyszy z komentarzami tematycznymi profesorka Frazea. Tak, dokładnie, nie profesor tylko profesorka, feminatyw, który nadal dla wielu brzmi sztucznie i nierzadko kontrowersyjnie; a przecież prawo o szkolnictwie wyższym rozstrzyga tą kwestię jednoznacznie - otrzymać można tytuł profesora, żadnych profesorek w ustawie nie ma. Dzieci jednak prawa nie znają, bo są dziećmi. A czym skorupka za młodu…
Jeden z pierwszych rozdziałów zatytułowany został „Być sobą, czyli kim?”. Pyta on dzieci m.in. o pierwsze myśli po przebudzeniu, o to, co najbardziej w sobie lubią; inny nosi tytuł „Dlaczego warto być sobą?” i wchodzi m.in. w kwestie właściwie psychologiczne dotyczące tego, jak opinia innych wpływa na samopoczucie dziecka. A więc psychologizacja szkoły - na całego.
Niektóre z rozdziałów podręcznika „ozdobione” zostały bohomazem przedstawiającym trójokiego stwora, który pojawia się również w zeszycie ćwiczeń. W książce są też rysunki klasyczne, ładne, ale po co dodawać coś, co zdecydowanie kojarzy się z kiczem i brzydotą?
W podręczniku pojawiają się również dwa rozdziały mówiące o prawach dziecka, nie ma jednak w nich mowy o obowiązkach, które zawsze prawom towarzyszą. Uczniowie mają też polecenie sprawdzić, jak nazywa się aktualny Rzecznik Praw Dziecka i jak można się z nim skontaktować. Oczywiście podręcznik nie jest pisany pod wpływem chwili i nie jest pisany na chwilę, jednak czytając to polecenie trudno nie pomyśleć o ostatnich aferach z udziałem obecnej RPD Moniki Horny-Cieślak. Co stanie się, jeśli dziecko, pod wpływem treści przerabianych na lekcji, zwróci się do kogoś takiego o ochronę przed rodzicami, którzy pilnują szkolnej nauki, zabronią grania na komputerze za złą ocenę czy każą posprzątać pokój?
Jeden z dalszych rozdziałów zatytułowany jest „Czy w muzeum musi być nudno?”. Oczywiście próbuje on przekonać dzieci, że nie, ale w czym ma pomóc tytułowe skojarzenie? Czy nie korzystniej byloby nazwać dział na przykład: Najciekawsze muzeum, jakie widziałem/widziałam? Sposób sformułowania pytania przecież kierunkuje już odpowiedź.
W „Moim zdaniem” znajdziemy także rozdziały poświęcone rozpoznawaniu fake newsów, bezpieczeństwu kontaktów w sieci, hejtowi oraz historię znaku @. Może to i przydatne informacje, ale czy na pewno są one związane z językiem polskim? Wszak o bezpieczeństwie w sieci miało być przecież na edukacji zdrowotnej, która przecież z tego powodu była tak ważna i tak konieczna, a tutaj te poboczne wątki zajmują miejsce prawdziwej literatury i szlifowania językowych umiejętności. Nie wspominając już o tym, że przecież nie każdy czwartoklasista surfuje w sieci aż w takim zakresie; za moim oknem wciąż jeszcze regularnie słychać bawiące się na boisku dzieci, więc wiem, o czym piszę.
Pod koniec podręcznika pojawiają się rozdziały dotyczące tzw. różnorodności. Pojawiają się tam pytania o to, co znaczy „normalny”, co dzieci mają na lekcji przedyskutować między sobą. Są także opowiadania oswajające zachowania dzieci kojarzące się z ADHD czy autyzmem i opowiadanie o dziecku poruszającym się na wózku inwalidzkim opisane hasłem „dlaczego warto oprzeć się rówieśniczej presji?”; jest też rozdział poświęcony… dysleksji. A więc psychologizacja i konieczność udzielania wsparcia każdemu i na każdym kroku wepchnęła się nawet na karty podręcznika do języka polskiego, zajmując miejsce literatury, gramatyki, ortografii…
***
Z jednej strony nie jestem zdziwiona, eksperci przecież ostrzegali. Z drugiej jednak strony zderzenie z praktyką, nawet przy znajomości teorii, wciąż bywa bolesne.
- Dieta w szkole - dzieci jedzą MNIEJ, czy Rzecznik Praw dziecka będzie odwołana, zadania domowe
- „Edukacja, integracja, dobrostan”. Jak do polskiej, przyjaznej szkoły są „włączane” dzieci i młodzież - uchodźcy i imigranci?
- AI wchodzi na lekcje matematyki. Czy rodzice wiedzą, że ich dzieci mogą brać udział w eksperymencie?


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.