Edukacja czy inżynieria społeczna? Co kryje się za programem „Przyjazna szkoła”?
Rządowy program „Przyjazna szkoła” właśnie nabiera wiatru w żagle. Gdy szkoła wpuszcza do siebie zewnętrzne podmioty, dyrektor może stracić nad nimi pełny nadzór, a wprowadzanie ideologicznych treści staje się dużo łatwiejsze. Grozi to brakiem weryfikacji kadr, omijaniem naszej rodzicielskiej zgody oraz ukrywaniem materiałów edukacyjnych.
- Program 'Przyjazna szkoła' wprowadza do szkół zewnętrzne organizacje NGO bez pełnej kontroli dyrektora.
- Do szkół wchodzą organizacje promujące światopoglądy ideologiczne niezgodne z celami państwowej oświaty.
- Fundacje ukraińskie operujące w programie mogą tworzyć izolowane społeczności zamiast integracji uczniów.
- Asystenci międzykulturowi mają bezpośredni dostęp do dzieci bez wystarczającej weryfikacji kadr.
- Główne działania programu rozpoczynają się w 2026 roku, zagrażając spójności procesu wychowawczego.
Rządowy program „Przyjazna szkoła” właśnie nabiera wiatru w żagle. To moment, by uzbroić się w wiedzę i trzymać rękę na pulsie. Gdy szkoła wpuszcza do siebie zewnętrzne podmioty, dyrektor może stracić nad nimi pełny nadzór, a wprowadzanie ideologicznych treści staje się dużo łatwiejsze. Grozi to brakiem weryfikacji kadr, omijaniem naszej rodzicielskiej zgody, ukrywaniem materiałów edukacyjnych oraz narzucaniem nieznanych treści przez zewnętrzne organizacje NGO.
W polskich szkołach trwa realizacja rządowego programu wyrównywania szans edukacyjnych dzieci i młodzieży „Przyjazna szkoła” na lata 2025–2027. W wielu województwach 2025 rok miał charakter wyłącznie przygotowawczy, dlatego realne działania ruszyły z pełną mocą w tym roku. Głównym celem programu miała być pomoc uczniom z Ukrainy, ale jego realne skutki odczują polscy uczniowie, nauczyciele i rodzice. To, co nazywano zwykłym wsparciem, w praktyce wywraca system do góry nogami. Trwale przekształca szkołę, która przecież w pierwszej kolejności ma służyć wspólnocie i budowaniu tożsamości gospodarzy.
Kogo wpuszczamy do szkół?
Program podzielono na trzy moduły: 1). dofinansowanie zatrudnienia asystentów, 2). dbałość o dobrostan społeczności oraz 3). doskonalenie kadr oświaty. Największy niepokój budzi moduł drugi, w którym do szkół wkraczają przedstawiciele organizacji pozarządowych.
W 2025 r. – jak czytamy w „Sprawozdaniu rocznym za 2025 r. Koordynatora Programu rządowego programu Przyjazna Szkoła” – wyłoniono 17 fundacji, instytutów i stowarzyszeń, którym powierzono rolę operatorów wojewódzkich. Wśród nich znalazły się organizacje całkowicie niekompatybilne z celami działań państwowej oświaty.
W województwie lubelskim wybrano Stowarzyszenie Homo Faber, którego deklarowana wizja wprost odnosi się do praw człowieka bez względu m.in. na „światopogląd, religię, orientację psychoseksualną”. Rzecz jasna, nikt w szkole nie odmawia szacunku osobom o innych przekonaniach czy orientacjach. Problem polega na tym, że w działalności aktywistów te pozornie neutralne hasła zbyt często stają się narzędziem ideologicznego nacisku, służącym do wymuszania określonego języka, blokowania możliwości nazywania faktów po imieniu i budowania światopoglądowej dominacji. Choć dokumenty z programu wprost nie dowodzą promowania takiej agendy na lekcjach, to potencjał przemycania takich treści przez oddelegowanych z NGO edukatorów jest duży.
W województwie mazowieckim operatorem jest m.in. Polskie Forum Migracyjne – wysoce problematyczne z uwagi na szerokie rozumienie różnorodności. Określa ono swój cel jako: „tworzenie przestrzeni do budowania w Polsce społeczeństwa szanującego różnorodność kulturową, religijną, światopoglądową”. Oznacza to, że organizacja nie ogranicza się do pomocy migrantom w sprawach bytowych czy prawnych, ale aktywnie pracuje na rzecz kształtowania określonego modelu społeczeństwa – otwartego na różnorodność światopoglądową i tożsamościową, w tym orientację seksualną.
Niejasna edukacja emocjonalna i narodowościowe bańki w murach polskiej szkoły
W Małopolsce działa Niezależny Instytut Edukacji Emocjonalnej, propagujący autorską „systemową edukację emocjonalną”, co grozi trwałym wniknięciem w model wychowawczy szkół. Ryzyko to potęguje fakt, że na publicznie dostępnych stronach brak pełnego, szczegółowego opisu tej metody, np. podręcznika czy programu nauczania krok po kroku.
Na Podkarpaciu operatorem został Związek Ukraińców w Polsce, który za swoją misję jawnie uznaje „wychowywanie kolejnych pokoleń Ukraińców w Polsce”, co bezwzględnie wymaga jasnego rozgraniczenia między edukacją kulturową a bezpośrednim wpływem wychowawczym.
Trend oddawania części zadań wychowawczych podmiotom skupionym na odrębności narodowej widać szerzej. Na Mazowszu do szkół weszła – jako jedna z instytucji tworzących wojewódzkiego operatora – Fundacja „Ukraiński Dom”. Jej deklarowana koncentracja na zachowaniu ukraińskiej tożsamości rodzi uzasadnione obawy o to, czy zamiast faktycznej asymilacji, w publicznej placówce nie będzie tworzony równoległy, zamknięty obieg kulturowy, dzielący uczniów. Podobny schemat pojawia się na Dolnym Śląsku, gdzie liderem całego projektu została Fundacja Ukraina. Organizacja ta używa mocno aktywistycznego języka, stawiając sobie za cel „zmienianie świata” i wychowywanie „świadomych ludzi”. Dodatkowo Fundacja prowadzi projekt „@nclusion” skierowany do migrantów LGBTQI+, którego celem jest wspieranie integracji osób o różnych tożsamościach i orientacjach na poziomie lokalnym: „Projekt ‘Fostering Inclusion of LGBTQI+ Migrants at Local Level’ to odpowiedź na potrzebę wsparcia jednej z najbardziej wrażliwych grup społecznych. Dążymy do stworzenia świata, w którym każdy – niezależnie od swojej tożsamości – czuje się akceptowany i ma równe szanse na sukces” – czytamy na ich stronie.
Gdy dodamy do tego działającą w Wielkopolsce Fundację Leszno dla Ukrainy – wyłania się spójny, niepokojący obraz. Polska szkoła publiczna, zlecając pracę z dziećmi organizacjom stricte migracyjnym i narodowościowym, ryzykuje utratę swojego uniwersalnego, integrującego charakteru na rzecz budowania odizolowanych, obcojęzycznych baniek.
Tak wygląda sytuacja według raportu podsumowującego zaledwie 2025 rok. To jednak dopiero cisza przed burzą. Pełnia bezpośrednich działań z młodzieżą przypadają na rok 2026. Mając pełną świadomość, kogo państwo dopuściło do edukowania dzieci, ten fakt rodzi dziś potężne obawy.
Asystenci, czyli z kim jeszcze dzieci mają kontakt?
Zagrożenie dla spójności procesu wychowawczego nie płynie jednak wyłącznie z faktu wpuszczania do placówek zewnętrznych fundacji NGO. Poważne luki widać również w strukturach wewnątrzszkolnych. W ramach pierwszego modułu programu „Przyjazna szkoła” bezpośredni dostęp do naszych dzieci uzyskują asystenci międzykulturowi. Choć ich głównym zadaniem jest diagnoza szoku kulturowego i codzienne wsparcie obcokrajowców, głęboko niepokoi fakt, że ten wrażliwy obszar powierza się osobom z zewnątrz, a nie zaufanym szkolnym pedagogom czy psychologom. Sytuację pogarsza znowelizowana ustawa, zwalniająca zatrudnianych na etat asystentów z obowiązku dokumentowania znajomości języka polskiego. W efekcie polska szkoła – wpuszczając do klas niesprawdzonych, obcojęzycznych dorosłych i otwierając drzwi dla ideologicznych stowarzyszeń – staje się obcą przestrzenią interkulturową, tracąc swój charakter miejsca formacji narodowej.
Niedookreślone pojęcia jako wytrych
Kolejnym poważnym zagrożeniem ujawnionym w sprawozdaniu jest systematyczne posługiwanie się przez wszystkie podmioty programu – od Ministerstwa Edukacji Narodowej, przez Instytut Badań Edukacyjnych – Państwowy Instytut Badawczy (IBE-PIB) i Ośrodek Rozwoju Edukacji (ORE), aż po organizacje pozarządowe będące operatorami wojewódzkimi – skrajnie ogólnikowymi hasłami, takimi jak: „dobrostan społeczności szkolnej”, „włączenie”, „wrażliwość kulturowa”, „samoregulacja” czy „edukacja emocjonalno-społeczna”. Zamiast konkretnych definicji operacyjnych, programów nauczania czy podręczników, mamy do czynienia z wieloznacznymi pojęciami, które dają ogromną przestrzeń interpretacyjną wykonawcom. Wprowadzanie do szkół zajęć opartych na „dobrostanach”, nienazwanej integracji i szerokiej edukacji emocjonalnej budzi uzasadnione obawy o to, w jaki sposób zewnętrzni edukatorzy – często organizacje o wyraźnych misjach światopoglądowych – będą kształtować psychikę dzieci. Pozwalają one na wprowadzanie do szkół własnych definicji tych terminów i przenoszenie na zajęcia własnych wartości. W efekcie inicjatywy i treści ideologiczne mogą być wsączane do głów uczniów pod pretekstem neutralnej edukacji emocjonalno-społecznej, przy braku publicznie dostępnych scenariuszy, pełnych opisów metod i jasnych procedur zgody i kontroli rodziców.

Co rodzice powinni natychmiast robić?
Rodzice mają konstytucyjne prawo chronić własne dzieci (art. 48 Konstytucji RP). Aby ograniczyć ryzyko związane z programem „Przyjazna szkoła”, powinni w formie pisemnej żądać od dyrektora szkoły:
Udostępnienia do wglądu umowy lub porozumienia placówki z operatorem NGO.
Podania pełnych danych, nazwisk i kwalifikacji zawodowych osób prowadzących zajęcia.
Przekazania do analizy wszystkich scenariuszy, regulaminów i materiałów przeznaczonych dla dzieci.
Wyraźnego zapewnienia, że udział w spotkaniach jest dobrowolny oraz przekazania wzoru pisemnej zgody rodzica przed podjęciem jakichkolwiek działań z dzieckiem.
Potwierdzenia, że każda osoba wchodząca do szkoły została zweryfikowana w Rejestrze Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym.
Potwierdzenia, że wprowadzane działania nie modyfikują szkolnego programu wychowawczo-profilaktycznego bez zgody rady rodziców – to ona bowiem uchwala ten program w porozumieniu z radą pedagogiczną (art. 84 ust. 2 pkt 1 Prawa oświatowego).
Komu rząd oddaje polskie szkoły?
Polski rząd w ramach realizowanych w polskich szkołach działań przesuwa decyzyjność z dedykowanych, państwowych podmiotów edukacyjnych na zewnętrzne, niesprawdzone fundacje i stowarzyszenia. Stwarza to zagrożenia: utratę kontroli dyrekcji, zepchnięcie na margines rodziców, formatowanie światopoglądowe pod pozorem profilaktyki oraz oddanie dzieci w ręce osób bez kierunkowych uprawnień. Czy polska szkoła pozostanie bezpiecznym miejscem narodowego kształcenia, czy ostatecznie stanie się strefą zysku i inżynierii społecznej dla obcych organizacji, za którą wszyscy płacimy publicznymi pieniędzmi?
Dorota Niedźwiecka
- Promocja szczepień w polskich szkołach nie tylko na edukacji zdrowotnej. Młodzież ma „zaufać nauce” – czy to przygotowanie do obowiązkowego szczepienia przeciw HPV?
- Dawni opozycjoniści głodują w obronie polskiej szkoły
- AI wchodzi na lekcje matematyki. Czy rodzice wiedzą, że ich dzieci mogą brać udział w eksperymencie?


Komentarze
Napisz komentarz
Komentarze są moderowane — Twój wpis pojawi się po zatwierdzeniu przez redakcję.