Człowiek z natury jest istotą religijną, a ujmując to szerzej – człowiek musi mieć jakąś ideę, jakiś system wartości, coś większego, niż on sam, w co wierzy i czym kieruje się w życiu, zwłaszcza w sytuacjach, w których jasne reguły postępowania opisane krok po kroku nie istnieją. Dziś kładzie się nacisk na „neutralność” i „świeckość” i taka też ma być polska szkoła. Czy jednak tak jest rzeczywiście?

Religia znika, spychana na margines. Czy sprawia to, że szkoła jest neutralna?

Rządząca obecnie koalicja chwali się zmniejszeniem liczby godzin religii w szkole do jednej tygodniowo. Jeszcze kilka miesięcy temu trwała o to batalia, teraz sprawa ucichła i wszyscy się przyzwyczaili. I tak już zapewne zostanie, być może aż do chwili, w której i ta jedna godzina zacznie komuś przeszkadzać.

Wszystko to w imię „neutralności”, „laickości” czy „świeckości” szkoły. Pojęcia „świeckość” czy „laickość” używane są w kontrze do religii, czyli wiary, wyznania, przynależności religijnej i tego, czy elementy religii – choćby tylko jej pryncypia – będą obecne w szkole. „Neutralność” można potraktować szerzej: jako brak wyboru. Jednak można dostrzec tu sprzeczność: „laickość” nie jest „neutralnością”, gdyż jest wyborem – wyborem polegającym na odrzuceniu religii, na usunięciu jej z jakiegoś obszaru, w tym przypadku szkoły; jest więc działaniem przeciwko religii, a więc nie jest czymś neutralnym, bo nie jest brakiem wyboru, tylko jego dokonaniem.

Czym zatem byłaby autentyczna „neutralność” religijna w przypadku szkoły i czy jest ona w ogóle możliwa? Być może byłoby to niezajmowanie stanowiska przez dyrektora, kuratora i ministra, czyli pozwolenie każdemu nauczycielowi na przekazywanie wartości zgodnych z jego własnym światopoglądem. Nauczyciel-katolik mógłby uczyć dzieci według moralności własnej religii, a nauczyciel-ateista według tego, co sam wyznaje. Oczywiście to tylko rozważania teoretyczne, skupiające się na „neutralności”, a nie na rozwiązaniu najlepszym.

religia znika z szkół

Jaką „religię” wyznaje dziś szkoła i czy to jest to, czego pragną rodzice? 

Podczas dyskusji o ograniczeniu lekcji religii pojawiły się głosy, że powinno się wprowadzić obowiązkowy wybór między religią a etyką, pomysł ten jednak nie doszedł do skutku. Można jednak rozumieć to jako próbę wprowadzenia konieczności wyboru między znanymi nam systemami wartości – katolickim, innym religijnym, czy też wynikającym z prawa naturalnego.

Wprowadzono jednak obowiązkową edukację zdrowotną, co rozgrzało opinię publiczną do czerwoności. Wśród wielu zarzutów, które podnoszono wobec nowego przedmiotu, pojawił się i ten, że promuje on zdrowie jako wartość nadrzędną. Oczywiście, zdrowie jest ważne, ale czy jest najważniejsze? Jeśli źle umiejscowimy zdrowie na liście wartości społeczeństwa, to może okazać się, że nie tylko katastrofa demograficzna będzie jeszcze większa (ciąża i okres niemowlęcy dziecka to wszak ogromny wysiłek dla organizmu przede wszystkim matki), ale że również zabraknie nam żołnierzy, strażaków czy policjantów, bo kto będzie ryzykował swoje zdrowie – najwyższą wartość – wchodząc do płonącego budynku i ratując poszkodowanych czy broniąc granic przed nielegalnymi imigrantami z bronią w ręku?

Idąc dalej – wiele głosów zwraca dzisiaj uwagę na psychologizację szkoły. Konkretne dziecko ma problem? Psycholog. Dzieci się kłócą i przezywają? Psycholog. Hejt? Psycholog. Problemy z integracją dzieci z innych kultur, niepełnosprawnych? Psycholog. Nożownik w szkole, w telewizji, próbny alarm ewakuacyjny? Psycholog.

Czy nie jest to wręcz podejście magiczne? Przecież zapominamy na co dzień, że psychologia to różne nurty, różne koncepcje i podejścia. Jedne mogą się sprawdzić w danej sytuacji, a inne nie. Dalej: konkretna osoba z dyplomem psychologa mogła wiedzę opanować lepiej lub gorzej, może być psychologiem lepszym lub gorszym, ale kto dzisiaj zwraca na to uwagę? Kto powie: trzeba dzieciom znaleźć dobrego, skutecznego psychologa? Kto pyta o poleconego, sprawdzonego specjalistę? Nie spotkałam się z czymś takim. Zawsze jest to po prostu psycholog. Zupełnie jakby zdobycie takiego dyplomu czyniło z człowieka czysty ideał, który jest w stanie wznieść się ponad własne uprzedzenia, wady, poglądy, emocje, i niczym superman poradzić sobie z każdym problemem, z jakim się do niego zwrócimy.

psycholog szkolny

Skąd się wzięło to podejście? Nie wzięło się ono z próżni, nadal uważam, że jest to czysty mechanizm zastąpienia. Bo przecież jest taki specjalista, który niezależnie od swoich wad, braków w wiedzy, w empatii czy w komunikacji jest w stanie pomóc zawsze. Tylko tego specjalistę właśnie ze szkół wyrzucamy, właśnie się przyzwyczailiśmy, że dla naszych dzieci ma tylko jedną godzinę w tygodniu. Tak, mówię o księdzu katolickim. Dlaczego? Dlatego, że działa on, naucza i udziela sakramentów nie swoją mocą, ale mocą Bożą, mocą sakramentu święceń kapłańskich, a jest to moc, która przekracza i przewyższa wszystkie wady księdza jako grzesznego człowieka, jako osoby. Więc bez względu na to, co ksiądz nam powie w konfesjonale (albo i nie powie nic), czy nas zrozumie i pouczy trafnie czy nie, czy będzie akurat zdenerwowany, czy zna Biblię dobrze albo tylko średnio, czy zna duchowość karmelitańską czy nie, jego rozgrzeszenie będzie ważne, bo jest księdzem – i to wystarczy (oczywiście po spełnieniu warunków ze strony osoby spowiadającej się). Dlatego do ważnie wyświęconego księdza, posługującego ważnie w Kościele, możemy iść zawsze i zawsze uzyskać skuteczną duchową pomoc w postaci modlitwy i sakramentów, bez względu na to, jaki on jest jako osoba.

ograniczenie lekcji religii w szkole

Dokąd to wszystko zmierza?

Idąc dalej tym torem można byłoby znaleźć jeszcze kilka innych rodzajów „religii” współczesnej szkoły, „religii”, których istnienia nawet sobie nie uświadamiamy, takich jak chociażby dobro Planety, edukacja włączająca czy dobrostan dzieci. Te „religie” weszły po cichu, metodą gotowania żaby stopniowo kolonizując szkolną rzeczywistość. Nie zatrzymamy tych procesów walcząc tylko z ich skutkami; trzeba je najpierw zrozumieć i zacząć od podstaw. Nie jest dziś popularne mówienie o wierze katolickiej, nawet osoby wierzące często niechętnie robią to publicznie. Nie wynika to zapewne ze złej woli, co nie znaczy, że jest słuszne. Wiara katolicka nikogo do jej przyjęcia nie zmusza. Zaprasza każdego, ale nie zmusza nikogo, za to pilnuje prawdziwego dobra każdego człowieka (ziemskiego i wiecznego) oraz pewnego porządku społecznego. Dlatego tak naprawdę tylko w tradycji katolickiej wszyscy mogą czuć się bezpiecznie i rzeczywiście są bezpieczni. A tej niechcianej dzisiaj i zwalczanej religii zawdzięczamy o wiele więcej, niż nam się wydaje.

Co byłoby, gdyby rodzice, omawiający na klasowej grupie Whats’app konflikty między uczniami (a wszyscy wiemy, że czasem nie da się dojść do ładu i ustalić, kto zaczął i kto jest winny), zamiast kierować całą klasę na pogadankę u psychologa (oczywiście po prostu psychologa), ustalili by zgodnie, że dopilnują, żeby ich pociechy po prostu poszły do spowiedzi? Czy są wśród nas jeszcze ludzie, którzy odważą się to zaproponować?

Grafiki ilustracyjne: AI 

Polskie Forum Rodziców